Twój dostęp nie jest aktywny. Skorzystaj z oferty i zapewnij sobie dostęp do wszystkich treści.


Czytaj i słuchaj bez ograniczeń. Zaloguj się lub skorzystaj z naszej oferty

Wokół książek

Normy, rok 1922

rysunek KUBA FERENC
Oto znaleźliśmy się w koszmarnej sytuacji: gdy wiele porządków normatywnych wzajemnie się zwalcza, brakuje centralnego i rzeczywistość zmienia się w nierzeczywistość. Jak w roku 1922, gdy „świat złamał się na pół”.
POSŁUCHAJ

Kilka miesięcy temu poczułem, że świat, w którym żyję, zmienił się ostatnio do tego stopnia, że już nie jestem w stanie go zrozumieć. Nie zdarzyło się to w jednej konkretnej chwili: ani wtedy, gdy ujrzałem konferencję prasową z granicy polsko-białoruskiej, ani gdy usłyszałem najnowsze muzyczne hity, ani gdy wszedłem na Twittera i uderzyło mnie, że tematy, które rozpalają publiczną dyskusję, są mi – w najlepszym razie – obce. Narodziwszy się gdzieś pomiędzy tymi zdarzeniami, poczucie to ogarnęło mnie i nie chciało opuścić.

Umieszczenie podobnego wyznania w otwarciu eseju powinno mnie skompromitować. Po pierwsze: ponieważ jest wyświechtane. Jakże często słyszy się kogoś mówiącego, że tyle się zmieniło, że on już tego nie pojmuje – co znaczy, że w istocie pojmuje znakomicie, pragnie tylko skrytykować bieg wypadków. Po drugie: bo jeśli faktycznie nie rozumiem, to dowód na to, że stępiła mi się wrażliwość. Tak wygodnie zrobiło się jej na mieliźnie ustalonych form, że straciła zainteresowanie tym, co znajduje się poza nimi – rzecz, która nie mieści się w konwenansach, z automatu klasyfikuje jako niepojmowalną.

To wszystko – owszem – prawda. Czymś innym jest jednak stwierdzić, że nie rozumie się zmienionego świata, bo nie można się zgodzić na kształt, jaki przyjął, czym innym zaś – przeżyć, możliwie świadomie, doświadczenie tego niezrozumienia.

Człowiek, który wie, że nie rozumie zmiany, znajduje się bowiem w osobliwej przestrzeni. Niby zagląda do miejsc, które zna – przechadza się ulicami Warszawy albo Jerozolimy, zagłębia w to bądź inne medium społecznościowe – a jednocześnie miejsca te nie przypominają już, w jego odczuciu, samych siebie. Budynki wciąż stoją przy tych samych ulicach, w aplikacjach dostępne są te same opcje, co zazwyczaj. Wszystko spowija jednak szczególna aura, w której to, co rozpoznane, nagle zdaje się własnym zaprzeczeniem. Rzeczywistość przeistacza się w nierzeczywistość.

Dostęp online
Zapewnij sobie dostęp online do wszystkich tekstów, nagrań audio i wersji na czytniki.Skorzystaj z oferty

Termin ten, w ostatnich latach odrobinę zapomniany, stulecie temu był w powszechnym użyciu. Słowem „nierzeczywistość” szafowali w latach 20. XX wieku niemieccy konserwatywni filozofowie i publicyści pokroju braci Ernsta i Friedricha Georga Jüngerów – niemogących pojąć metamorfozy, jaka spotkała niegdysiejsze imperium po traktacie wersalskim – a pewien amerykański poeta wskazał nawet miejsce, które samą nierzeczywistością zostało dotknięte. Pisał o nim w następujący sposób: „Nierzeczywiste Miasto. / Pod mgłą brunatną zimowego świtu / Tłum płynął po Moście Londyńskim, tak wielu, / (…) Westchnienia, krótkie i nieczęste, rwały się im z ust / Każdy oczy obracał w dół, do mokrych płyt (…)” [przeł. Czesław Miłosz].

To słowa z pierwszego rozdziałuZiemi jałowejT.S. Eliota, drukiem ogłoszonej w październiku 1922 roku (najpierw w angielskim „The Criterion”, a później w amerykańskim „The Dial”). Ani późniejszy noblista, ani niemieccy konserwatyści nie byli jednak stulecie temu jedynymi zmagającymi się z odczuciem, którego sam niedawno zacząłem doświadczać. Jeśli bowiem przypatrzyć się uważniej, cała wielka literatura z tamtego roku – a było jej więcej, niż w jakimkolwiek innym – przepojona jest poczuciem, że wszystko się zmieniło i nie wiadomo, jak radzić sobie z efektami tej zmiany.

Nic już nie miało być takie jak wcześniej

Choć nie był osamotniony we wzmiankowanym doświadczeniu, Eliot w 1922 roku wyraził je w sposób bodaj najbardziej dojmujący. Pierwszy czytelnikZiemi jałowej, czyli Ezra Pound, któremu poemat został zadedykowany, oznajmił nawet, że utwór ten pozostaje ni mniej, ni więcej, tylko wyrazem tego „ducha, który przyszłe pokolenia nazywać będą nowoczesnym” [przeł. W.E.; jeśli nie podano inaczej, cytaty w przekładzie autora]. AutorPieśniszczodrze szafował pochwałami celności opisu zmienionych czasów: nie zachował ich wyłącznie dla Eliota. Jak stwierdził, chrześcijański eon w dziejach globu dobiegł kresu, gdy James Joyce ukończył pisanieUlissesa(kolejny utwór, który ukazał się w 1922 roku – w lutym, nakładem paryskiego Shakespeare and Company). Od chwili publikacji opowieści o Leopoldzie Bloomie, uważał Pound, nic już nie miało być takie jak wcześniej.

Podobne tezy – choć nie można odmówić im wartości anegdotycznej – mogą budzić wątpliwości. Mamy tu bowiem do czynienia z użyciem sformułowań tyleż wysokich, co niekonkretnych. Choć oczywiście jest pewien urok w stwierdzeniu, że „w roku 1922 lub jego okolicach świat złamał się na pół” (jak obwieściła amerykańska powieściopisarka Willa Cather), co to, na zdrowy rozum, znaczy? Jaki: „świat”? Świat według Cather czy świat w ogóle? Jak to: „złamał się na pół”? Czym jest ów „ludzki charakter”, o którym Virginia Woolf w napisanym w 1922 roku esejuMr. Bennett and Mrs. Brown(w tym samym roku opublikowała teżPokój Jakubai robiła pierwsze przymiarki do Pani Dallo­way twierdziła, …

Chcesz przeczytać do końca? Wykup dostęp online

Zapewnij sobie dostęp do ulubionych tekstów, nagrań audio, a także miesięcznika w wersji na czytniki.

Wykup dostęp online

Artykuł ukazał się w styczniowym numerze miesięcznika „Pismo. Magazyn Opinii” (1/2022).

-

-

-

  • -
ZAPISZ
USTAW PRĘDKOŚĆ ODTWARZANIA
0,75X
1,00X
1,25X
1,50X
00:00
50:00