Jak naprawić internet?

Zombifikacja dzieci. O pladze smartfonów

Dzieci i nastolatki od kilku lat coraz rzadziej wychodzą z domów i coraz częściej wpadają w depresję. Co się stało? W społecznym krajobrazie zaszła tylko jedna radykalna zmiana: smartfon na dobre trafił pod strzechy.
Okładka styczniowego Pisma, Ewelina KarpowiakOkładka styczniowego Pisma, Ewelina Karpowiak

Scena z codzienności wzięta: odwożę syna i jego kolegę na dwunaste urodziny znajomego chłopca ze szkoły. Obaj nieletni mają smartfony. Mój syn, który zna swoją matkę już lat jedenaście, trzyma naszpikowany kontrolującymi aplikacjami telefon w plecaku, żeby jej niepotrzebnie nie drażnić. Kolega zaś – nazwijmy go Stasiem – trzyma swój przed twarzą. Z telefonu dobywają się dźwięki sugerujące, że trwa inwazja kosmitów, technologicznie rozwiniętych (słychać strzelanie i lasery, piu, piu), ale raczej podobnych do kóz (w tle brzmi meczenie, coś jakby kozioł wziął sztacha z balonika z helem). Staś z rozmachem wali palcem w ekran, a mój syn, choć udaje, że ma kozoobcych gdzieś, zezuje na ekran tak, że zaraz nadwyręży sobie gałki oczne. 

– Stasiu – zagajam bez większej nadziei – a może byś tak porozmawiał z nami trochę? 

– No właśnie – mówi mój syn, lizus jeden. 

– No rozmawiam – odpowiada Staś i dalej nawala w szybkę iPhone’a. 

– Przecież rozmawia – mówi mój syn, którego lojalność jest dzisiaj nieco rozchwiana. 

Resztę podróży spędzamy, słuchając oszalałych kóz z miotaczami. Filozof Paul Virilio, wrażliwy na ciemne strony technologii, twierdził, że ten, kto wynalazł statek, wynalazł też katastrofę morską. Ten, kto wynalazł smartfona, najwyraźniej wynalazł również inwazję kozich spodków i doprowadzoną do ostateczności matkę, która tylko ostatkiem sił powstrzymuje się przed wysadzeniem Stasia w polu. 

Ale czy tego konkretnego Stasia wysadzę, czy nie, Staś uogólniony, czyli przyklejony do telefonu dzieciak, stał się nieusuwalnym elementem społecznego krajobrazu – i wysadzenie go wymagałoby nader drastycznych środków prawnych i kulturowych. Wyciągając średnią z różnych badań, można z dużą dozą pewności stwierdzić, że około osiemdziesięciu procent polskich pierwszoklasistów ma smartfona, a reszta korzysta z urządzeń rodziców lub opiekunów; w przypadku nastolatka pięć godzin w mobilnym necie to norma, starsze dzieciaki zaglądają do telefonu średnio osiemdziesiąt razy dziennie. Nie jest to oczywiście przypadłość czysto polska, podobnie funkcjonują dzieci amerykańskie, brytyjskie czy czeskie. „Spójrz wokół siebie” – pisze psycholog uzależnień Nicholas Kardaras, autorGlow Kids: How Screen Addiction Is Hijacking Our Kids and How to Break the Trance(Glow Kids. Jak uzależnienie od ekranu wciąga nasze dzieci i jak z tym zerwać). „Zajrzyj do którejkolwiek restauracji, gdzie są rodziny z dziećmi; do dowolnego miejsca, w którym przebywają dzieciaki i nastolatki, jak pizzeria, boisko szkolne, domy kolegów – co widzisz? Zombifikację dzieci: pochylone głowy, szkliste oczy, twarze oświetlone blaskiem ekranów. Jak pozbawieni dusz i wyrazu twarzy ludzie wInwazji porywaczy ciałalbo zombie wŻywych trupach, jeden po drugim młodzi ludzie poddają się tej cyfrowej pladze” [tłum. K.L]. 

Mocne słowa, trafna obserwacja. Ale o ile moja własna histeria zwykle wydaje mi się najzupełniej racjonalna i właściwa, o tyle czyjaś zawsze każe mi zrobić krok wstecz i pomyśleć. Czytając alarmistyczne słowa Kardarasa, zaczęłam się więc zastanawiać: może niebieska poświata na twarzy mojego dziecka to nie plaga, ale zwykła w dzisiejszych czasach przypadłość? Może przeobrażenie świata nieuchronnie wywołuje lekkie przerażenie u emigrantów z przeszłości (bo człowiek na zawsze pozostaje emigrantem ze swoich młodych lat)? Czy zrośnięcie dzieci i nastolatków ze smartfonami i tabletami powinno nas naprawdę martwić? Czy mam mojemu synowi pozwolić uwolnić swojego wewnętrznego Stasia i nie kontrolować obsesyjnie jego spotkań ze Snapchatem, YouTube’em i kozokosmitami?

 


poszukując odpowiedzi,trafiam na książkę psycholożki Jean TwengeiGen. Dlaczego dzieciaki dorastające w sieci są mniej zbuntowane, bardziej tolerancyjne, mniej szczęśliwe – i zupełnie nieprzygotowane do dorosłości – i co to oznacza dla nas wszystkich. Twenge okazuje się sprzymierzeńcem moich pierwotnych intuicji – na temat technologii mobilnej ma raczej złe wiadomości. Według niej, zatapiając wzrok w czarnym lustrze, młodzi ludzie podpisują cyrograf, zapisując Dolinie Krzemowej rzecz najcenniejszą: własne szczęście. Słynny artykuł w „The Atlantic”, który zapowiadał książkę Twenge, nosił znamienny tytułCzy smartfony zniszczyły pokolenie?

W przypadku nastolatka pięć godzin w …

Zarejestruj się, by przez miesiąc czytać Pismo bez ograniczeń.

Liczba artykułów dostępnych w całości bez logowania się w naszym serwisie: 0 z 0

Zarejestruj się

Esej ukazał się we wrześniowym numerze miesięcznika "Pismo. Magazyn opinii" (09/2019) pod tytułem Zombie w błękitnej poświacie, czyli o dzieciach i smartfonach.

FreshMail.pl