Opowiadanie

Decydujący rzut

Tata nie był chętny, żebym zapisała się na judo. Gdybym była synem, to byłby chętny, sam przecież trenował judo, ale że byłam córką, a co za tym idzie dziewczyną, a właściwie kobietą, to nie był chętny. Uważał, że o ile chłopakom judo rzeźbiło męską, kształtną sylwetkę, o tyle z dziewczyn robiło umięśnione kwadraty, biodra wypychało do szerokości tyłka, a tyłek przycinało do bioder, w dodatku rosły takiej dziewczynie barki, a piersi się kurczyły, uważał nawet, że dziewczynom trenującym judo dzieje się coś z twarzą, że ta twarz z wysiłku i ciągłych padów, z tego napinania mięśni, gdy uderza się całym ciałem o matę, nabiera kanciastych, ostrych rysów i kształtów, oczywiście, kwadratowych. 

Nie wiem, skąd mu się to wzięło, i nawet spytałam go po trzech latach treningów, które miałam sześć razy w tygodniu po dwie godziny, co jakoś nie wpłynęło na moją sylwetkę i twarz, podobnie jak na moją przyjaciółkę, z którą już nie raz całowałyśmy się pod prysznicem, choć może inne koleżanki stały się trochę bardziej przysadziste, czego za bardzo nie byłam pewna, bo podejrzewałam, że na moje postrzeganie ich rzekomych zmian miała wpływ ojcowska teoria, ale moja młodość nie pozwalała na przyznanie racji starszym, a tym bardziej rodzicowi, dlatego któregoś dnia spytałam tatę, skąd wytrzasnął tę teorię, że judo zmienia sylwetkę kobiet, gdy nie zmienia. 

rysunek Magdalena Pelc

– Z praktyki popartej obserwacją – odpowiedział bez zmrużenia okiem i kazał mi dokładnie obejrzeć swoje stopy, czy już czegoś nie zauważyłam. Nie zauważyłam. – Każdy judoka prędzej czy później dostaje płaskostopia – powiedział z lekkim uśmieszkiem i pokazał mi swoje stopy, które były wzorcowym przykładem platfusa. 

ŁUP!

Nie wiem, czy był ze mnie dumny, czy mi zazdrościł. Podczas sześciu lat uprawiania judo nie osiągnął takich sukcesów, jakie ja osiągnęłam w ciągu moich sześciu. Jako junior zdobył tylko mistrzostwo makroregionu w wadze do sześćdziesięciu sześciu kilogramów. W seniorach nie zaistniał, przyplątała mu się kontuzja barku, złamał obojczyk i przerwał treningi – na zawsze. Ja byłam dwukrotną mistrzynią kraju juniorek w wadze do sześćdziesięciu trzech kilo. A gdy tylko osiągnęłam pełnoletność, natychmiast wciągnęli mnie do kadry narodowej seniorek, tym bardziej, że mieli ku temu powód, skoro jeszcze jako nastolatka zdobyłam mistrzostwo kraju, a teraz, po dwóch latach w seniorkach, zakwalifikowałam się na mistrzostwa świata. 

Do judo byłam zrodzona, jak to mówią. W kadrze seniorek potrafiłam wytrzymać podwojoną liczbę treningów, po dwa dziennie. Zresztą nie miałam innego wyjścia. Mistrzostwa się zbliżały. 

ŁUP!

Nie każdy lubi zapach maty – gumy zmieszanej z potem. Zaduch sali …

Zarejestruj się, by przez miesiąc czytać Pismo bez ograniczeń.

Liczba artykułów dostępnych w całości bez logowania się w naszym serwisie: 0 z 0

Zarejestruj się

FreshMail.pl