Twój dostęp nie jest aktywny. Skorzystaj z oferty i zapewnij sobie dostęp do wszystkich treści.


Przeczytaj i słuchaj bez ograniczeń. Zaloguj się lub skorzystaj z naszej oferty

Strategie przetrwania

Gdy dziecko dźwiga zbyt duży ciężar

Dziecko składa się z miliona różnych puzzli, które mogą powodować, że zachowuje się w taki, a nie inny sposób. Ale żeby to zauważyć, trzeba mieć sposobność do refleksji i zaciekawienia, bo czasem małe zmiany w tym systemie mogą pomóc dziecku funkcjonować – mówi Joanna Sass-Gust, psycholożka, seksuolożka i psychoterapeutka dzieci i młodzieży, członkini zarządu Fundacji Słonie na Balkonie.

„Państwa syn jest niegrzeczny”, „pana córka jest agresywna,” „pani synek od tygodnia siedzi w kącie i nie chce się bawić”, „musieliśmy zamknąć państwa dziecko w łazience, bo było pobudzone i biło inne dzieci, pani przedszkolanka poczuła się zagrożona” – jak często takie komunikaty słyszą rodzice małych dzieci? Gdy zwrócimy uwagę, że rośnie liczba dzieci, u których diagnozowane jest ADHD, spektrum autyzmu, ale także depresja – pewnie coraz częściej. Gdy jako rodzice, słyszymy takie słowa, zaczynamy szukać pomocy. I to jest moment, kiedy zderzamy się z systemem: oczekiwanie na diagnozę trwa, pomoc w poradniach psychologiczno-pedagogicznych nie przychodzi od razu, trafiamy do kolejki systemu, który często na końcu okazuje się niewydolny z braku dostępnych specjalistów.

Czasem w dwóch różnych miejscach usłyszymy dwie różne diagnozy dotyczące naszego dziecka, dwie różne porady jak z nim pracować. Co wtedy? Historie o bezradności rodziców, którzy szukając pomocy psychologicznej i diagnostycznej dla swoich dzieci wpadli w króliczą norę niepokoju, czekania, sprzecznych informacji i zwyczajnego lęku o zdrowie psychiczne swojego dziecka (a w pewnym momencie także swoje) zaprowadziły mnie do Joanny Sass-Gust, psycholożki i psychoterapeutki z łódzkiej Fundacji Słonie na Balkonie.

JOANNA SASS-GUST psycholożka, psychoterapeutka, wiceprezeska Fundacji Słonie na Balkonie. Przez dziewięć lat równolegle pracowała w szpitalu psychiatrycznym na oddziałach dziecięcych oraz w przyszpitalnej poradni zdrowia  psychicznego. Prowadzi terapię indywidualną oraz rodzinną, szkolenia rad pedagogicznych. Ukończyła psychologię na Uniwersytecie Łódzkim, podyplomowe studium z zakresu seksuologii na UAM, czteroletnie szkolenie psychoterapeutyczne w nurcie terapii systemowej rodzin oraz czteroletni kurs specjalizacyjny w zakresie psychologii klinicznej. 

Katarzyna Kazimierowska: Badania mówią, że około 2 procent małych dzieci doświadcza trudności z zakresu zdrowia psychicznego. Jak to wygląda z perspektywy państwa fundacji, która zajmuje się wsparciem psychicznym dzieci?

Joanna Sass-Gust: Odpowiem na to pytanie na przykładzie depresji. Badania pokazują, że dotyka ona co setne dziecko w wieku przedszkolnym czy wczesnoszkolnym. Uważam, że to bardzo zaniżona liczba. I chyba każdy specjalista od zdrowia psychicznego tak powie, bo dzieci często nie są odpowiednio diagnozowane. W naszej fundacji mamy pod opieką 400 dzieci rocznie i kolejkę na maj, czerwiec, a nawet na lipiec 2024 roku.

Brakuje miejsc? Czy ludzi?

Brakuje zarówno placówek, jak i odpowiednio wykwalifikowanych specjalistów, w ogóle sektor publiczny jest zaniedbany, a i do prywatnego gabinetu trudno się dostać. Ostatnio mój znajomy zadzwonił z pytaniem o psychiatrę dziecięcego, bo okazało się, że na prywatną wizytę trzeba czekać trzy miesiące. System zdrowia psychicznego zdecydowanie nie nadąża za potrzebami dzieci i młodych ludzi.

Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) podaje, że w ciągu kilku najbliższych lat depresja stanie się drugą z najbardziej śmiertelnych chorób po nowotworach, więc proszę pomyśleć, o jakiej skali problemu rozmawiamy. I nie mówię tylko o dzieciach, ale też o dorosłych.

