Twój dostęp nie jest aktywny. Skorzystaj z oferty i zapewnij sobie dostęp do wszystkich treści.


Czytaj i słuchaj bez ograniczeń. Zaloguj się lub skorzystaj z naszej oferty

Strategie przetrwania

Nie każdy strach jest tego wart

Społeczeństwo potrzebuje rzetelnej wiedzy na temat zagrożenia, musi wiedzieć, co wywołuje strach i po co, a wreszcie potrzebuje pomocy w działaniu, aby poradzić sobie ze źródłem tego strachu – mówi doktor Marzena Cypryańska-Nezlek w kolejnym odcinku cyklu "Strategie Przetrwania" autorstwa Katarzyny Kazimierowskiej.
ilustracja Karolina Mazurkiewicz

Czy my się dziś jeszcze czegoś boimy? 

Może prościej byłoby, gdyby pani spytała, czy my się czegoś nie boimy. Mam wrażenie, że od dłuższego czasu jesteśmy – mówiąc ogólnie o społeczeństwie – zanurzeni w strachu. Wręcz się w nim topimy.

Tak pani uważa? Ja mam wrażenie, że nie boimy się już ani wirusa, ani zmian klimatu.

Ale za to na głównej scenie w przestrzeni społecznej podsycany jest strach przed LGBT+, gender, edukacją seksualną, a na progu czai się już strach przed ekologami i weganami. Na poziomie ogólnych reakcji społecznych ignorujemy rzeczywiste zagrożenia, za to ulegamy straszeniu wymyślonymi wrogami. Te wymyślone zagrożenia są tak samo prawdziwe jak baboki w ciemnym pokoju, ale wywołują silne emocje strachu, skupiają uwagę i zużywają energię na walkę z nieistniejącymi wrogami. Strach jest wszechobecny, tylko często nie tam, gdzie powinien być.

–––––––––––––––––––

* W tym historycznym momencie dokładamy wszelkich starań, aby pomóc Wam zorientować się w tej złożonej sytuacji. Sięgamy w tym celu do naszego archiwum – materiały wokół Ukrainy udostępniamy za darmo.

–––––––––––––––––––

A gdzie powinien być?

Tam, gdzie jest rzeczywiste zagrożenie – rzeczywiste, a nie wymyślone. W obliczu rzeczywistych zagrożeń strach jest naturalną reakcją adaptacyjną, emocją przetrwania, i jest potrzebny, bo ostrzega o niebezpieczeństwie i napędza do działania, aby to niebezpieczeństwo zniwelować. Na przykład jeśli idziesz ścieżką, na której nagle pojawia się niedźwiedź, to automatycznie pojawiający się strach wręcz zmusza cię albo do ucieczki, albo do zatrzymania się, albo do jakiejkolwiek innej reakcji, która ma ci ocalić życie.

Cokolwiek przed chwilą zaprzątało twoje myśli, przestaje istnieć, a uwaga skupia się wyłącznie na zagrożeniu, i zanim jeszcze cokolwiek świadomie zdecydujesz, twoje ciało jest już w najwyższej gotowości do działania. Wszystko po to, aby poradzić sobie z zagrożeniem.

Ale to nie zawsze jest niedźwiedź na ścieżce, czasem zagrożenia nie widać.

Oczywiście, wielu zagrożeń nie widać gołym okiem i nie są obecne natychmiast w bezpośrednim, jednostkowym doświadczeniu. Przykładem jest globalny kryzys klimatyczny. Nie zmiana klimatu jako taka, bo to już wszyscy mogą zauważyć, ale negatywne konsekwencje globalnej zmiany klimatu. Społeczna świadomość zagrożenia, jakim jest kryzys klimatyczny, jest coraz powszechniejsza i wreszcie zaczyna do nas docierać, że jest się czego bać. Jednocześnie nadal jeszcze jako społeczeństwo tkwimy w błogim śnie, że jakoś to się rozwiąże bez naszego wysiłku. Nie wiem, czy sami się w porę obudzimy, czy musi obudzić nas bezpośrednia katastrofa. 

Dostęp online

Zapewnij sobie dostęp online do wszystkich tekstów, nagrań audio i wersji na czytniki.

