Strategie przetrwania

Zamiast gestów wolę system analizujący pandemię

Fot.: Gabriela Łazarkiewicz-Sieczko
Brak dofinansowania, ludzi, i sprzętu już widać, ale czekam na paski w TVP o lekarzach, którzy nie chcą przyjmować chorych. Bo w takiej sytuacji trzeba znaleźć kozła ofiarnego. I dziś są nim właśnie lekarze – mówi Jakub Sieczko, lekarz w rozmowie z Katarzyną Kazimierowską w ramach cyklu „Strategie przetrwania”.

Niedawno napisał pan, że wobec działań rządu w sprawie koronawirusa był pan już w fazie zaprzeczenia i gniewu, a teraz jest faza akceptacji. 

Jakub Sieczko:A co mamy robić? Nie chcę mówić o polityce…

Ale trochę nie ma wyjścia. Rząd szuka kozła ofiarnego i zaczyna nagonkę na lekarzy, a tymczasem wy szukacie sposobów, żeby zapewnić w najbliższej przyszłości więcej miejsc dla chorych. To jakieś nieporozumienie.

Powiedzmy tak, że rząd się do tej pandemii raczej nie przygotował. Na potrzeby naszej rozmowy zebrałem kilka wypowiedzi prominentnych polityków z obozu władzy i one są wszystkie skrajnie nieprawdziwe. 

Bo jeżeli minister mówi, że jesteśmy kilka kroków przed pandemią to ja mówię: „Nie, nie jesteśmy. Jesteśmy kilka kroków za nią”.

Jeżeli premier Mateusz Morawiecki mówi, że mamy do czynienia z niegroźnym wirusem, że nie trzeba się go bać, to ja wiem, że jest dokładnie odwrotnie. Mamy do czynienia z wirusem, którego trzeba się bać z wielu powodów. 

Jakub Sieczko, lekarz w trakcie specjalizacji z anestezjologii i intensywnej terapii, socjolog. Pracuje w jednym z warszawskich szpitali i w zespołach ratownictwa medycznego. 

Jeżeli wiceminister zdrowia Waldemar Kraska mówi, że to nie jest problem nauczyć się obsługiwać respirator, bo on jako chirurg jeździł w karetce i obsługiwał respirator, to nie jest to prawda, ponieważ respiratory transportowe używane w ratownictwie medycznym są zupełnie inne niż te na oddziałach intensywnej terapii. 

Wreszcie jeżeli minister Jacek Sasin zaczyna mówić, że lekarzom nie chce się pracować, to ja go zapraszam na mój dyżur, pokażę mu, że jest trochę inaczej.

Co tam zobaczy?

Na początku marca, gdy epidemia dopiero się u nas rozkręcała, napisałem taki post na Facebooku, że mam nadzieję, że nie będziemy musieli – właśnie na skutek nieodpowiedniego przygotowania się władz – podejmować dramatycznej decyzji lekarskiej, której żaden lekarz nie chce podejmować: komu pomóc, a komu nie. Bo taką decyzję lekarz ma prawo podjąć jedynie w sytuacji zdarzenia masowego, kiedy rzeczywiście spośród setek poszkodowanych identyfikuje się tych, którzy są w najgorszym stanie, i im pomaga się w pierwszej kolejności, żeby po prostu przeżyli; a tym, którzy szanse na przeżycie mają mikroskopijne, prawie żadne, pomocy nie udziela się w ogóle lub w dalszej kolejności. I kluczem w zarządzaniu epidemią, moim zdaniem, powinno być to, żeby nie doprowadzić do …

Chcesz przeczytać do końca? Wykup dostęp online

Liczba artykułów dostępnych w całości bez logowania się w naszym serwisie: 0 z 0

Wykup dostęp online

FreshMail.pl