Opowiadanie

Po pracy!

Zarząd zatwierdził, że wszelkie spory należy rozwiązywać siłowo. Na miejsce rozejmów wyznaczył wewnętrzne podwórko, okolone i ocienione czterema firmowymi wieżowcami.

Decyzję o siłowym wyjaśnianiu wątpliwości podyktowały testy, które nasi psycholodzy ułożyli, biorąc pod uwagę bieżące wydarzenia krajowe: wzmożoną agresję, rasistowskie i homofobiczne pogromy, ogólnonarodowe zamieszki, do których podburzali politycy, anonimowe hejty w necie, które brano za prawdę. Testy przeprowadzono na każdym z pracowników. Wykazały one, że atmosferę w pracy oczyszcza nie dyskusja, lecz walka na pięści. Rozmowa dawno straciła sens. Ograniczała się do forsowania własnej idei, podczas gdy strona przeciwna narzucała swoją, co prowadziło do bezustannych kłótni. Rozwiązanie siłowe przynajmniej odsiewało zwycięzców od przegranych. A walka na pięści pozwalała na bezpośredni kontakt z przeciwnikiem.

Zdaniem psychologów zadawanie i odczuwanie fizycznego bólu jest bardziej efektywne. Bójka na pięści zazwyczaj ostatecznie wyjaśnia kwestię sporną – w przeciwieństwie do nieuchwytnych zwycięstw i porażek psychologicznych. Psycholodzy uważali, że przemoc najlepiej rozwiązuje problemy. Więcej: zarówno zwycięzca, jak i przegrany zapamiętują na całe życie guzy, siniaki, krwawe rany, złamania, wybite zęby… Bolesne konsekwencje bijatyk miały zapobiegać ponownym próbom konfrontacji.

„Pięść bije umysł na głowę!” – brzmiał slogan autorów testu.

 


Byliśmy lojalnymi pracownikami.Zawsze słuchaliśmy zarządzeń góry. Ale ja miałem kłopot. Gardziłem przemocą, choć w młodości dużo jej zaznałem – albo może dlatego gardziłem, że w młodości dużo jej zaznałem. Głównie przez ojca. Bił mnie pasem po tyłku, plecach, głowie, aż w trakcie jednego takiego bicia dostał wylewu i padł trupem u moich stóp. Miałem jakieś trzynaście lat. To doświadczenie zakorzeniło we mnie przekonanie, że przemoc prowadzi wyłącznie do śmierci. A jej pierwszą ofiarą może być ten, który dąży do przemocy.

rysunki Arkadiusz Hapka

Dlatego próbowałem nikomu nie wchodzić w drogę. Zawsze ustępowałem. Latami. Ale i tak na mnie trafiło. W dodatku w pracy. Dorwało mnie niepisane prawo przewrotnego losu. Im usilniej czegoś unikasz, tym bardziej prawdopodobne, że to, przed czym uciekasz, w końcu cię dogoni, chwyci za kark i krzyknie do ucha: – Mam cię!

 


Mój sąsiad zzaplastikowego przepierzenia, które oddzielało nasze stanowiska – podobne do trzydziestu innych stanowisk na jednym z dwudziestu pięter jednego z czterech …

Chcesz przeczytać do końca? Wykup dostęp online

Liczba artykułów dostępnych w całości bez logowania się w naszym serwisie: 0 z 0

Wykup dostęp online

FreshMail.pl