Skorzystaj z oferty

Łatwiej się bać niedźwiedzia niż zapowiedzi suszy czy powodzi?

W miarę sprawnie reagujemy na to, co konkretne, namacalne i obserwowalne tu i teraz. Trudniej, gdy dostrzeżenie zagrożenia wymaga wyobraźni i myślenia abstrakcyjnego. W przypadku negatywnych konsekwencji zmiany klimatu problem rzeczywiście jest bardzo złożony. Problem w uświadomieniu sobie wagi zagrożenia wynika też między innymi z tego, że te negatywne konsekwencje są oddalone w czasie i nie są od razu namacalne. Dodatkowo sprawę utrudnia brak powszechnej i rzetelnej edukacji klimatycznej. A w przestrzeni publicznej, medialnej mamy chaos informacyjny i wszechobecną dezinformację. Ludzie są przeciążeni informacjami, ale też ogłupiani celową dezinformacją. Już samo to przeciążenie informacyjne jest źródłem stresu, poczucia bezradności i zagubienia. Dlatego wiele osób korzysta z możliwości unikania czy ignorowania problemu, przynajmniej tak długo, jak długo nie doświadczą bezpośrednich skutków zmiany klimatu. To unikanie problemu redukuje nieprzyjemne odczucie napięcia i przynosi ulgę, ale oczywiście w dłuższej perspektywie jest nieadaptacyjne. 

Dlatego zadałam pytanie, czy się czegoś boimy, bo ten strach, mam wrażenie, pojawia się równie szybko, jak się ulatnia. 

Bo my się też do strachu przyzwyczajamy, z czasem uczymy się radzić sobie z samym lękiem, zwłaszcza wtedy, gdy zagrożenie nie daje natychmiastowych skutków, nie jest pewne, kiedy i jak nastąpi. Tutaj dużo zależy od rodzaju i intensywności zagrożenia. 

Chyba także od jego rzeczywistości, skoro boimy się też nieprawdziwych zagrożeń.

Tu panią zaskoczę, ale ludzie dość łatwo oswajają się z nierzeczywistymi zagrożeniami. Więcej, żyjemy w czasach, gdzie strach przed nierzeczywistymi zagrożeniami często jest regularnie podsycany. Celowe straszenie nierzeczywistymi zagrożeniami może być efektywnym narzędziem manipulacji. Po pierwsze, odwraca uwagę od innych spraw, po drugie ludzie stają się bardziej konserwatywni, mniej otwarci na zmiany i bardziej podatni na autorytarne wpływy, zwłaszcza gdy te są skojarzone z obroną przed owymi zagrożeniami.  

Ważne natomiast jest to, że strach jest adaptacyjny, gdy pojawia się w odpowiedzi na rzeczywiste zagrożenie i gdy można tego zagrożenia uniknąć. Nie jest natomiast adaptacyjny, gdy pojawia się pod nieobecność rzeczywistego zagrożenia lub gdy jest ono wyimaginowane.

I co wtedy?

Walcząc z nierzeczywistym wrogiem, człowiek niszczy samego siebie, bo zużywa energię i czas na walkę z czymś, czego tak naprawdę nie ma, odczuwa napięcie, drażliwość, złość. W jego percepcji świat staje się wrogi i ponury, nie widać w nim tego, co pozytywne i rozwijające. Co więcej, ta walka teoretycznie nie ma końca, bo przecież nie można wygrać z czymś, czego nie ma. Ludzie walczący z wymyślonymi zagrożeniami stają się niewolnikami własnych przekonań i własnych lęków. Ostatecznie tracą tym więcej, im bardziej skupiają się na nierzeczywistych wrogach, bo umykają im zarówno różne szanse (które mogliby wykorzystać dla własnego rozwoju), jak i prawdziwe zagrożenia. Niestety, sami mogą stać się zagrożeniem dla innych, tyle że już realnym. Walka z czarownicami zawsze odbywa się kosztem prześladowań niewinnych ludzi.

PRZECZYTAJ TEŻ: To lęk robi z nas preppersów>>>

Dla wielu osób, jeśli to odwrócimy, babokiem będzie właśnie pandemia albo katastrofa klimatyczna.

