Reportaż

Chronili księdza pedofila, bo był "swój"

  • autor
  • Michał Szczęch
rysunki Justyna Frąckiewicz
Mieszkańcy najpiękniejszej polskiej gminy swojego księdza skrzywdzić nie dali. Bo swój. Co z tego, że krzywdził ich dzieci.

Zielona kraina zaprasza – tablicą z takim napisem gmina Kolsko wita przejezdnych. Są tu parki krajobrazowe z kanałem, po którym pływał kajakiem Karol Wojtyła, zanim został papieżem. Podobno spał nawet w jednej z miejscowych stodół. Na pamiątkę ufundowano kamień. 

Gmina zasłynęła w 1997 roku, w czasie powodzi. Mieszkańcy poszli na wały i zatrzymali wielką wodę. 

Najpiękniejsza polska wieś– piosenką o takim tytule sławią dziś gminę śpiewaczki z dwóch lokalnych zespołów. „Życie tu piękne jest, na wsi warto żyć! Każdy z nas serce swe chciałby tutaj skryć! Co tu rzec, jedno wiedz, tych uroków moc nie przesłoni ciemna noc…”.

W gminie mieszka ksiądz Robert Deręgowski. Jako redaktor „Patrona Szaleńców Bożych”, parafialnej gazetki, wpływa tu na opinię publiczną. 

Tutejsze gospodynie śpiewają piosenki. „O viagro, viagro, tabletko miła, tyś niejednemu dobrze zrobiła! Takaś błękitna i takaś wspaniała!” – niesie się z dziesięciu gardeł. Przyśpiewkę o viagrze gospodynie napisały same. „W trakcie festynów ksiądz prosi o tę piosenkę” – powiedziały w wywiadzie dla lokalnej gazety. Ksiądz się obraził, bo to mu się zdarza. Dziennikarz przeprosił. Inaczej byłby w gminie spalony. 

rysunki Justyna Frąckiewicz

Jest zresztą tradycja, do której można się odwołać. Trzysta pięćdziesiąt lat temu w gminie płonęły stosy. Za rzekome kontakty z diabłem spalono trzydzieści dziewięć osób (więcej niż w słynnym amerykańskim Salem). W 2013 roku zorganizowano festyn. O czarownicach. Frekwencja była wysoka. Planowano kolejne imprezy i unijne projekty. Ale ksiądz się obraził, bo to pogańskie zwyczaje, więc wycofano pieniądze i zrezygnowano z projektów. 

Deręgowski współpracuje też ze stowarzyszeniem SPES, które działa charytatywnie na rzecz osób z niepełnosprawnością, w tym także dzieci. Rodzice są wdzięczni. Krytykują po cichu: – O księdzu nic nie możemy powiedzieć, bo zaraz się obrazi. Kiedyś organizował dzień dziecka. Imprezę ukradła gmina. Wtedy z kolei pogniewał się na wójta. 

W gminie miała stanąć kapliczka. Na procesję Bożego Ciała nie trzeba już wznosić ołtarza. Wystarczy powiesić wstążki i otworzyć drzwiczki. Matka Boska z kapliczki bezradnie rozkłada ręce. 

 


w zeszłorocznych wyborachna wójta doszło do drugiej tury (dotąd rzecz w gminie niespotykana), w której Henryk Matysik, sprawujący ten urząd od sześciu kadencji, zmierzył się z Tomaszem Bączkowskim – ekonomistą, architektem, prywatnie miłośnikiem wypieków, zwycięzcą kulinarnego programu TVPBake Off – Ale ciacho. 

Wójta poparł ksiądz. W „Patronie Szaleńców Bożych” opublikował przestrogę: „To będzie wybór między doświadczeniem i stabilizacją a niepewną przyszłością”. Pod przestrogą podpisał się wójt. 

Bączkowskiego poparły między innymi Hanka Matysiak (dawna sołtyska), Agnieszka Liśkiewicz (szkolna księgowa), Kamila Florczak (rolniczka po studiach) i Iwona (szefowa rady rodziców). 

Kościelna działaczka namawiała do pikiety, by Tomasza wypędzić ze wsi. Bo wydał kąśliwe przedwyborcze gazetki.

– Spalą nas na stosie – pomyślała Hanka, bo w życiorysach, które zawisły na drzewach, mieszkańcy przeczytali, że Tomasz działał w ruchu LGBT. Że organizował pierwsze parady równości w Warszawie. Że sądził się o nie w Strasburgu i wygrał tam z Lechem Kaczyńskim, ówczesnym prezydentem stolicy.

– To pedał, zagrożenie dla katolickich rodzin – wołali. – Ten pedał ściągnął do Polski uchodźcę! 

W kościele odmawiali różaniec do świętych obrazów. A później za Tomaszem i jego zwolennikami wołali: – Sodomici! Sekta! Judasze! 

Agnieszkę nazwali czarownicą. Jej dom – gniazdem szatana. Uradzili, że pod gniazdem szatana trzeba odmawiać różaniec. 

Gdy odmawiali z intencją o opamiętanie Iwony, ona sama modliła się w lesie. Przestali jej mówić „dzień dobry”. Przeżył to syn Iwony, dziewięciolatek, autysta. Nastąpił regres w terapii. 

