Rozmowa

Olga Tokarczuk: Biodegradowalne sztućce? Też lajkowałam

  • autor
  • Zofia Król
O walce z fake newsami, odpowiedzialnym podróżowaniu, roli wyobraźni, literaturze i o tym, jak polski Kościół strzelił sobie w kolano rozmawiamy z Olgą Tokarczuk.
rysunki Piotr Kowalczyk

Gdy w zeszłym rokuBiegunidostali Bookera, pomyślałam, że to książka o olbrzymiej literackiej mocy, pisana jednak w innej epoce: wszystkie te lotniska, dalekie podróże z plecakiem, mobilność rozumiana jako podstawowa wolność. Dziś wiemy, że jeśli chcemy ocalić świat, z tego wszystkiego trzeba będzie zrezygnować. Czy mamy jakieś nowe bieguństwo na dzisiejsze czasy?

W jakimś sensie można traktować tę książkę w jej podróżnym wymiarze jako epitafium dla tamtego świata – globalnego, ruchliwego, w miarę spokojnego i w miarę dostatniego. Dla wielu ludzi, w tym dla mnie, był to świat z szeroko otwartym oknem. Ja, dziecko dawnych demoludów, zachwycałam się najzwyczajniejszą wolnością podróżowania, najoczywistszym ruchem, ale też przeczuwałam jego iluzoryczność. Wtedy nikt nie sądził, że kilka lat później wybuchną wojny klimatyczne, jak ta w Syrii, a ludzie będą się rzucać wpław przez morze, żeby się dostać do Europy. Że miasta będą miały alarmy smogowe, a bez aplikacji w telefonie trudno będzie znaleźć hotel. Zagrożenia, które bieguni na lotniskach traktowali abstrakcyjnie, nagle się zmaterializowały i świat cofnął się o krok, przerażony sam sobą. 

Olga Tokarczuk

(ur. 1962), pisarka, poetka i eseistka, autorka opowiadań, m.in. wydanego w 2018 roku zbioruOpowiadania bizarne. Jest dwukrotną laureatką Nagrody Literackiej Nike za powieściBieguniiKsięgi Jakubowe. W 2018 roku otrzymała The Man Booker International Prize, także zaBiegunów.

Ale ta książka ma więcej aspektów, które sprawiają, że – mam nadzieję – da się ją czytać po dwunastu latach. Dziś bycie biegunem to nie tylko poruszanie się, pełne lotniska, wolność podróży, to także inna wersja tożsamości. To ciągły niepokój, nostalgia za wyidealizowanymi krainami dzieciństwa, ślizganie się po granicach rzeczywistości i kłopoty z odróżnieniem prawdy od fałszu. To kłopoty z tożsamością: tęsknota do staro-nowej tożsamości trybalnej, ale i dramatyczne rozszerzenia i wariancje tożsamości indywidualnej wvirtualiaugmented reality. Wreszcie możnaBiegunówprzeczytać i bez tego narzucającego się kontekstu podróżniczego, który przecież zawsze był tylko jedną z perspektyw tej książki.

Na przełomie wieków zdawało nam się jeszcze, że podróżowanie to dobra forma poznawania, rozumienia. Okazuje się jednak, że jeśli chcesz uszanować świat, to musisz tak naprawdę…

…się z niego wycofać. Tak, dwanaście lat poBiegunachmam trochę inne podejście – świadomie ograniczyłam podróże. Myśl o tym, żeby pojechać do Tajlandii albo do Indii, nie pociąga mnie tak jak kiedyś: bezosobowość lotnisk, sformatowanie doświadczenia, turyzm, wrażenie dotykania świata przez bibułkę, a przede wszystkim poczucie niesprawiedliwości – że ja mogę podróżować, powiedzmy do Afryki, ale Afrykańczyk nie może ot, tak sobie, przyjechać do mojego kraju. Że mogłam pojechać z synem do Malezji i byliśmy tam całkiem bezpieczni, ale nie wiem, czy zagrałoby to dzisiaj symetrycznie dla Malezyjki w Polsce. Dziś biura podróży powinny się nazywać „Ogniu, krocz za mną” albo „Po nas choćby potop” – nie chcę już tego oglądać. Wolę sobie tutaj zrobić jakieś spacery. 

To się wiąże z postulowaną dziś filozofią samoograniczenia. 

To będzie temat jednej z debat na majowymfestiwaluApostrof, którego jestem kuratorką. To bardzo ciekawy, nowy punkt widzenia, który mógłby się przyjąć w takich krajach jak Polska, które definiują się jako chrześcijańskie. To przecież istota chrześcijaństwa – dzielić się z innymi, ograniczać chciwość, kierować się współczuciem i miłością do innych. Mówię to z lekką ironią, ale oczywiście widzę, jak wracają dziś stare, dobrze znane idee w nowych wydaniach. 