Różnica pomiędzy wymyślonym a rzeczywistym zagrożeniem tkwi między innymi w sposobie weryfikacji jego realności. Jeszcze nie tak dawno zaprzeczanie zmianie klimatu było bardzo powszechne. Dziś wymaga to już niezwykłych i absurdalnych akrobacji umysłowych. Ta weryfikacja może być bardzo kosztowna, kiedy ignorując rzeczywiste zagrożenie, w końcu się z nim zderzasz. Z kolei wymyślone zagrożenia mogą trwać bardzo długo. Walka z wymyślonymi wrogami to jak tkwienie w mrokach ciemności. Na poziomie indywidualnym można tak tkwić przez całe życie, na poziomie społeczeństw i rozwoju cywilizacyjnego w końcu weryfikuje to czas i historia. Wcześniej czy później społeczeństwo orientuje się, że jest „po złej stronie historii”, nawiązując do niedawnych słów Georgette Mosbacher w sprawie traktowania osób LGBT+ w Polsce. 

Jak zmienić perspektywę, by przekuć strach w coś pozytywnego? Jaka jest strategia radzenia sobie ze strachem?

Żeby nie bać się bać?

Tak.

Żeby nie bać się strachu, trzeba zrozumieć, po co jest, przed czym ostrzega i czego się domaga. Istotne w myśleniu o strachu jest to, że nie mamy radzić sobie ze strachem, tylko z zagrożeniem czy trudną sytuacją, która to uczucie wywołuje. Ze strachem powinniśmy się komunikować, również w sprawie tego, czy zagrożenie jest rzeczywiste. Emocje to niesamowity system komunikacji, który z zasady ma człowiekowi pomagać w adaptacji do otaczającej rzeczywistości, a każda z emocji o czymś nas informuje. Strach nie przez przypadek jest nieprzyjemnym odczuciem. Musi doskwierać, abyśmy go zauważyli i chcieli reagować na co, co wskazuje. Przez swoją awersyjność zmusza do działania. Najlepszym sposobem, aby pozbyć się strachu jest zrobienie tego, czego domaga się strach – czyli usunięcie zagrożenia.  Co czujemy, gdy usuniemy źródło strachu?

Ulgę?

Dokładnie. Kłopot pojawia się wtedy, kiedy źródła strachu nie można usunąć, bo albo nie wiemy jak, albo nie mamy takiej możliwości. Wtedy rzeczywiście zaczynają się problemy. Notorycznie utrzymujący się lęk, gdy z różnych powodów nie można usunąć jego źródła, może prowadzić do poważnych zaburzeń lękowych i być destrukcyjny dla codziennego funkcjonowania. 

No tak, to nie jest pożądana perspektywa.

W takich trudnych sytuacjach, gdy nie ma pewności, czy można poradzić sobie z zagrożeniem, strach czy lęk, żeby mógł spełnić swoją adaptacyjną funkcję, potrzebuje sprzymierzeńca. I tym sprzymierzeńcem jest nadzieja. Strach przed zagrożeniem nie będzie tak straszny, jeśli będziemy mieli nadzieję, że możemy poradzić sobie z tym zagrożeniem. Od jakiegoś czasu w badaniach nad postawami i zachowaniami wobec zmiany klimatu zwraca się coraz częściej uwagę na pozytywną rolę nadziei w motywowaniu do działań na rzecz klimatu i zapobieganiu kryzysom psychicznym.

To ciekawe, że to pani mówi. Przygotowując się do naszej rozmowy, trafiłam na słowa buddyjskiej mniszki amerykańskiego pochodzenia, Pemy Chödrön. Twierdzi ona, że „nadzieja jest siostrą lęku”. A tam, gdzie jest lęk, jest i nadzieja, że wszystko będzie dobrze. 

Nadzieja jest potrzebna tam, gdzie nie jesteśmy pewni rezultatu albo gdzie poradzenie sobie z problemem wymaga długotrwałego wysiłku, bez pewności, że się uda. Bo nadzieja niesie w sobie wiarę, że to się może udać, dlatego pozwala oswoić się ze strachem i uwierzyć, że działanie ma sens. Nadzieja jest też niezwykle ważna w kontekście zmiany klimatu, ponieważ przeciwdziałanie katastrofie klimatycznej wymaga długotrwałego wysiłku, bez natychmiastowych efektów, i jest obarczone niepewnością co do skuteczności tego działania. W takiej sytuacji utrata nadziei może prowadzić do poczucia bezsensu, apatii, stanów lękowych i ostatecznie do wycofania się z aktywności. 

