Historia osobista

Leczę się z wojny

Gdy refleksyjne trzecie pokolenie opowiada historię, to 
dokonuje jej przepracowania. Najtrudniejszy jest proces oddzielenia się od stanu umysłu i historii rodziców. Ale można im powiedzieć: „Wszyscy cierpieli, babcia, ty, szanuję to, ale 
nie wchodzę w tę grę”.
rysunki Hania Oloś

Fulguryt powstaje wtedy, gdy piorun uderzy w piasek. Jest wąski, długi – nawet do metra, rurkowaty, wypełniony szkliwem krzemionkowym i niezwykle kruchy. Gdy wykopie się go bardzo ostrożnie, można zachować jego strukturę. Wojciech Kucharczyk, artysta audiowizualny, określił fulguryt jako „niematerialność złapaną w całkiem materialną postać”.

Tak jest z tym tekstem. Piszę go od stycznia. Gdy tylko się za niego wezmę, już czuję, że kruszy mi się pod palcami. Może dlatego, że jest o rzeczach pozornie niezwiązanych ze sobą. A może dlatego, że jest zbyt osobisty.

 


Mam dla państwapiękne mieszkanie w stylu francuskim – mówi przez telefon agent nieruchomości. – Przedwojenna stolarka, przeszklone, dwuskrzydłowe drzwi. Spodoba się.

Kamienica przy samej Grochowskiej, chyba najbardziej zakurzonej i rozjeżdżonej przez tramwaje ulicy w Warszawie. Elewacja szara od brudu, tynk obłupany. W środku odór długo niewietrzonego mieszkania i kanalizy. Spróchniałe deski wyglądają spod pożółkłego gumoleum.

– Mazerunek na drzwiach wejściowych. Wysokie na trzy metry. No i te regały z całym księgozbiorem. Spadkobiercy nie chcą tych rzeczy. Kto wie, jakie skarby tu znajdziecie?

Kaloryferów nie ma. Są dwa piece kaflowe z elektryczną grzałką w środku. – To co, za ile bierzemy? – pytam Tomka.

Dostęp online

Zapewnij sobie dostęp online do wszystkich tekstów, nagrań audio i wersji na czytniki.

Skorzystaj z oferty

Wśród skarbów znalazłam: kartę pocztową Stefana do Ireny z 1934 roku, rozpoczynającą się od słów: „Wielmożna Pani”, a kończącą „ucałowaniem rączek najdroższej Irusi”; mosiężną tacę z ponad setką kluczy różnej wielkości i wagi; całą kolekcję męskich spinek do koszul; zestaw naczyń na odczynniki, a do tego probówki, metalowe tace i duże szklane słoje; przedwojenne podręczniki do nauki angielskiego; kilkutomowe dzieła zebrane Stefana Żeromskiego, który przez chwilę studiował po drugiej stronie ulicy w Instytucie Weterynarii; kilka bardzo małych zdjęć z wakacji nad Morskim Okiem; duże, czarno-białe odbitki portretów małej Krystyny – ich jedynej córki; rysunki małpy, psa i kota wykonane kredkami ołówkowymi; modlitewniki; świadectwo ukończenia szkoły; notatki z wykładów z anestezjologii; metalową tabliczkę informującą o tym, że w małym pokoju (urządziliśmy w nim pokój naszego syna, który wtedy jeszcze wiercił się w brzuchu) Irena prowadziła gabinet stomatologiczny; wizytówki Stefana z podpisem: „prorektor SGGW”; książeczkę zdrowia czarnego pudla Metana vel Mateusza; serię pochodzących z lat 70. zaleceń lekarskich dotyczących zdrowia Stefana. Najwięcej recept i skierowań zachowało się z 1978 roku.

To on pierwszy umarł. Potem, w latach 90. – Irena, a cztery lata temu – Krystyna. Była sama, bez partnera i dzieci. Miała tylko psa, którego na końcu nie wyprowadzała już na dwór, bo nie miała siły. Sikał więc na parkiet. To już wiem od sąsiadów, którzy wciąż wspominają „Profesorostwo”.

Nigdy nic nie remontowali. Byli tu od początku, od powstania kamienicy w 1938 roku. Stefan wynajął mieszkanie od właścicieli czynszówki, Chaima i Nomy Rudnickich.

Gdy skończyliśmy z Tomkiem remont, zaprosiliśmy bratanicę Profesora na herbatę. Była zadowolona, że zachowaliśmy stary układ mieszkania, zaokrąglone ściany w kuchni i butelkowany sufit. Powiedziała nam, że to tu, w naszym salonie, się urodziła. Poród przyjmował wuj Stefan, bo jej mama akurat zaszła z Saskiej Kępy na herbatę, gdy zaczęła się akcja porodowa. A z Żeromskim się znali, trochę przez uczelnię, a trochę przez gosposię: Marysia (nie wiem, czy naprawdę miała tak na imię, czy tak ją tylko zwyczajowo określali) przeszła do wuja na służbę, bo nie dogadywała się z nową żoną Żeromskiego. Mateusz zaś został Metanem, bo męskie imię nadane psu za bardzo oburzało rodzinę z Saskiej Kępy.

Bratanica Stefana wzięła zdjęcia, spinki do koszul, świadectwa, profesorską laskę z mosiężnym uchwytem. Dużo pamiątek nam jednak zostawiła. Rozdałam znajomym trochę książek i …

Chcesz przeczytać do końca? Wykup dostęp online

Liczba artykułów dostępnych w całości bez logowania się w naszym serwisie: 0 z 0

Wykup dostęp online

FreshMail.pl