Opowiadanie

Zofia

Tak im powiedziałam: – Życie nie jest mi miłe – i na palcach stanęłam, niewidzialny węzeł nad głową zaczęłam ukręcać, w supeł wiązać jak buty. Te węzły i supły ćwiczyłam już tyle razy, stawanie na palcach, pewne i powolne ruchy, które przytrzymają kark, kiedy mi się zachce. Wychodziłam za dom, do lasu, do stodoły i zaczynałam ten balet. Najpierw wyćwiczyłam stawanie jak najwyżej i najdłużej, i to mnie najbardziej bolało, a dopiero potem ręce zaczynały latać nad głową. Trzeba jak najdłużej, bo jak cała stopa z powrotem dotknie ziemi, to już chce stawać i iść dalej. Serce chce zostać z rękami na górze, a nogi rwą się przed siebie. Przed burzą też tak było, leciałam szybko jak strzała i nagle upuściłam chusteczkę, którą dała mi matka. Wyhaftowała na niej mały słonecznik i jak szłam z domu, to zawsze pytała: – Zosiu, gdzie schowałaś chusteczkę, którą ci dałam? – Wywlekałam kieszenie i mówiłam: – Patrzaj, tutaj, nigdy jej nie zgubię – a jak się odwróciłam, to ujrzałam, że chusteczka leży na drodze, ale nogi nie umiały ze strachu się zatrzymać.

Dostęp online

Zapewnij sobie dostęp online do wszystkich tekstów, nagrań audio …

Chcesz przeczytać do końca? Wykup dostęp online

Liczba artykułów dostępnych w całości bez logowania się w naszym serwisie: 0 z 0

Wykup dostęp online

FreshMail.pl