Wersja audio
Do schroniska trafia na początku stycznia 2025 roku. Jest w złym stanie. Z ropiejącą przetoką i chorym okiem, którego nie da się uratować. Leczenie jest długie i żmudne, ale mniej więcej w połowie kwietnia okazuje się, że najgorsze Atłas ma już za sobą. Przed nim kolejny krok, adopcja, więc wolontariusze zaczynają robić zdjęcia i montować filmy, które mają przekonać ludzi. Atłasowi adopcja nie jest jednak pisana.
„Ten film został nagrany 13 kwietnia, w niedzielę. Dzień później, w poniedziałek (…) zostałeś poddany eutanazji, z powodu «zaawansowanego procesu nowotworowego w jamie brzusznej, złego rokowania, zaawansowanych zmian w wątrobie, układzie czerwonokrwinkowym i widocznej żółtaczki». (…) O Twojej śmierci dowiedzieliśmy się dwa dni po niej. (…) A nasze serca znów rozpadły się na miliony kawałków” – przeczytałem na facebookowym koncie „Koty z Palucha” założonym przez grupę wolontariuszy ze schroniska. W komentarzach pod postem wolontariusze zastanawiają się, dlaczego zmiany, zdiagnozowane jako zaawansowane, odkryto dopiero trzy dni przed decyzją o uśpieniu zwierzęcia. Wątpliwości budził też fakt, że chociaż u Atłasa został rozpoznany nowotwór, to kot nie zachowywał się, jakby cierpiał, a „decyzja o uśpieniu została podjęta nagle, bez dodatkowych, pogłębionych badań i konsultacji zewnętrznej ze specjalistami onkologami”. I bez powiadomienia o jego stanie wolontariuszy, którzy „wielokrotnie wyciągali ciężko chore koty ze schroniska, by zapewnić im domowe warunki na ostatnie chwile (lub długie, wygodne życie, gdyby schroniskowa diagnoza okazała się błędna)”.
Sytuacja ta nie była precedensem. Konflikt między wolontariuszami Schroniska na Paluchu a dyrekcją nabrzmiewał od wielu miesięcy, a historia Atłasa jedynie utwierdza tych pierwszych w przekonaniu, że miejsce to nie funkcjonuje poprawnie. I że nie popełnili błędu, gdy w październiku 2024 roku po raz pierwszy wyszli na ulicę w żółtych T-shirtach z napisem „Stop niszczeniu standardów na Paluchu”, „Jesteśmy głosem zwierząt” oraz długą listą zarzutów wobec Agnieszki Pinkiewicz, dyrektorki warszawskiego schroniska. I żądaniem, by ustąpiła ze stanowiska, choć w gruncie rzeczy nie na zmianach personalnych im zależy. Jak deklarują, chodzi wyłącznie o zapewnienie najlepszej opieki zwierzętom, które doświadczyły już dostatecznie wiele złego. Dlaczego to jest tak …
Aby przeczytać ten artykuł, zaloguj się lub skorzystaj z oferty.
Czytaj i słuchaj treści, które poszerzają horyzonty, inspirują do rozmów i refleksji. Wypróbuj „Pismo” przez miesiąc. Możesz zrezygnować w każdej chwili.
Dostęp online
wersja audio i na czytniki,
dostęp do aplikacji i serwisu
14,99 / miesiąc
Prenumerata
co miesiąc papierowe wydanie,
dostęp online do aplikacji i serwisu
24,99 / miesiąc

Reportaż ukazał się w marcowym numerze „Pisma” (3/2026) pod tytułem Tylko zwierząt żal.