Historia osobista

Rebranding polskiego harcerstwa

Harcerstwo ma nowoczesność wpisaną w swój genotyp. Tylko nie umie o tym opowiadać.
rysunki Jagoda Stączek

Wszystko mi tamtego poranka wróciło. Jechałem z Miedzianki, we Wrocławiu miałem przesiadkę. Było wcześnie, nie minęła nawet szósta, lipiec. Dworzec był niemal pusty. Tylko nieopodal kas stała grupka dzieciaków i kilkoro dorosłych. Rozpoznałem ich z daleka. Plecaki z nieporadnie przywiązanymi karimatami i śpiworami, zielone spodnie, turystyczne buty, proporzec. Mieli po dziesięć, może dwanaście lat. Drużynowy ich liczył, próbował jakoś ogarnąć, ale byli bezładni i mocno przejęci. W końcu ustawił ich w koślawym szeregu, wydał komendę i poszli. Gdzieś na dalekiej orbicie tej grupki stali rodzice. Wiedzieli, że to już nie do końca ich sprawa, ale kilka matek – widziałem to wyraźnie – musiało się naprawdę powstrzymywać, żeby nie pomóc swoim chłopcom w zakładaniu ciężkich plecaków. 

To harcerze jechali na obóz. 

Umiałem sobie wyobrazić wszystko, co te dzieciaki przeżywały w ciągu kilku ostatnich dni (skrzętne kompletowanie ekwipunku z listy – mundur, kubek, sztućce, menażka, scyzoryk, kurtka przeciwdeszczowa, wygodne buty, scyzoryk, zapałki, mata, śpiwór, scyzoryk, latarka, środek na komary, scyzoryk…) i co zaraz przeżyją (głupawka w pociągu, peron na jakiejś podrzędnej stacyjce, droga przez las, jęczenie, że ciężko, narastająca ekscytacja, materace pachnące kurzem, deszcz bębniący o płótno namiotu, nocna warta…).

Spędziłem w harcerstwie ponad dwadzieścia lat swojego życia i działałem w nim na każdym szczeblu. To ono mnie ukształtowało – to, jak i co myślę, co robię i jakich mam wokół siebie przyjaciół jest niemalże bezpośrednią konsekwencją mojej harcerskiej przeszłości. Gdy miałem siedem lat, zostałem zuchem, krótko przed trzydziestką odchodziłem jako instruktor prowadzący wewnętrzną ogólnopolską gazetę, rozczarowany działaniami ówczesnych władz Związku Harcerstwa Polskiego (ZHP). Mierziły mnie wtedy zastój i marazm panujące w tej organizacji. Mnie i moim przyjaciołom marzył się kolorowy skauting, taki jak na Zachodzie, a tymczasem ciągle dyskutowaliśmy o drugorzędnych problemach i nie mogliśmy przemóc ślepego zapatrzenia w przeszłość ludzi wokół nas.

Tamtego poranka we Wrocławiu zazdrościłem jednak tej grupie przy dworcowych kasach: tym dzieciakom (bo kiedyś tak jak one jeździłem na obozy), instruktorom (bo mało co daje taką satysfakcję) i ich rodzicom (bo ciągle się zastanawiam, czy też kiedyś odstawię swojego syna na dworzec i będę się powstrzymywać, żeby nie podać mu tego cholernego plecaka).

I nagle wszystko zaczęło mi się w końcu układać.

 


w sierpniu 2018 rokuna Wyspie Sobieszewskiej w Gdańsku odbył się zlot ZHP. Przyjechało blisko piętnaście tysięcy harcerek i harcerzy z całej Polski, ówczesny prezydent miasta Paweł Adamowicz wręczył im uroczyście klucze do miasta. Gdy dwa tygodnie później im je odbierał, mówił, że żałuje, że to już koniec. Bo to był zlot takiego harcerstwa, jakiego ja nie mogłem się doczekać – otwartego, uśmiechniętego, wyluzowanego i w końcu spoglądającego w …

Chcesz przeczytać do końca? Wykup dostęp online

Liczba artykułów dostępnych w całości bez logowania się w naszym serwisie: 0 z 0

Wykup dostęp online

Historia osobista ukazała się w lutowym numerze miesięcznika "Pismo. Magazyn opinii" (02/2020) pod tytułem Problem z gawendą.

FreshMail.pl