Fotoreportaż
Więźniowie czwartego piętra

Dowiedziałam się o nich dekadę temu, podczas długiego wywiadu, który robiłam dla jakiejś gazety. Rozmawiałam wtedy z bardzo aktywną seniorką, która przekonywała, że dawnych starych ludzi już nie ma, bo współcześni emeryci tańczą tango, chodzą na jogę i jeżdżą na weekendy do Paryża. Moje wątpliwości puszczała mimo uszu i dopiero po jakichś dwóch godzinach rzuciła od niechcenia: „No, rzeczywiście, są jeszcze więźniowie czwartego piętra. Ale dla nich nie ma ratunku”. Wtedy pierwszy raz usłyszałam to sformułowanie.
Termin nawiązuje do polskiego prawa budowlanego, które pozwala na niemontowanie windy w budynkach o wysokości nieprzekraczającej czterech kondygnacji. Prawo to ma się zmienić w tym roku, co jednak nie pomoże już ludziom, którzy zdążyli się zestarzeć w takich blokach i często nie są w stanie opuścić swojego mieszkania. A nawet jeśli winda jest i da się nią zjechać, już po chwili los stawia seniora przed nieuniknionym – ośmioma czy dziewięcioma schodkami do drzwi wejściowych prowadzących do świata ludzi widzialnych. Gdy jest się na wózku albo stoi na chwiejnych nogach, te kilka stopni stanowi trudną do pokonania barierę. Więźniów czwartego piętra niełatwo więc zauważyć. Żyją w rzeczywistości równoległej, skrytej za firankami w oknach. Są mistrzami topografii swojego mieszkania. Niedawno zadzwonił do mnie paramedyk, który opowiadał, że jadąc do szpitala, potrafią się ucieszyć, bo wyszli z domu pierwszy raz od sześciu, dziewięciu lat i z karetki obserwują Polskę, która przecież zdążyła się w tym czasie zmienić.
Przeczytaj też: Więźniowie czwartego piętra
Spotykam się więc z tymi, których nie widać. Jedni są posiniaczeni, bo akurat upadli – wtedy nie zgadzają się na zdjęcia. Drudzy proszą, bym nie wyjmowała aparatu, bo trochę wstyd się pokazać światu. A inni chcą być zauważeni i powierzają mi swój wizerunek jako dowód na istnienie. Robię im zdjęcia, by stworzyć wystawę, która zakłuje w oczy. Będzie pokazywana na świecie: zawędruje do Ostrołęki, Mogilna, Tczewa, Lublina, Gorzowa Wielkopolskiego czy Grabowa nad Prosną. Fotografia nie polepszy życia moich bohaterów i bohaterek – taką moc mają władze państwowe, samorządy, organizacje i wspólnoty lokalne. Ale żeby komuś pomóc, trzeba go najpierw zauważyć.
Zapewnij sobie dostęp do ulubionych tekstów, nagrań audio, a także miesięcznika w wersji na czytniki.