Twój dostęp nie jest aktywny. Skorzystaj z oferty i zapewnij sobie dostęp do wszystkich treści.


Czytaj i słuchaj bez ograniczeń. Zaloguj się lub skorzystaj z naszej oferty

Felieton

Dlaczego wyruszamy w tę podróż?

Stanowcze nie! – powiedział i zrobił to tak głośno, że musiałem odsunąć słuchawkę od ucha.

– Ale… – próbowałem jeszcze.

– Żadnych ale. Już ja wiem, jak to jest z wami, dziennikarzami. Przyjeżdżacie, jesteście mili, herbatka, uśmieszki. A potem tak mnie opisujecie w tych swoich gazetach, że wszyscy się ze mnie śmieją.

Co by nie mówić, miał trochę racji. Czytałem teksty publikowane o nim wcześniej. Był właścicielem dość znanego architektonicznego straszydła. Media i internet nie miały dla niego litości. Dlatego właśnie chciałem z nim porozmawiać. Nie miałem planu, by go obśmiewać, ale też nie zamierzałem być przesadnie miły. Wiedział o tym, czułem to. Podjąłem ostatnią próbę.

Dostęp online
Zapewnij sobie dostęp online do wszystkich tekstów, nagrań audio i wersji na czytniki. Skorzystaj z oferty

– Ale ja nie do gazety! – powiedziałem – ja do książki. Książkę piszę, taką o architekturze.

– Jak do książki, to OK. Przyjeżdżaj pan. Książek nikt nie czyta. Książki nic nie zmieniają.

Przez kilka dobrych lat myślałem podobnie. I nie było w tym żadnego fatalizmu. Powtarzałem gdzie popadnie, że pisanie jest najlepszym ze znanych mi sposobów dowiadywania się o świecie. Bardzo lubiłem taki beztroski sposób myślenia o literaturze – żadnych oczekiwań, misji, posłannictwa. 

Ale w międzyczasie świat strasznie się skomplikował.

Szybko dowiedziałem się też, że można nie oczekiwać żadnej zmiany po swoim pisaniu, a ona i tak przyjdzie. Tak właśnie się stało z Miedzianką. Historią znikania. To był mój debiut, który zadecydował o całym moim późniejszym – pisarskim i osobistym – życiu. Zadecydował też o losie miejsca, które w tej książce opisałem. Trafiłem tam przypadkiem pod koniec pierwszej dekady nowego milenium. O historii miasteczka, które na skutek szkód górniczych musiało zostać wysiedlone, wiedzieli nieliczni pasjonaci lokalnych historii. Książka została dobrze przyjęta, jeleniogórski teatr zrobił na jej podstawie sztukę, którą kilka razy udało się pokazać w samej Miedziance. Energia wokół tych spektakli plenerowych była tak dobra, że postanowiliśmy ją podtrzymać. Dlatego właśnie zrobiliśmy tam festiwal – MiedziankaFest. Pierwsza edycja odbyła się w 2017 roku.

Chcieliśmy, aby to była impreza, która pozwala publiczności oraz autorkom i autorom spotkać się jednocześnie ze sobą, z literaturą i krajobrazem. I ta pierwsza edycja taka właśnie była – kameralna, cicha, spokojna. 

Na drugi festiwal, w 2018 roku, przyjechało dwa razy więcej ludzi niż na pierwszy. Na trzeci – dwa razy więcej niż na drugi. Miedzianka zaczęła pękać w szwach, parking festiwalowy pełen był aut, na spotkaniach tłumy, do punktów gastronomicznych kolejki. W czasie pierwszej edycji na inaugurującym festiwal spacerze z Janowic Wielkich do Miedzianki stawiło się sześćdziesiąt osób. W 2019 roku prowadziłem w czasie tego spaceru kolumnę ponad czterystu osób, musiałem używać megafonu, a i tak nie wszyscy słyszeli, co im czytam.

Niektórzy mogliby powiedzieć, że odnieśliśmy sukces. W trzy lata zbudowaliśmy dużą imprezę kulturalną, festiwal literacki, na który ludzie potrafią przejechać pięćset kilometrów.

