Studium

To nie jest kraj dla małych ludzi

Jakaś forma przemocy: fizyczna, psychiczna, seksualna, dotknęła siedmioro na dziesięcioro polskich dzieci w wieku od jedenastu do siedemnastu lat. To znaczy, że statystycznie takie dziecko zna każdy z nas.
rysunek Magdalena Pelc

Codziennie w południe włączanych jest pięć linii Telefonu Zaufania dla Dzieci i Młodzieży. Natychmiast stają się zajęte. Nigdy nie udaje się odebrać telefonów od wszystkich, którzy próbują się dodzwonić. Trzeba mieć nadzieję, że z sygnałem „zajęte” nie pozostają ci, właśnie próbują popełnić samobójstwo. Inaczej nie dałoby się pracować. 

Taki telefon to już ten kres, gdy nawet nie czeka się na pomoc. Dzwonią dzieci, które tylko chcą być usłyszane. Mówią: „Niech pani po prostu ze mną będzie, jak będę umierał, bo się boję”. Myślą, że doszły do końca drogi. Rodzice są czasem w drugim pokoju. 

[ Jeśli chcesz wesprzeć Telefon Zaufania dla Dzieci i Młodzieży w kryzysowej sytuacji przekaż tej fundacji 1 proc. podatku korzystając z bezpłatnego programu do wypełniania PIT ]

Na warszawskiej Woli pracownice socjalne prowadzą program „Odpowiedzialna mama”. Zaczyna on działać, gdy dziecka nie ma jeszcze na świecie. Jedna z pracownic Ośrodka Pomocy Społecznej odwiedza kobiety w ciąży w potencjalnie ryzykownej sytuacji, samotne, z dysfunkcyjnych rodzin – z problemem alkoholowym lub przemocowych. Stara się być ich wsparciem, przewodniczką w nowym życiu, zapobiec problemom. Jest przy nich również potem, gdy dziecko się narodzi. Czuwają, by nic złego się nie działo. 

Wolę, gdzie realizowany jest program, od Centrum Pomocy Dzieciom Fundacji Dajemy Dzieciom Siłę (FDDS), która prowadzi między innymi telefon zaufania, dzieli kwadrans jazdy tramwajem. Pomiędzy nimi – całe spektrum możliwych dziecięcych problemów. I system pomocy – tej oficjalnej, regulowanej przez państwo poprzez odpowiednie instytucje i ustawy, i tej oferowanej przez organizacje pozarządowe. Są asystenci, świetlice, stypendia, zespoły i grupy robocze, pedagodzy i kuratorzy. Powinno działać. 

 


podstawą jest prawo.Najpierw była ustawa o pomocy społecznej z 2004 roku, potem ustawa o wspieraniu rodziny i systemie pieczy zastępczej (weszła w życie w 2012 roku), która przejęła część zadań wcześniejszej legislacji, ale reguluje też nowe kwestie. Teraz są to równoległe akty prawne. No i jest jeszcze ustawa o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie z 2005 roku. Ustawy są nowelizowane, zapisy zmieniane, w gąszczu regulacji trudno się zorientować. W każdym razie przepisy prawa są takie same dla wszystkich, ale już sposób ich realizowania zależy od władz samorządowych, ich możliwości organizacyjnych i interpretacji. I budżetów.

Dzwonią dzieci, które tylko chcą być usłyszane. Mówią: „Niech pani po prostu ze mną będzie, jak będę umierał, bo się boję”.

Sprawy socjalne realizowane są zwykle przez ośrodki pomocy społecznej – miejskie (MOPS-y) lub gminne (GOPS-y). Nazwy jednak bywają różne – może być MOPS, a może być MOPR (Miejski Ośrodek Pomocy Rodzinie). Albo Centrum Pomocy Społecznej. Niektóre zadania mogą być też zlecane fundacjom. Paleta jest szeroka: od świadczeń materialnych, przez poradnictwo, opiekę dla seniorów i pieczę zastępczą dla dzieci, po przeciwdziałanie przemocy i tym podobne.

Z jednej strony system pozwala na pewną elastyczność, zależnie od potrzeb mieszkańców danej gminy. Z drugiej – wiele w tym bałaganu. Różnic jest więcej, bo inaczej pracuje się w MOPS-ach, zwłaszcza w dużych miastach, a inaczej w gminach, gdzie często mała grupka pracowników jest obarczona zbyt wieloma zadaniami. Jednak w małych ośrodkach wszyscy się znają i łatwiej wykryć nieprawidłowości. Przynajmniej w teorii, bo w praktyce nie zawsze chce się użyć wiedzy o sąsiadach. 

I jak zawsze – najwięcej w tym wszystkim zależy od człowieka. 

Teraz trwają prace nad kolejną zmianą prawa – ustawą o powołaniu centrów usług społecznych. Miałyby być tworzone albo obok istniejących ośrodków pomocy społecznej, albo na ich bazie, ale oferować jeszcze szerszy wachlarz usług społecznych, w tym związanych z edukacją i kulturą. Mogłyby, a nie musiały, bo ma to być jedynie możliwość zaproponowana gminom. Celem jest koordynacja usług, ale pracownicy pomocy społecznej mają wątpliwości– boją się chaosu organizacyjnego i problemów z przepływem informacji. 

Na razie jednak system toczy się utartymi koleinami. – Nie jest zły, daje możliwości pomocy – mówią mi mimo wszystko pracownicy OPS-ów. 

Przede wszystkim jednak – zgodnie z nazwą ustawy – system pomaga w pierwszej kolejności rodzinie. Nie dziecku. A czasem to właśnie rodzina jest źródłem problemów i zagrożeń. Nadal też brak jest swego …

Zarejestruj się, by przez miesiąc czytać Pismo bez ograniczeń.

Liczba artykułów dostępnych w całości bez logowania się w naszym serwisie: 0 z 0

Zarejestruj się

Artykuł ukazał się w marcowym numerze miesięcznika "Pismo. Magazyn opinii" (03/2019) pod tytułem Poza zasięgiem.

FreshMail.pl