Rozmowy z K.

Najgorzej zarządza się przez knebel

ilustracja Karolina Mazurkiewicz
Napisz do mnie, tak jak się mówi czasem do księżyca. Dwa razy w miesiącu wybiorę list lub listy, na które odpowiedź może przydać się nam wszystkim. Nie muszą być poważne, nie muszą być głębokie – ale mogą też być niezwykle istotne i prawdziwe. Zawsze chciałam to robić: słuchać i myśleć o tym, co usłyszałam. 


K.,

Twoje zaproszenie do rozmowy pojawiło się w idealnym czasie.

 

Wiem, że pokolenie naszych rodziców nie potrafi w uczucia i emocje, dlatego od wielu lat nie dzielę się moimi małymi marzeniami czy osiągnięciami z rodzicami, bo oni i tak nie zrozumieją. Coś jednak mnie tknęło i rano w euforii postanowiłam napisać mamie, jak bardzo mimo pandemii ten rok należy do udanych, bo nie tylko nabyłam psa, o którym marzyłam od kilku lat, to jeszcze jestem świeżą posiadaczką kampera. Kampera, rozumiesz? Z partnerem od kilku dni żyjemy w totalnej ekscytacji na myśl o tych wszystkich „niezdobytych” lądach, tej wolności, spania na dziko i cieszenia się słońcem, gdy zachodzi. To jest nasze małe, duże szczęście. Układam sobie – trochę przez przypadek – plany tak, aby jak najwięcej czuć wolności, aby nikt nie mówił, co mam robić, jak żyć, komu wejść w dupę. 

Odpowiedź mamy podcięła mi skrzydła, bo okazuje się, że nieważne, że to moje marzenia, ale ona ma inne względem mnie i pewnie już nigdy się nie spełnią. Jej marzenia. Względem mnie. Poczułam się jak mała dziewczynka (…). Odcinasz pępowinę przez kilka lat, chodzisz na terapię, niby relacja z mamą jest poukładana, a taka jedna wiadomość niszczy cię od środka. 

Gosia

 

 


Gosiu, 

 

to wspaniale. 

 

Wspaniale, że kupiłaś kampera. To wspaniale, że będziecie zwiedzać świat; że będziecie podróżować po nieznanym jak wielkie turboślimaki, z własnym domkiem przy sobie. Ja nigdy się nie odważyłam na taką przygodę. Zazdroszczę ci, aż mnie ściska, mnie, uziemioną brakiem kampera, brakiem odwagi i poczuciem ogólnej niemożności. Zazdroszczę ci i cieszę się. 

To wspaniale, że kupiłaś psa. Mówi to osoba, która jako mała dziewczynka prenumerowała czasopismo „Mój pies”, a list od redakcji powiesiła sobie na ścianie. Byłam najmłodszym członkiem związku kynologicznego w Jeleniej Górze. Mojego psa już nie ma. Zazdroszczę ci tak bardzo; zazdroszczę i cieszę się. 

To wspaniale. Wspaniale, że tak cię poruszyła wiadomość od mamy. Poczekaj, nie denerwuj się, to ma sens. Naprawdę uważam, że to jest fantastyczne. 

Wyobraź sobie przez chwilę, Gosiu, że jesteś tą dziewczyną, którą opisują nam jako ideał w najróżniejszych magazynach: po wzorowej psychoterapii, ostatecznie wyzwoloną od przeszłości, całkowicie niezależną, nawet bez wspomnień o pępowinie. Wyobraź sobie, że nie krępują cię już żadne uporczywe więzy rodzinne. Że możesz sobie teraz wybrać rodzinę; każdego, kto cię ściąga w dół, możesz odrzucić, zastępując go kimś, kto pcha cię w górę. Że jesteś tak oddzielona od swoich bliskich, że mogą cię nazwać oseskiem Antychrysta, a po tobie spłynie to jak deszcz po pogrążonej w medytacji kaczce (w rytmie mantry „kwaak”). Wyobraź to sobie; wczuj się w tę dziewczynę, pobądź nią przez chwilę. Czy to nie jest cudowne uczucie? Zupełnie, jakbyś nagle dostała kampera dla duszy. Jesteś sobie sterem, żeglarzem, kierowcą. Mijasz brzydkie miasta bez żalu, zatrzymujesz się tylko w tych pięknych. Tankujesz wyłącznie czyste paliwo. Przed tobą horyzont. Nikt nie ma mocy przekłuć ci opon. Jesteś wolna. 

Dostęp online

Zapewnij sobie dostęp online do wszystkich tekstów, nagrań audio i wersji na czytniki.

