Kto nie lubi w kulturze tego, co znajome? Wybierając książkę, film lub wystawę obfitujące w konteksty, z którymi łatwo nam się utożsamić, liczymy, że nagroda w postaci upragnionego zachwytu czy inspiracji przyjdzie do nas w mgnieniu oka. Czasem jednak więcej o nas samych czy o rzeczywistości, w której żyjemy, dowiemy się, sięgając po to, co mniej oczywiste. Czyli z historii spoza naszego kręgu kulturowego, od fikcyjnych bohaterów, których w realnym świecie ominęlibyśmy szerokim łukiem, albo od twórców i twórczyń, których praktyka artystyczna wymyka się jednoznacznej klasyfikacji (lub mówiąc wprost – w pierwszej chwili wydaje się kompletnie niezrozumiała).
Nie przegap: Premiera Pisma. Prawda w mediach. Dobro luksusowe?
Nikt nie twierdzi, że będzie łatwo. Próg wejścia może być wysoki. Czasem trzeba będzie uzbroić się w cierpliwość, innym razem przeczytać dwa opisy więcej, a w niektórych przypadkach odsunąć na bok dotychczasowe przekonania. Nawet jeśli do tej pory nie zetknęliście się z japońskim teatrem kabuki, queerowym kinem drogi, fotografią eksperymentalną czy brzmieniami z pogranicza trapu i industrialu, gwarantuję wam jedno – jeśli zdecydujecie się wybrać wcześniej nieprzebytą kulturalną trasę, czekają was widoki, których próżno szukać na bardziej uczęszczanych szlakach.
Udanej podróży!

KINO
Kokuhô
Kinoteka, kina w całej Polsce
premiera 27 marca
Kokuhô, czyli skarb narodowy. Władze Japonii przyznają ten tytuł jedynie wybranym – best of the best artystycznej elity kraju. Jednocześnie może się nim posługiwać zaledwie 116 osób. Tylko po śmierci jednej z nich do tego ekskluzywnego grona dołączają kolejni twórca bądź twórczyni. I właśnie otrzymanie tak prestiżowego wyróżnienia jest największym marzeniem młodego adepta teatru kabuki Kikua Tachibany. Jak będzie wyglądała jego droga na szczyt? I co będzie musiał poświęcić w imię sławy?
Występujący w tej głównej roli Ryō Yoshizawa przez 18 miesięcy uczył się, jak przekonująco zagrać onnagata (tym mianem określa się aktorów kabuki, którzy wcielają się na scenie w postaci kobiece). Monumentalna, bo trwająca prawie trzy godziny ekranizacja bestsellerowej powieści Shūichiego Yoshidy nie służy jednak jedynie przedstawieniu tej tradycji, która sięga XVII wieku. Sang-il Lee w swoim filmie kreśli bardziej uniwersalną historię o tym, co dzieje się za kulisami.
Kokuhô to rozgrywająca się w ciągu pięciu dekad opowieść o niepohamowanej ambicji, wytrwałości i dyscyplinie. A także o talencie, który w dzisiejszym świecie niekoniecznie znaczy (choć powinien) więcej niż odziedziczony kapitał kulturowy czy przywileje klasowe. Z filmu dowiadujemy się bowiem, jak dużą rolę w japońskim społeczeństwie wciąż odgrywa lojalność wobec wcześniej ustanowionych hierarchii.
Sang-il Lee przypomina widzom o jeszcze jednym rodzaju lojalności – tej wobec bliskich. Bo Kokuhô to także film o braterstwie: o przyjaźni, która ma szansę istnieć mimo rywalizacji. Do prawdziwego spełnienia nie wystarczy obdarzenie miłością wyłącznie praktyki, której zdecydowaliśmy się poświęcić życie. To lekcja przydatna w równym stopniu dla Kikua i dla nas – nienasyconych pracą, żądnych sukcesu ludzi Zachodu.
PS Jeśli przeraził was czas trwania filmu (mnie również na wieść o 175 minutach w kinie prawie stanęło serce), uspokajam – nie ma przestojów ani narracyjnych dłużyzn, są za to zniewalające kostiumy i charakteryzacja. Nic dziwnego, że to właśnie w tej kategorii Kokuhô startował w tegorocznym wyścigu po Oscara.
więcej: kinoteka.pl