Jak utrzymać nadzieję? 

W kontekście zmiany klimatu musimy zwracać uwagę na rozwiązania zalecane przez naukowców zajmujących się klimatem, ale też zwracać uwagę na to, co pozytywne, a nie tylko na to, co negatywne. I jeszcze coś bardzo ważnego – trzeba szukać ludzi zrzeszających się, by działać na rzecz klimatu. Obserwowanie innych w akcji i wzajemne wsparcie przywraca nadzieję, że jeszcze nie wszystko stracone. 

Skończyła pani pierwszy etap badań nad strachem w kontekście zmian klimatycznych. Jakie są wyniki?

Te badania dotyczą generalnie dystresu emocjonalnego związanego ze świadomością konsekwencji zmiany klimatu. Dystres można rozumieć ogólnie jako negatywny afekt i nieprzyjemne poczucie dyskomfortu. Osoby doświadczające dystresu emocjonalnego mogą czuć różne negatywne emocje, w tym właśnie strach, niepokój i martwienie się, ale też smutek, złość, bezsilność. W przypadku zmiany klimatu ta mieszanka negatywnych emocji jest bardzo charakterystyczna.

Wyniki moich dotychczasowych badań wskazują, że ten rodzaj dystresu emocjonalnego z dominacją niepokoju, lęku, martwienia się jest pozytywnie skorelowany z częstością indywidualnych aktywności na rzecz przeciwdziałania zmianie klimatu (np. ograniczanie jedzenia mięsa, ograniczanie używania samochodu, oszczędzanie energii elektrycznej, ograniczanie konsumpcjonizmu, podpisywanie petycji). Oznacza to, że osoby, które obawiają się konsekwencji zmiany klimatu i martwią się o to, jak będzie wyglądać nasza przyszłość, częściej podejmują indywidualne działania, aby zapobiec kryzysowi klimatycznemu niż osoby, które nie odczuwają takich obaw lub odczuwają je w niewielkim stopniu. 

Czyli bać się?

Czy bać się zmiany klimatu? Tak, bo jest się czego bać. Jeśli jest zagrożenie, to strach jest dobry. Ale nie należy tego lęku patologizować, strasząc się własnym strachem. W ogóle nie zachęcam do straszenia. Zachęcam do mówieniu o zagrożeniu, a nie tylko o strachu, oraz o tym, jak zniwelować to zagrożenie, a nie tylko strach. Społeczeństwo potrzebuje rzetelnej wiedzy na temat zagrożenia, musi wiedzieć, co wywołuje strach i po co, i wreszcie potrzebuje pomocy w działaniu, aby poradzić sobie ze źródłem tego strachu. Potrzebuje też edukacji na temat tego, jak regulować własne emocje w dynamicznie zmieniającym się świecie. Chodzi o to, żeby tak tworzyć komunikaty dotyczące zmiany klimatu, by czerpać z potencjału strachu. A to nas prowadzi do bardzo ważnej rzeczy, czyli do edukacji klimatycznej.

Nie mamy w Polsce edukacji klimatycznej, chyba nie ma o czym mówić.

O właśnie! To jest problem – brak edukacji, a nie naturalny strach przed konsekwencjami zmiany klimatu. Potrzebujemy edukacji klimatycznej, której koniecznym elementem powinna być też informacja, co można robić, żeby przeciwdziałać kryzysowi klimatycznemu, jak adaptować się do nowych warunków. Tu chodzi też o naszą społeczną odpowiedzialność, choćby wobec dzieci, bo skąd one mają wiedzieć, co robić, skoro my, dorośli, nad tym nie panujemy? Ten brak edukacji przyczynia się też do tego, że naturalny i adaptacyjny strach z czasem może przerodzić się w patologiczny, notoryczny lęk albo stany apatii, a nawet stany depresyjne. 