Głowy odwrócili też od Kamili. W jej sklepie już nie robią zakupów. 

Wójt na trzy dni przed drugą turą wyborów klęknął przed kamieniem. Odsłonięcie kamienia, z tablicą upamiętniającą rocznicę stulecia odzyskania niepodległości, przeniesiono z 11 na 1 listopada. Datę wyznaczyła rada parafialna, która ufundowała kamień. Wyznaczyła w porozumieniu z księdzem i biskupem. Tłum wiernych oglądał, jak wójt idzie aleją w otoczeniu sztandarów, niosąc bukiet.

W drugiej turze wyborów dwustu czterdziestoma sześcioma głosami wygrał stary wójt. A na dom Tomasza poleciały kamienie.

Przed Świętem Niepodległości, po zwycięstwie, w gminie zawisły biało-czerwone flagi. Życie zaczęło wracać do normy. 

darowizna na rzecz fundacji pismo

W marcu 2019 roku mieszkańcy Kolska wybierali sołtysa. Zasiedli w sali widowiskowej Gminnego Domu Kultury. Ktoś naszkicował obrazek: świnię, która załatwia się do koryta. Puścił obrazek w obieg. Ludzie oglądali. Radny, kościelna działaczka, śpiewaczka z lokalnego zespołu, strażacy z OSP, starzy, młodzi. – Gdzie jest Hanka? Gdzie Bączkowski? Gdzie są ci, którzy nasrali we własne koryto? – syczeli. I coraz głośniej rechotali. 

Życie zaczęło więc wracać do normy. Będą festyny strażackie i dożynki. Gospodynie zaśpiewają o viagrze. Ludzie będą się śmiać. I zapomną.

Nie zapomni uchodźca, ściągnięty przez Tomasza do Polski. Był sam w domu, gdy leciały kamienie. Przeżył bombardowania w Syrii, stracił żonę i dom, więc wróciły wspomnienia. Ze strachu skulił się w kącie i długo nie mógł uspokoić.

Ksiądz też się nie uspokoił. Zaplanował powrót na Podkarpacie. I zniknął.

 


– pracownicy eneizlokalizowali uszkodzony słup linii energetycznej. Na miejscu była policja – informuje mnie regionalny rzecznik Enei. 

W połowie grudnia 2018 roku trzydzieści dwie rodziny zostały odcięte od prądu. Mieszkańcy marzli, bo przestało działać centralne ogrzewanie. Wieś zatonęła w ciemnościach.

– Nie było takiego zdarzenia – informowała w grudniu Powiatowa Komenda Policji. 

– Oglądałem telewizor, gdy za oknem huknęło – relacjonuje mieszkaniec. – Po linii wysokiego napięcia szedł ogień – dopowiada jego żona. Przy rozwalonym słupie państwo K. zobaczyli volkswagena tiguana. Nie chodzą do kościoła i jako jedni z nielicznych nie boją się głośno mówić o sprawie. A swoje wiedzą: – Tiguan pędził, dlatego uderzył. Po chwili uciekł w stronę lasu. 

Przy słupie jest ostry zakręt. Ludzie jeżdżą tamtędy rowerami, chodzą tam dzieci, brakuje chodnika. Sprawca naraził więc życie mieszkańców. 

Koszt naprawy słupa to cztery i pół tysiąca złotych. Dlatego Enea wystąpiła z wnioskiem o udostępnienie danych sprawcy. Państwo K. głośno powiedzieli o tym, co widzieli. I wtedy komenda przyznała, że do zdarzenia jednak doszło. Prowadzą śledztwo. 

„Do chwili obecnej nie ustaliliśmy sprawcy, tym samym nie jesteśmy w stanie stwierdzić, czy był trzeźwy w momencie zdarzenia” – informują dwadzieścia pięć dni po kolizji. 

Policja nie przesłuchała właściciela tiguana, choć dzięki tablicy rejestracyjnej znalezionej pod słupem wiadomo, że jest nim ksiądz Deręgowski. Marka samochodu się zgadza. Gdzie jest ksiądz? 

– Pojechał do szpitala – odpowiada proboszcz Tadeusz Kulczyk. I zamyka drzwi plebanii. Przy kolejnej wizycie ucina: – Proszę więcej nie przychodzić, ksiądz nie będzie rozmawiał, nawet telefonicznie. 

Mieszkanka: – Słyszałam od znajomego księdza z pobliskiej parafii, że to kuria wysłała naszego na przymusowe leczenie. 

– Przebywa na leczeniu – potwierdza Andrzej Sapieha, rzecznik kurii. Nie chce jednak powiedzieć, w jakiej klinice i z jakiego powodu. 

W drugiej turze wyborów wygrał stary wójt. A na dom Tomasza poleciały kamienie.

Czy to kuria wysłała księdza na leczenie? 

– Nie mogę odpowiedzieć na to pytanie – ucina rzecznik. 

Zarejestruj się, by przez miesiąc czytać Pismo bez ograniczeń.

Liczba artykułów dostępnych w całości bez logowania się w naszym serwisie: 0 z 0

Zarejestruj się

Reportaż ukazał się w majowym numerze miesięcznika "Pismo. Magazyn opinii" (05/2019) pod tytułem Matka Boska rozkłada ręce.

FreshMail.pl