Przede wszystkim filozofia samoograniczenia musi znaleźć dobre punkty odniesienia, powinna być czymś w rodzaju moralnej zasady. Kiedy mówimy, że ludzi nie wolno krzywdzić, to nie pytamy zaraz, dlaczego i co by to miało znaczyć, w jakim zakresie i w jakich warunkach. Uznajemy, że nie wolno – i już. W przypadku samoograniczenia to poważna sprawa – kultura, w której żyjemy, ciągle mówi „tak” naszym potrzebom. Dlaczego nie mieć tego albo i tego, dlaczego nie? Należy mi się. Zasłużyłam. A z drugiej strony: mój wybór nie ma i tak znaczenia, bo jest tylu ludzi, że nawet jak się ograniczę, to i tak nic nie zmieni. 

To też nie jest łatwe, podobno jeden przelot na Biennale do Wenecji eliminuje skutki rocznej diety wegańskiej.

Filozofia samoograniczenia to dobry temat do dyskusji, ale nie sądzę, żeby udało się ją wpuścić w nasze nawyki szybko i skutecznie. Ma większe implikacje cywilizacyjne, niż nam się wydaje, godzi w jeden z fundamentów naszego światopoglądu – ciągle dalej, więcej, mocniej, intensywniej. Na tym fundamencie opierają się cała gospodarka, ekonomia i funkcjonowanie społeczne. Gdyby powodowani poczuciem winy i raptowną wewnętrzną przemianą ludzie zaczęli nagle mówić „nie, nie, nie” swoim nadmiernym potrzebom i pragnieniom, ta cywilizacja by padła. Ale padnie także, jeżeli się tego w pewnym stopniu nie nauczą. Potrzebna jest jakaś nowa równowaga. 

Dziś biura podróży powinny się nazywać „Ogniu, krocz za mną” albo „Po nas choćby potop” – nie chcę już tego oglądać. Wolę sobie tutaj zrobić jakieś spacery. 

Idee muszą mieć dużo czasu, żeby się wykluć i nabrać sił. Interesowałam się ekologią głęboką jakieś trzydzieści pięć lat temu i już wtedy mówiło się o śladzie węglowym i o metanie wytwarzanym przez zwierzęta, o hodowli przemysłowej, o zatruciu powietrza, o konieczności zachowania enklaw dzikiej przyrody, o człowieku jako części ekosystemu i o spodziewanych skutkach, dokładnie takich, jakich dzisiaj doświadczamy. Ale niewielu ludzi to obchodziło. Weganizm był neurotycznym dziwactwem. Niektóre idee potrzebują lat, i to nie dwunastu, tylko trzydziestu pięciu, czyli całego pokolenia. 

A może dzisiejszy biegun powinien według zasad samoograniczenia zostać piechurem? Chodzenie może nas na nowo przywrócić przestrzeni, naturze, od której tak bardzo się oddaliliśmy.

Jest taka nowa jednostka psychiatryczna,psychoterratica. Opisuje stres i frustrację na skutek oddzielenia od natury. Nie do końca uświadamianą, ale z objawami. To zgadza się z moją intuicją: człowiek bez kontaktu z naturą choruje i degeneruje się – organizm zaczyna szwankować, ponieważ oko nie ma kontaktu z zielonym, z szeroką przestrzenią, nogi nie mają kontaktu z ziemią. To oczywiste, że jako organizmy zostaliśmy stworzeni do zupełnie innej przestrzeni niż ta, w której żyjemy. Chodzenie też mamy w naturze.

Ważne są takie codzienne strategie: spacer, kładzenie się na trawie.

Też obecność zwierząt w bezpośredniej bliskości. Koty i psy są dziś rodzajem aniołów, które ratują ludzi przed szaleństwem w tych wielkich blokach, aglomeracjach; one biedne muszą się poświęcić, żeby człowiek nie zwariował. Psy ze zwierząt …

Zarejestruj się, by przez miesiąc czytać Pismo bez ograniczeń.

Liczba artykułów dostępnych w całości bez logowania się w naszym serwisie: 0 z 0

Zarejestruj się

Apostrof to Międzynarodowy Festiwal Literatury, którego kolejna edycja odbędzie się w dniach 20–26 maja pod hasłem: „To nie jest jedyny możliwy świat”. Kuratorką Festiwalu jest Olga Tokarczuk. Pismo jest patronem medialnym wydarzenia. Rozmowa ukazała się w majowym numerze miesięcznika "Pismo. Magazyn opinii" (05/2019) pod tytułem Literatura to podważanie oczywistości.

FreshMail.pl