Esej

Dlaczego boimy się naszej historii?

Henry Kissinger, amerykański sekretarz stanu w XX wieku, w swojej pierwszej książce A World Restored napisał, że historia jest pamięcią państw. Trzeba by mu zadać pytanie: jaka historia, czyja pamięć i których państw?
rysunki Anna Piesiewicz

Teraz, gdy dobiegają końca prace nad czwartym tomem wspólnego polsko-niemieckiego podręcznika do historii, wykorzystanie całości tego dzieła w Polsce stoi pod znakiem zapytania. Nacjonalistyczna wizja dziejów, lansowana przez aktualne władze, pozostaje w tak głębokiej sprzeczności z postulatem spojrzenia, w którym perspektywa jednego narodu przełamywałaby się przez perspektywę innego, że podręcznik zapewne wyląduje w archiwach zapomnienia, by wyłonić się z nich w bardziej sprzyjających okolicznościach. 

Zauważyć zresztą trzeba, że – poza nurtem lewicowym – wersja historii, w której jedyne-co-nas-interesuje-to-my-sami, dominuje w Polskiej historiografii od czasu, gdy w ogóle tę historię zaczęto spisywać, a jej hegemonia była niekwestionowana tak w dwudziestoleciu, jak i w czasach kwitnącego PRL-u i w III RP. Jeśli w 2013 roku, w „liberalnej” jeszcze Polsce, po wyemitowaniu poważnego filmu o niemieckim dziedzictwieNasze matki, nasi ojcowie, dyskutowano jedynie o marginalnej scenie, w której AK-owcy nie chcą otworzyć drzwi bydlęcych wagonów wiozących Żydów do obozu zagłady, to o gotowości polskiego społeczeństwa do spojrzenia na historię z jakiejkolwiek perspektywy innej niż „ja!, my!, ja!, niewinni!” trzeba na pewien czas zapomnieć. 

Inna sprawa, że choroba narodowego narcyzmu dotyka okresowo wszystkie europejskie nacje – o pozaeuropejskich nie wspominając. Żaden kraj nie jest pozbawiony tego rodzaju namiętności. Różnice w sposobie ich przeżywania określone są przez stopień nagromadzenia przemyślanych, poddanych wolnej i demokratycznej dyskusji doświadczeń. W dzisiejszej Francji nie ma czegoś takiego jak Obóz Narodowo-Radykalny (ONR) – w latach 30. podobne ugrupowania istniały i robiły na ulicach to, co teraz ONR w Polsce, jednak dziś faszystowskich organizacji nie dopuszcza się tam, jak na razie, do życia publicznego. Nie czyni się tego błędu, bo przemyślano jego – mordercze – konsekwencje. Nie można więc powiedzieć, że w …

Chcesz przeczytać do końca? Wykup dostęp online

Liczba artykułów dostępnych w całości bez logowania się w naszym serwisie: 0 z 0

Wykup dostęp online

Esej ukazał się w październikowym numerze miesięcznika "Pismo. Magazyn opinii" (10/2019) pod tytułem Historia za zasłoną.

FreshMail.pl