Dla nas to była jednak w pewnym sensie klęska – bo ilość nigdy nie była naszym celem. Cały czas chcieliśmy robić cichy, kameralny, spokojny festiwal, na którym ludzie zachwycą się literaturą i pejzażem. Stanęliśmy pod ścianą, przytłoczeni nieco własną bezmyślnością. Bo przecież nie było trudno to przewidzieć. 

Jakby tego było mało, festiwal wzmógł zainteresowanie samą Miedzianką – podrożała tam ziemia, zaczęły się pojawiać kolejne biznesy i inwestorzy. W 2020 roku ktoś przyciągnął na szczyt miedziankowego wzgórza budę z lodami. Rynek i turystyka zaczęły podskubywać to miejsce. Proces ten nazywa się fachowo gentryfikacją. Nie miałem i nie mam wątpliwości, że zapoczątkowałem go swoją książką. Nie chcę jednak przykładać do tego ręki.

Pandemia zwolniła nas niejako z organizacji festiwalu w 2020 i 2021 roku. To były dwa lata intensywnego namysłu, z którego wyłoniła się Miedzianka po Drodze.

Postanowiliśmy odwrócić tradycyjną logikę festiwalową – zamiast ściągać ludzi do Miedzianki, uznaliśmy, że zawieziemy tę Miedziankę do nich. Wyruszymy w Polskę z festiwalową kolumną. Ile byśmy w niej nie mieli samochodów, będzie ich zawsze dużo mniej, niż stało zwykle na festiwalowym parkingu. W ten sposób zmniejszamy ślad ekologiczny festiwalu, antropopresję na Miedziankę i staramy się chronić resztki ciszy i spokoju, które stanowią o istocie tego miejsca.

darowizna na rzecz fundacji pismo

Nie mamy wątpliwości, że w każdej z nowych lokalizacji Miedzianki po Drodze nie będziemy mieli na widowni takich tłumów, jakie mieliśmy w Miedziance. Kameralność ciągle jest naszym nadrzędnym celem, efekt skali osiągamy, rozciągając festiwal w czasie i przestrzeni. To oznacza większy budżet, więcej pracy dla nas, ale też większy komfort dla tych, którzy zdecydują się odwiedzić nasz festiwal. Wiemy, że to eksperyment – jesteśmy ogromnie wdzięczni tym, którzy uwierzyli w niego tak, jak i my wierzymy – naszym partnerom i sponsorom.

W 2019 roku zapowiadaliśmy, że festiwal będzie poświęcony wyzwaniom katastrofy ekologicznej. Dwa lata pozwoliły nam przemyśleć ten temat. Cały czas uważamy, że odniesienie się do niego jest jednym z najważniejszych zadań literatury. Namysł nad tym problemem prowadzimy w Szkole Ekopoetyki przy Instytucie Reportażu. Z niepokojem obserwujemy jednak proces urynkowienia tej reakcji. Chcemy się zastanawiać nad literaturą niepraktyczną – taką, w której twórczyni nie jest producentką contentu, a czytelnik zwykłym konsumentem. Dlatego też powstał ten specjalny numer „Pisma”, które od czterech lat udowadnia, na czym powinna polegać taka odpowiedzialna, zaangażowana i odporna na siły rynkowe reakcja słowa na kryzys. Zebraliśmy w tym numerze teksty, które opowiadają właśnie o takim aspekcie literatury oraz eksplorują jej możliwości na tym polu. Autorki i autorów niektórych z nich spotkacie na trasie Miedzianki po Drodze. Wyczekujemy tego spotkania.

Przeczytaj również felieton redaktorki naczelnej „Pisma”, Magdaleny Kicińskiej, który publikujemy w wydaniu na lato 2022.


Manifest programowy festiwalu Miedzianka po Drodze

I gdy tak podziwiam tę podejrzaną obfitość, naraz jest dla mnie niewyobrażalne, czego może się uchwycić poeta, pisarz… w tej powodzi? Gdzie, czego się przytrzymać? Co to za wyścig? I co ma z tym wspólnego literatura, myśl, ekstaza, poezja? Wszystko już powstaje dla „konsumenta”.