KINO
Łobuz
Gutek Film, kina w całej Polsce
premiera 10 kwietnia
Dał się poznać jako skonfliktowany wewnętrznie, początkujący model w czarnej komedii W trójkącie Rubena Östlunda. Zachwycił też jako łobuzerski stażysta, który prowokował Nicole Kidman do wypicia szklanki mleka w Babygirl Haliny Reijn. Obecnie przygotowuje się do roli Johna Lennona w serii filmów o Beatlesach, które wyreżyseruje Sam Mendes. Ale zanim zobaczymy go na pasach na londyńskiej Abbey Road, Harris Dickinson debiutuje po drugiej stronie kamery, pokazując nam miasto z zupełnie innej strony.
Londyn widzimy oczami tytułowego Łobuza – Mike’a, młodego chłopaka w kryzysie bezdomności, w którego brawurowo wcielił się Frank Dillane. Choć bohater filmu pozornie dostaje wszystko, co pozwoli mu wyjść na prostą (pracę w kuchni, pokój w hostelu i nagrania motywacyjnych pogadanek), systemowe wsparcie okazuje się niewystarczające. Nie pomaga Mike’owi zerwać z nałogiem, a tym bardziej poznać i zrozumieć przyczyny jego złych nawyków.
Dickinson nie zamierza moralizować czy rozkładać na części wadliwego procesu resocjalizacji. Zamiast tego pozwala nam iść z bohaterem ramię w ramię, towarzyszyć mu w jego kryzysach i kibicować w staraniach. Czy jest morał tej historii? Chyba tylko taki, że życie nie jest sprawiedliwe, a potrzeba akceptacji ze strony innych może stać się największym wrogiem na drodze do zmiany, która powinna się zaczynać i kończyć na „ja”.
więcej: gutekfilm.pl

KINO
17. LGBT+ Film Festival Poland 2026
wybrane kina studyjne i Outfilm.pl
10 kwietnia – 3 maja
Matronką tegorocznej odsłony największego w tej części Europy festiwalu kina LGBT+ jest Tamara Łempicka. Prace tej biseksualnej artystki – jednej z najbardziej rozpoznawalnych malarek art déco – chodzą dziś na aukcjach po kilkanaście milionów dolarów (i jestem przekonany, że jej charakterystyczny styl rozpoznają zarówno wasz dziadek, jak i kuzynka, która w tym roku przygotowuje się do egzaminu ósmoklasisty). W programie czeka na nas między innymi dokument Prawdziwa historia Tamary Łempickiej w reżyserii Julie Rubio, który opowiada o fenomenie tej artystki.
A jeśli bliższe niż sztuka są wam kwestie społeczne (i chcecie dowiedzieć się więcej, jak państwa oraz międzynarodowe korporacje, które określają się mianem sojuszników osób queerowych, odwracają naszą uwagę od swoich nieetycznych praktyk, zaniechań lub zbrodni), koniecznie wybierzcie się na film Pinkwashing zdemaskowany. Kontratak! (reżyseria Dean Spade). Weźcie też udział w dyskusji towarzyszącej pokazowi.
Ze wszystkich filmów, które znalazły się w tegorocznym programie, ja najbardziej czekam na W drodze Davida Pablosa, nagrodzony na festiwalu w Wenecji. To meksykańskie queerowe kino drogi, które zabiera widzów w sam środek maczystowskiego świata długodystansowego truckingu. Już sam zwiastun wywołuje ciarki!
Na koniec kilka informacji praktycznych. Od 10 do 18 kwietnia wszystkie filmy będziecie mogli obejrzeć w warszawskiej Kinotece, natomiast w kolejnym tygodniu festiwal zawita do Wrocławia, Krakowa i Poznania. A jeśli wolicie zafundować sobie wieczór filmowy w domu, w drugiej połowie kwietnia zajrzyjcie na Outfilm.pl.
więcej: lgbtfestival.pl

KINO
Chronologia wody
So FILMS, kina w całej Polsce
premiera 17 kwietnia
Reżyserski debiut Dickinsona nie jest jedynym, który zobaczymy w kwietniu. Również Kristen Stewart spróbowała swoich sił za kamerą. O przeniesienie na duży ekran autobiograficznej powieści Lidii Yuknavitch starała się osiem lat. Filmowa adaptacja Stewart jest bliska literackiemu pierwowzorowi – równie intensywna i chaotyczna, momentami do bólu szczera, a kiedy indziej poetycka. To zarazem obraz autodestrukcji i prób ponownego poskładania się w całość. W jego centrum znajduje się ciało, które nie tylko gromadzi traumę, ale jest też źródłem tego, co dobre.
Oglądanie Chronologii wody przypomina słuchanie kawałków Tori Amos czy Sinéad O’Connor. Dla wielu może stać się doświadczeniem formacyjnym. Inni powiedzą, że dawno nie widzieli czegoś tak pretensjonalnego. Wiecie, do której z tych grup się zaliczam (w tle leci właśnie Metal Water Wood).
więcej: sofilms.pl

