Opowiadanie

Przesuń w prawo

Moja żona wróciła w nocy. Nie chcę przesadzać, ale w burzy, która rozpętała się wtedy na zewnątrz, było coś apokaliptycznego; w zasadzie nie nazwałbym jej burzą, a klęską żywiołową. Za oknem trwało istne oberwanie chmury, to nie był deszcz, a uberdeszcz, naddeszcz; do tego grzmiało i błyskało, a coś ciężkiego i świszczącego przecinało powietrze, jakby ktoś grał w badmintona szatańskimi skrzydłami; obawiałem się, że gdy tylko wychylę się przez okno, dostanę jednym po głowie.

To była taka noc, kiedy z łatwością można by napisać powieść gotycką, ale ja, zamiast to robić, siedziałem w salonie, przyczajony w rogu jak nocny ptak wypatrujący ofiary i patrzyłem na swoją żonę. Właśnie weszła do mieszkania i krzątała się po przedpokoju, zdejmując z siebie kolejne rzeczy – płaszcz, szalik, czapkę. Robiła to tak precyzyjnie i z takim oddaniem, jakby tej nocy zapragnęła zdjąć z siebie wszystko. Zastanawiałem się, kiedy zrobi to z własną twarzą – zedrze ją i zawiesi obok, na kołku, a w jej dawnym miejscu zostaną tylko ścięgna powiewające na wietrze jak stare pranie oraz gałki oczne – kulki od ruletki, które zamiast trafić do celu, będą gonić jak oszalałe po całej czaszce.

rysunki Hania Oloś

Zastanawiałem się, co by było, gdyby tak wyjątkowo się zaparła, pociągnęła za główny sznurek i ostatecznie ściągnęła z siebie samą siebie, co by wtedy zostało. Co się znajduje pod nią samą, upchniętą w siebie jak w worek, tak ciasno, że nic nie wystaje na zewnątrz. Może i w samej sobie się mieściła, ale na pewno nie w naszym małżeństwie. Widziałem bowiem, jak wysypuje się z niego z każdym kolejnym rokiem, jakby było dla niej zbyt małą walizką.

Próbowałem to powstrzymać. Coś zrobić, upchnąć to wszystko do środka – ale nie dawałem rady. Ciągle coś wystawało – a to jej niechęć do tego, jak wstawiam naczynia do zmywarki, zgrzytam zębami w nocy czy przebieram przez sen nogami (nie żebym jej tego nie mówił, zespół niespokojnych nóg dostała ze mną w pakiecie), wreszcie jak szoruję zęby czy źle wyciskam pastę. Za bardzo od góry, jakbym kogoś dusił, mówiła. – Czy ty chcesz kogoś zabić? – pytała, mimowolnie wskazując na trudny do przeoczenia …

Chcesz przeczytać do końca? Wykup dostęp online

Liczba artykułów dostępnych w całości bez logowania się w naszym serwisie: 0 z 0

Wykup dostęp online

FreshMail.pl