Rozmowa

Michał Łuczewski: U nas zawsze musi być sojusz ołtarza z tronem

Nigdy nie dysponowaliśmy siłą gospodarczą, a nasze instytucje polityczne zawsze były słabe i nie miały przełożenia międzynarodowego. Musieliśmy więc znaleźć jakąś inną zasadę jedności niż polityka czy ekonomia – i to była zasada kulturowa. Karolina Lewestam rozmawia o Polsce z dr. hab. Michałem Łuczewskim.
rysunek Monika Masłoń

Jesteśmy na Wschodzie czy na Zachodzie?

My, Polacy? Jesteśmy peryferium stykowym, miejscem, gdzie spotykają się oraz ścierają ze sobą Zachód i Wschód, USA i Chiny, Berlin i Moskwa. Czasami mówi się o nas po prostu „peryferia”, ale to nie odzwierciedla tego niepokoju i napięcia. Jesteśmy w bardzo niebezpiecznej i gorącej przestrzeni, która cały czas próbuje się określać. To przedmurze, nawet nie wiemy już czego; skrwawiona ziemia, miejsce ofiarnicze.

Ale z kogo ta ofiara?

Z nas.

Dla jakich bogów?

Ciągle chodzi mi dzisiaj po głowie Kazimierz Piotr Staszewski, wybitny polski badacz społeczny, który na studiach w Instytucie Socjologii Uniwersytetu Warszawskiego przy ulicy Karowej spędził więcej lat niż ja. I on śpiewał tak: „Coście, skurwysyny, uczynili z tą krainą”. To był opis apokalipsy, w której wszyscy jesteśmy ofiarami. Kazik zresztą wprost nawiązuje do symboliki Świętego Jana; w piosenceJeszcze Polska, z której pochodzi ten wers, pojawiają się pradawne smoki, zatrute jeziora i prostytucja. A siłą niszczącą ten nasz wyobrażony, mityczny, słowiański kraj-raj są nasze peryferyjne elity. Chcą być bogami, ale oferują tylko przemoc, a my wszyscy jesteśmy ofiarami ich pragnienia władzy.

Ale takie „skurwysyny”, jak nasze elity, są wszędzie. Apokalipsa obejmuje dziś pół świata. Jak to, co mówi Kazik, ma się do naszej specyficznej sytuacji granicznej?

To lepiej niż Kazik, który był takim zrezygnowanym prorokiem, nie pokazującym nam drogi wyjścia, wyraziła Kasia Nosowska, zresztą jego własnymi słowami. ZnaszArahjęKultu o przeciętym murem Berlinie? W 2017 roku Nosowska zaśpiewała to na Woodstocku. Najpierw powiedziała niemal dziecięcym głosem, że ta piosenka jest po to, żeby słuchacze mieli cudowny, refleksyjny wieczór. A potem zaczyna śpiewać: „Mój dom murem podzielony” i nastrój się diametralnie zmienia. Wszyscy zaczynają rozumieć, że ona nie śpiewa o Berlinie, ale o nas, o Polsce. Ludzie się przyłączają, a piosenkarka zaczyna płakać; głos jej się łamie. Nosowska nadała głębię utworowi Staszewskiego; nie bez powodu wcześniej napisał dla niej utwór miłosnyLewe lewe loff, gdzie wybudzony ze złego snu celebruje nadejście kobiety lepszej niż on sam. Bo Nosowska nie formułuje żadnych oskarżeń. Nie wchodzi w Kazikową oscylację od bogów do skurwysynów. Ona tylko opisuje to, co widzi „zza zasłony”, obserwując „obie strony”. Ma tę mądrość, której Kazik nie miał; widzi, że obie strony naszego konfliktu domowego są właściwie takie same. Więc Nosowska śpiewała o tym murze, który dzieli nas, Polaków, i w hołdzie ofiarom tego muru. Ale ja to intepretuję też tak, że ona to śpiewa jako Polska. Polska, przez którą przechodzi mur między Wschodem a Zachodem. I może tylko patrzeć na te obie strony, ale nie może działać.

Nie ma sprawczości. Jest dopuszczalną stratą w pojedynku ponad murem.

Właśnie, jest ofiarą na ołtarzu wojny tych stron albo ich porozumienia. Inni musieli zbudować mur, a mur zawsze buduje się na czymś; kogoś się składa w ofierze temu podziałowi, tu zawsze ktoś musi zostać wykluczony. U nas, w tym naszym nieistniejącym centrum, wciąż się kotłowały obce potęgi, przechodziły po nas obce wojska, a my próbujemy się orientować albo na Wschód, albo na Zachód, ale ciągle jesteśmy tylko przestrzenią graniczną, leżącą pod zbudowanym tu murem. Ktoś, na kim taki mur wybudowano, nie żyje, nie ma go, jest ofiarą; nie powinien śpiewać.

Raczej powinien być cicho, bo na murze odbywają się ważne igrzyska?

Tak. A te igrzyska, ten pojedynek, łatwo się przedzierzgają w fascynację rywalem, tak jak to się dzieje w grze czy w tańcu, gdzie agresja przeobraża się w przyciąganie, przenika się z nim.

Chcesz powiedzieć, że pewnego dnia Angela Merkel z Władimirem Putinem się w sobie tu zakochają i zostawią po sobie pobojowisko?

Już się …

Chcesz przeczytać do końca? Wykup dostęp online

Liczba artykułów dostępnych w całości bez logowania się w naszym serwisie: 0 z 0

Wykup dostęp online

Rozmowa ukazała się w październikowym numerze miesięcznika „Pismo. Magazyn opinii” (10/2020) pod tytułem Lewe prawe loff.

FreshMail.pl