Felieton

Fenomeny

  • autor
  • Natalia Fiedorczuk-Cieślak

Czuję jesień – powiedział mi M. ze zmartwioną miną, spytany o powód pogorszenia nastroju. Od dwóch albo trzech dni cierpieliśmy całą rodziną na energetyczny opad. Ochłodziło się, ale nad morzem to rzecz normalna, nawet latem. Anomalią są raczej upiorne upały czerwca, słabo rozrzedzane wietrzną, wieczorną ulgą. Przecież to dopiero lipiec, a ten bywa odczuwany hałaśliwie i tłoczno, zwłaszcza w miejscowości turystycznej. Powinniśmy żyć pełnią lata, zgubić się wśród hord gości ze Skandynawii, Warszawy, Krakowa, Wielkiej Brytanii, Rosji, w sposób oszalały sypać piaskiem na sąsiednie grajdołki, wyrywać gościom w restauracyjnych ogródkach kieliszki z niedopitym prosecco, tańczyć razem z ulicznymi szołmenami. Jak na razie potrafią to tylko moje dzieci (oprócz prosecco), chociaż i one bywają zmęczone karnawałem mieszkania w Sopocie w sezonie. Nasze życie tu to skomasowane dwie ulubione letnie aktywności Polaków – nadmorskie wczasy i przeciągający się remont. Nic dziwnego, że jako przeciwwaga …

Zarejestruj się, by przez miesiąc czytać Pismo bez ograniczeń.

Liczba artykułów dostępnych w całości bez logowania się w naszym serwisie: 0 z 0

Zarejestruj się

Czytaj także

FreshMail.pl