Skorzystaj z oferty

A jednocześnie nie wiem, czy chciałabym poznać taką Gosię. Wolę taką, która ma w sobie swoją emocjonalną historię, historię, która narastała wokół niej jak kora wokół młodego, delikatnego drzewa. Bo taka Gosia wciąż ma gdzieś w sobie Gosię dziecko, małą dziewczynkę, która wobec zła i złośliwości jest zupełnie bezbronna. Ona wciąż pamięta, jak bardzo chciała miłości i akceptacji swojej mamy i jak bardzo bolało ją, kiedy ta miłość stawała się niewidoczna. Ta część nas jest uciążliwa, rozumiem to; też jej nie cierpię; to właśnie ona sprawia, że jedna wiadomość może zniszczyć nas od środka. Chciałabym czasem dokonać na niej brutalnej operacji chirurgicznej, wyciąć ją sobie jak wrzód. Ale ta część nas też jest prawdą i nie da się jej zabić bez fałszu. 

To, że jest ci przykro, pokazuje, że wciąż masz w sobie tę małą dziewczynkę. 

Życzę ci, Gosiu, żebyś ją zaakceptowała. Niech sobie będzie. Niech się czasem smuci, kiedy mama, która nie umie w uczucia, napisze jej głupio nieprzyjemną odpowiedź. Daj jej się wypłakać, nie próbuj jej uciszyć i nie wstydź się jej. Ona jest tobą i to jest dobre. Tak ma być, bo składamy się z innych ludzi i relacji z nimi, nawet jeżeli to relacje nie do końca dobre, a czasem nawet złe. A więc nie wybieramy siebie do końca, jesteśmy trochę przypadkowi. I trzeba tym zarządzać, a wiadomo, że najgorzej zarządza się przez knebel. Niech więc płacze ta mała dziewczynka, niech cię na moment wyprowadzi z równowagi. 

A kiedy dziewczynka się wypłacze, kora, która ją chroni, stanie się trochę grubsza. Tak myślę. 

K. 

 

PS 

Droga Mamo Gosi – co to ma być, na Boga? TWOJE marzenia? TWOJE MARZENIA? Chcesz mieć relację z córką? Oto przepis: wrzuć te swoje marzenia do miski. Dodaj suszone płatki róż i kulki na mole; wymieszaj warząchwią. Całość przesyp do muślinowych woreczków, zaszyj i wciśnij do pawlacza między stare pierzyny. Bo możesz je mieć, oczywiście; wszyscy mamy marzenia. Ja też chcę, żeby moja córka była emo-noblistką w czerni i miała czworaczki. Ale kiedy wkłada tiulową suknię w jednorożce, trzymam gębę na kłódkę, wkładam mordę w kubeł, gryzę się w język i zatykam dziurę na ciasto.

 

PS 2

 To znaczy nie zawsze zatykam. I tak naprawdę Cię rozumiem, mamo Gosi. To okropne i całkowicie nieakceptowalne, że dzieci są zupełnie osobnymi ludźmi. To kosmiczny skandal. Kto to wszystko urządzał, ja się pytam. Chciałabym o tym porozmawiać z menadżerem związków międzyludzkich, niech już zwolnią tego niedorajdę, niech go wyrzucą na zbity pysk. Ale musimy opłakać swoje marzenia, przeżyć żałobę, umrzeć troszeczkę i zmartwychwstać w miłości. Miłości, która wszystko znosi, wszystkiemu wierzy, we wszystkim pokłada nadzieję, wszystko przetrzyma. 

Podobno na tym polega dojrzałość. 

 

 


Masz problem? Napisz do mnie. Czasem o trudnych rzeczach dobrze jest napisać do kogoś, kto jest daleko. To trochę tak, jak rozmawiać z księżycem. Napisz do mnie. Może nie będę Ci w stanie poradzić. Ale może mam podobny problem; wtedy oboje poczujemy się mniej samotni. Napisz do mnie, a może uda nam się przeżyć moment prawdziwej rozmowy.
K.
[email protected]

Droga Czytelniczko, Drogi Czytelniku, jeśli nie masz nic przeciwko temu, żeby Twój list został opublikowany w kolejnych odsłonach cyklu Karoliny Lewestam prosimy o dodanie w treści e-maila formułki o następującej treści: Wyrażam zgodę na publikację mojego listu w serwisie www.magazynpismo.pl w całości lub we fragmentach wybranych przez redakcję, ze wskazaniem mojego imienia, a także na dokonywanie przez redakcję korekty tekstu na potrzeby takiej publikacji. Dziękujemy!

FreshMail.pl