Wie pani, co tak bardzo smuci mnie w tej całej sytuacji, czego mi tak bardzo żal? 

Proszę powiedzieć.

Tego, że z każdym dniem, miesiącem, rokiem, tracimy szanse na to, żeby rozwiązać ten problem w miarę bezboleśnie, bez kolejnych tragedii, których z czasem nie będziemy już w stanie uniknąć. 

Bo gdybyśmy posłuchali naukowców dziesiątki lat temu, to te konieczne do wprowadzenia rozwiązania nie byłyby tak bolesne. Wiele osób ma wrażenie, jakby temat zmiany klimatu pojawił się dopiero niedawno. W rzeczywistości mamy za sobą długoletnią batalię naukowców zajmujących się klimatem, którzy przez dziesiątki lat musieli przebijać się do świadomości społecznej, próbując zwrócić uwagę na zbliżające się zagrożenia. Na przykład już ponad sześćdziesiąt lat temu, w 1956 roku w „New York Timesie“ ukazał się artykuł, w którym cytowano ostrzeżenia naukowców, że skumulowane emisje gazów cieplarnianych pochodzące z produkcji energii elektrycznej mogą doprowadzić do poważnych zmian w środowisku.

Na poziomie ogólnych reakcji społecznych ignorujemy rzeczywiste zagrożenia, za to ulegamy straszeniu wymyślonymi wrogami.

Pierwszy raport IPCC (Międzyrządowego Zespołu do spraw Zmian Klimatu) został opublikowany w 1990 roku i przedstawiał zarówno zagrożenia, jak i to, co należy zrobić, aby im zapobiec. Gdyby ludzkość zareagowała wtedy odpowiednio, sytuacja dzisiaj nie byłaby tak dramatyczna. Im dłużej idziemy w stronę katastrofy, nie podejmując zdecydowanych i wystarczających działań, tym bardziej pewnego dnia staniemy w obliczu konieczności wprowadzenia twardych i bezkompromisowych rozwiązań, gdzie już nie będzie ani warunków, ani czasu, by dyskutować o tak zwanej sprawiedliwej transformacji energetycznej. Kiedy wejdziemy w tryb bezpośredniego zagrożenia życia, nikt nie będzie się już zastanawiał, co dla kogo jest wygodne i jak rekompensować straty. 

Pozostaje nam mieć nadzieję, że może jeszcze się uda.

Przy czym trzeba pamiętać, że to się nie uda tak po prostu. Potrzebujemy nadziei w działaniu, nie w czekaniu. Coraz częściej skłaniam się ku opinii, że na poziomie społeczeństwa potrzeba powszechnej adaptacyjnej złości i społecznej solidarności, która zmotywuje do bardziej zdecydowanego nacisku na skuteczne zmiany systemowe. Cytując za Szymonem Bujalskim słowa wypowiedziane przez sędzię Aleksandrę Smołkowicz podczas niedawnej rozprawy przeciwko PGE GiEK, my już naprawdę „nie możemy cały czas kręcić się w kółko i mówić, że nic nie można zrobić”

Newsletter

Pismo na bieżąco

Nie przegap najnowszego numeru Pisma i dodatkowych treści, jakie co miesiąc publikujemy online. Zapisz się na newsletter. Poinformujemy Cię o najnowszym numerze, podcastach i dodatkowych treściach w serwisie.

* pola obowiązkowe

SUBMIT

SPRAWDŹ SWOJĄ SKRZYNKĘ E-MAIL I POTWIERDŹ ZAPIS NA NEWSLETTER.

DZIĘKUJEMY! WKRÓTCE OTRZYMASZ NAJNOWSZE WYDANIE NASZEGO NEWSLETTERA.

Twoja rezygnacja z newslettera została zapisana.

WYŁĄCZNIE DLA OSÓB Z AKTYWNYM DOSTĘPEM ONLINE.

Zaloguj

ABY SIĘ ZAPISAĆ MUSISZ MIEĆ WYKUPIONY DOSTĘP ONLINE.

Sprawdź ofertę

-

-

-

  • -
ZAPISZ
USTAW PRĘDKOŚĆ ODTWARZANIA
0,75X
1,00X
1,25X
1,50X
00:00
50:00