Tylko nie otwarta polemika! – westchnęłam, gdy po wysłaniu do redakcji „Pisma” pierwszego felietonu dostałam informację, że muszę otwarcie napisać, gdzie przeczytałam słowa, z którymi się nie zgadzam. Byłam przekonana, że w internecie, w którym już dawno zapomniano, czym jest polemika, mój tekst przez wielu zostanie odebrany jako krytyka osób, z którymi polemizuję. A przecież nie to było moim celem!
Przemysł informacyjny zdołał tak bardzo spolaryzować współczesną komunikację, że zniuansowana rozmowa stała się nie tylko trudna, ale wręcz niebezpieczna. Tłum obserwatorów gotów jest natychmiast podzielić się na dwie grupy i dochodzić racji aż do pierwszej krwi. W sieci obowiązuje ewangeliczne motto „niech wasza mowa będzie: Tak, tak; nie, nie”. Z tym że nie chodzi – jak w biblijnym kazaniu na Górze z …
Aby przeczytać ten artykuł, zaloguj się lub skorzystaj z oferty.
Dostęp do tego materiału mógłby kosztować 14,99 zł. My w tej cenie dajemy Ci miesięczną subskrypcję wszystkich naszych treści. Wypróbuj, możesz zrezygnować w każdej chwili.
Dostęp online
wersja audio i na czytniki,
dostęp do aplikacji i serwisu
14,99 / miesiąc
Prenumerata
co miesiąc papierowe wydanie,
dostęp online do aplikacji i serwisu
24,99 / miesiąc

Cykl Listy z cyfrowego roju sponsoruje Orange.