Sándor Márai, Porwanie Europy

Literatura niepraktyczna

Im głębszych i poważniejszych kryzysów doświadczamy, tym nasze oczekiwania wobec literatury stają są większe. Szukamy w niej schronienia, odnajdujemy nadzieję, pociechę, czasem spokój. Dzięki książkom możemy oderwać się od przytłaczającej nas rzeczywistości lub spojrzeć na nią z innej strony.

Kryzysy jednak mnożą się i gęstnieją. Wojna w Ukrainie, katastrofa klimatyczna, załamanie bioróżnorodności, demontaż demokracji, kurczące się pole wolności, migracje, podziały, nierówności. Odpowiedzi na pytania, jak sobie radzić z tymi problemami, szukamy także w książkach, oczekujemy ich od autorów i autorek. Mechanizmy rynkowe dość łatwo mogą przekształcić to oczekiwanie w zamówienie konsumenckie. Najbardziej dochodowa strategia jego obsługi prowadzi jednak na manowce. Najprzyjemniej jest przecież czytać o tym, co już i tak z grubsza wiemy. To utwierdza w poczuciu racji, koi skołatane nerwy. O wiele trudniej jest konfrontować się z nową wiedzą, która zmusza do zmiany własnych postaw i przyzwyczajeń.

A przecież najlepsze książki są pisane na przekór zamówieniom wydawniczym i w poprzek przyzwyczajeń czytelniczych. Nie gonią za rynkowymi trendami i modami. To one wytrącają z myślowej rutyny i uruchamiają wyobraźnię. To takie teksty, które dają pole do namysłu i interpretacji. Niepraktyczne, bo niedające jednoznacznych odpowiedzi, zostawiające to, co najważniejsze, w niedopowiedzeniu, z którym każdy czytelnik i czytelniczka musi się zmierzyć samodzielnie. Tak, to bywa irytujące, niewygodne, trudne. Jednak czasami dopiero dyskomfort  związany z lekturą prowadzi do poszerzenia pola świadomości i empatii. Nie wszystko musi być komfortowe i łatwe. To nas prowadzi do pytania: co to w ogóle znaczy „czytać”? Czym jest i czym może być  w antropocenie doświadczenie lektury?

Mamy wobec literatury oczekiwania – to jasne.

Jednak im dłużej pozostaje ona na te nasze oczekiwania obojętna, tym lepiej.

To w autonomii tkwi jej największa siła.

Masz przed sobą otwartą treść, którą udostępniamy w ramach promocji „Pisma”. Odkryj pozostałe treści z magazynu, także w wersji audio. Jeśli nie masz prenumeraty – zarejestruj się i wykup dostęp.

Newsletter

Pismo na bieżąco

Nie przegap najnowszego numeru Pisma i dodatkowych treści, jakie co miesiąc publikujemy online. Zapisz się na newsletter. Poinformujemy Cię o najnowszym numerze, podcastach i dodatkowych treściach w serwisie.

* pola obowiązkowe

SUBMIT

SPRAWDŹ SWOJĄ SKRZYNKĘ E-MAIL I POTWIERDŹ ZAPIS NA NEWSLETTER.

DZIĘKUJEMY! WKRÓTCE OTRZYMASZ NAJNOWSZE WYDANIE NASZEGO NEWSLETTERA.

Twoja rezygnacja z newslettera została zapisana.

WYŁĄCZNIE DLA OSÓB Z AKTYWNYM DOSTĘPEM ONLINE.

Zaloguj

ABY SIĘ ZAPISAĆ MUSISZ MIEĆ WYKUPIONY DOSTĘP ONLINE.

Sprawdź ofertę

-

-

-

  • -
ZAPISZ
USTAW PRĘDKOŚĆ ODTWARZANIA
0,75X
1,00X
1,25X
1,50X
00:00
50:00