MUZYKA
Kim Gordon. PLAY ME Tour 2026
CK A2, Wrocław i Progresja, Warszawa
20 i 21 kwietnia
Na trzecim solowym krążku PLAY ME, który ukazał się w połowie marca tego roku, Kim Gordon (była współliderka legendarnej formacji Sonic Youth) ponownie łączy siły z Justinem Raisenem. To producent znany między innymi ze współpracy z obecną it girl muzycznego świata – Charli XCX (ostatnio współprodukował soundtrack, który nagrała do najnowszej ekranizacji Wichrowych Wzgórz).
W porównaniu ze swoim poprzednikiem, albumem The Collective, który dwukrotnie nominowano do Grammy, PLAY ME jest zdecydowanie bardziej melodyczny. Niektórzy powiedzą wręcz, że jak na Gordon popowy. Sama artystka więcej śpiewa, niż melorecytuje. Nie oznacza to wcale, że nagle zgrzeczniała. Wciąż jest politycznie zaangażowana – ironicznie komentuje rządy technokratów, rozwój AI i współczesne sposoby konsumpcji kultury.
Od czego zacząć? Szczególnie polecam utwór tytułowy, który jest mieszanką jazzu i trip hopu. A także trapowy singiel DIRTY TECH – to przy nim będziemy się bujać w trakcie koncertu.
więcej: livenation.pl

SZTUKA
Barbara Kasten. Postabstrakcja
Zachęta – Narodowa Galeria Sztuki, Warszawa
do 7 czerwca
Jeśli wciąż zastanawiacie się, skąd się wzięły neonowo żółte, akrylowe belki na klatce schodowej Zachęty, które od dwóch tygodni wyskakują wam w co drugiej instagramowej relacji, to znaczy, że już najwyższa pora wybrać się na wystawę Postabstrakcja. Barbara Kasten, autorka tej artystycznej interwencji, jest amerykańską pionierką fotografii inscenizowanej. Interesują ją geometryczne formy, nasycone kolory, światło i przestrzeń. W praktyce artystycznej Kasten spotykają się one w postaci tworzonych przez nią abstrakcyjnych kompozycji, które następnie fotografuje aparatem analogowym.
Prezentowane w Zachęcie prace artystki – zdjęcia, rzeźby i instalacje – tworzą achronologiczny przegląd ostatnich sześciu dekad jej twórczości. A główne pytanie towarzyszące ich oglądaniu brzmi: jak ona to zrobiła? Na szczęście jest kuratorski opis wystawy, który tym razem nie obfituje w „predylekcje” ani inne „transgresje”, tylko w zrozumiały sposób tłumaczy proces powstawania dzieł.
więcej: zacheta.art.pl

SZTUKA
Szapocznikow. Osobista
Muzeum Narodowe, Kraków
do 23 sierpnia
Pozostając przy pionierkach sztuki – w Muzeum Narodowym w Krakowie trwa właśnie wystawa prac jednej z najważniejszych rzeźbiarek powojennej Polski.
Alina Szapocznikow zaczynała od tworzenia rzeźb figuralnych, często w duchu socrealizmu (na pewno kojarzycie jedną z jej najsłynniejszych prac z tego okresu – Przyjaźń lub inaczej Pomnik Przyjaźni Polsko-Radzieckiej – która wita zwiedzających na pierwszym piętrze warszawskiego MSN). Kiedy w latach 60. zamieszkała w Paryżu, wypracowała własny ekspresyjny język twórczy, czyniąc z tworzyw sztucznych (poliestru czy poliuretanu) ulubione materiały rzeźbiarskie.
W centrum zainteresowań Szapocznikow znalazło się ciało, w całej rozpiętości przypisywanych mu znaczeń. Jej rzeźby odnoszą się więc do traum, chorób i zmysłowych uniesień. Choć często wywołują niepokój, a niekiedy wprawiają w konsternację, nie sposób przejść obok nich obojętnie.
Ekspozycja w MNK jest niewielka, ale kuratorka Agata Małodobry zapewnia, że ma działać na widzów haptycznie – dlatego zachęcam was, żebyście chwilę pobyli przy prezentowanych dziełach i utrwalili wrażenie tej dziwnej bliskości z materią. Ciekawe, czy przyprawi was to o dreszcz, czy o zachwyt.
więcej: mnk.pl
zdjęcia: materiały prasowe
Mecenasem kultury w „Piśmie” jest ORLEN Art&Science.

