Reportaż

Jak Irlandki przerwały milczenie

W referendum z 1983 roku dwie trzecie Irlandczyków zdecydowało o delegalizacji aborcji w ich kraju. Trzydzieści pięć lat później niemal tyle samo z nich zagłosowało za oddaniem kobietom prawa do wyboru. Co doprowadziło do tej zmiany?
rysunki Dorota Piechocińska

Savita Halappanavar – mieszkająca w Irlandii trzydziestojednoletnia Hinduska – zgłosiła się 21 października 2012 roku do Szpitala Uniwersyteckiego w Galway w siedemnastym tygodniu ciąży, bo męczył ją ból pleców. Usłyszała, że jest w trakcie poronienia, do którego ostatecznie doszło 24 października. W ciągu tych trzech dni Halappanavar kilkakrotnie prosiła o aborcję. Odmówiono jej, bo serce płodu jeszcze biło. Usłyszała też, że żyje w katolickim kraju. U kobiety rozwinęła się sepsa, w wyniku której 28 października zmarła. Koroner uznał jej śmierć za nieszczęśliwy wypadek. Raport ze śledztwa, opublikowany w 2013 roku, wykazał poważne błędy w opiece nad pacjentką.

Historię Halappanavar opisali dziennikarze „Irish Timesa”, Kitty Holland i Paul Cullen. Po publikacji sprawa natychmiast trafiła do innych mediów, również zagranicznych. Portale społecznościowe kipiały oburzeniem, a w Irlandczykach narastał gniew i poczucie potwornej niesprawiedliwości. Czternastego listopada przed parlamentem zgromadziło się ponad dwa tysiące osób, by uczcić pamięć Halappanavar i zaprotestować przeciwko prawu aborcyjnemu. Trzy dni później na ulice Dublina wyszło ponad dziesięć tysięcy ludzi. Podobne protesty trwały w innych irlandzkich miastach, a liczba ich uczestników ciągle rosła.

Dostęp online

Zapewnij sobie dostęp online do wszystkich tekstów, nagrań audio i wersji na czytniki.

Skorzystaj z oferty

Mąż Halappanavar podał do sądu Health Service Executive (HSE, irlandzki odpowiednik polskiego Narodowego Funduszu Zdrowia) i doktor Katherine Astbury, odpowiedzialną za opiekę nad jego żoną. Pozew zawierał listę ponad trzydziestu domniemanych zaniedbań i naruszeń konstytucyjnego prawa Savity do życia. Sprawa skończyła się wypłatą odszkodowania w wysokości niepodanej do publicznej wiadomości (według spekulacji mediów kwota opiewała na milion euro). Jak informuje „Irish Independent”, konsekwencje – w większości niedotkliwe – wyciągnięto w stosunku do dwudziestu jeden z trzydzieściorga członków personelu, którzy opiekowali się Savitą podczas jej pobytu w szpitalu w Galway. Część otrzymała pisemne upomnienia. Doktor Astbury nie została ukarana.

 

Dwa referenda

 

W 1983 roku Irlandczycy zdecydowali w referendum o umieszczeniu w konstytucji tak zwanej ósmej poprawki: „Państwo uznaje prawo nienarodzonych dzieci do życia i, z należytym uwzględnieniem równego prawa matki do życia, gwarantuje w swoich ustawach poszanowanie oraz, o ile jest to wykonalne, obronę i dochodzenie tego prawa”. Oznaczało to całkowity zakaz aborcji. Na „tak” było 66,9 procent głosujących.

W referendum z 25 maja 2018 roku 66,4 procent obywateli Zielonej Wyspy zdecydowało, by ten zapis usunąć. Obecnie aborcja w Irlandii jest dostępna i legalna. Do dwunastego tygodnia ciąży – na żądanie. Później – w przypadku śmiertelnych wad płodu oraz w sytuacji zagrożenia zdrowia lub życia matki. Machina napędzająca zmiany w prawie aborcyjnym w Irlandii ruszyła po śmierci Savity Halappanavar. Tymczasem jej historia to jedna z wielu tragedii związanych z obowiązywaniem ósmej poprawki.

Wbrew woli rodziny przez ponad trzy tygodnie pani P. pozostawała podłączona do aparatury podtrzymującej życie.

W 1992 roku czternastolatka padła ofiarą gwałtu, po którym zaszła w ciążę. Jej rodzina postanowiła zorganizować wyjazd do Wielkiej Brytanii, by tam dokonać aborcji, ale prokurator generalny wystąpił o zakaz podróży. Sąd przychylił się do jego wniosku. Wyrok uchylił potem Sąd Najwyższy, ale do zabiegu nie doszło, bo dziewczyna poroniła. Sprawa jest znana …

Chcesz przeczytać do końca? Wykup dostęp online

Liczba artykułów dostępnych w całości bez logowania się w naszym serwisie: 0 z 0

Wykup dostęp online

Reportaż ukazał się w lutowym numerze miesięcznika „Pismo. Magazyn opinii” (2/2021) pod tytułem Kobieta taka jak ja.