Z jakimi problemami zdrowia psychicznego borykają się najmłodsi pacjenci waszej fundacji, czyli dzieci przedszkolne i wczesnoszkolne? Coraz więcej się mówi o zaburzeniach w tej grupie wiekowej, z każdym rokiem przybywa dzieci potrzebujących wsparcia. Jak pani to widzi ze swojej perspektywy?

Wyraźnie rośnie liczba dzieci, które wymagają opieki diagnostycznej, a potem odpowiedniego wsparcia terapeutycznego. Inaczej będziemy pracować z dzieckiem, które jest w spektrum autyzmu, a inaczej z takim, które cierpi na zaburzenia nastroju, na przykład depresję. Wreszcie inaczej pracuje się z dzieckiem z zaburzeniami aktywności uwagi, czyli ADHD. Ta diagnoza jest bardzo istotna, bo stanowi punkt wyjścia do dalszej pracy z dzieckiem i jego rodzicami. Gdy mówimy o wsparciu dziecka, to mówimy nie tylko o nim samym, ale także o jego rodzicach, rodzeństwie oraz o środowisku, w jakim przebywa, jak przedszkole czy szkoła.

Przeczytaj też: Nikt nie wyrasta z ADHD

Dlaczego dzieci coraz częściej wymagają opieki psychologicznej i psychiatrycznej?

Czynniki ryzyka czy przyczyny powstawania zaburzeń u dzieci są różnorodne. Pierwsza grupa to kwestie związane z biologią, w tym uwarunkowaniami genetycznymi. Zakłada się, że część trudności może mieć podłoże dziedziczne, genetyczne albo może powstawać w związku z jakimiś dysfunkcjami w organizmie.

Druga grupa to przyczyny związane z indywidualnymi predyspozycjami dziecka, czyli z jego temperamentem, osobowością, z tym, na ile jest ono podatne na stres, na ile potrafi sobie z nim poradzić. Na przykład dziecko o osobowości neurotycznej, czyli takie, które dużo się martwi, ma wrażliwy układ nerwowy, będzie bardziej narażone na występowanie zaburzeń depresyjnych.

Gdy mówimy o wsparciu dziecka, to mówimy nie tylko o nim samym, ale także o jego rodzicach, rodzeństwie oraz o środowisku, w jakim przebywa, jak przedszkole czy szkoła.

Trzecia grupa to te czynniki, które według mnie odgrywają największą rolę, czyli psychospołeczne, środowiskowe: to, co dziecko spotyka na co dzień, sytuacje, z którymi musi się mierzyć, system rodzinny, ale i pozarodzinny, czyli szkolny, przedszkolny, grupa rówieśnicza. To także doświadczenia, jakie dźwiga dziecko, jak przemoc czy zaniedbania. Dorzuciłabym tu też uzależnienie związane z elektroniką, z dostępem do mediów społecznościowych. A także wszystko to, co dziecko otacza i co go dotyczy, czynniki zewnętrzne – co słyszy, czyta, widzi.

Czytamy w prasie czy na forach rodzicielskich o izolowaniu „trudnych” czy „sprawiających trudności” dzieci od innych, o wyrzucaniu ich z przedszkoli i stygmatyzowaniu. Rodzice w takich sytuacjach czują się bezradni.

Mamy trochę inną perspektywę, bo jako fundacja kładziemy duży nacisk na pracę w środowisku. Poza psychologami, którzy przyjmują dzieci stacjonarnie, diagnozują, prowadzą terapię, mamy także naszą psycholożkę – terapeutkę środowiskową, która może pojechać do przedszkola czy szkoły, dowiedzieć się, jak sytuacja wygląda z drugiej strony, z perspektywy nauczycieli czy pedagogów w przedszkolu. Mamy dzięki temu możliwość zaproponowania placówce warsztatów psychoedukacyjnych.

Jeżeli sądzimy, że dziecko, które do nas trafia, ma na przykład trudności w relacjach rówieśniczych albo coś się dzieje w danej placówce, to możemy wysłać tam nasze psycholożki trenerki, które poświęcą czas na obserwację tego, jak dziecko funkcjonuje w tym konkretnym środowisku. Możemy zrobić warsztaty, żeby wesprzeć grupę rówieśniczą, czy szkolenie dla rady pedagogicznej, żeby pokazać nauczycielom, jak można pracować z dziećmi borykającymi się z trudnościami. I wyobrażam sobie, że to jest kierunek, w którym powinniśmy iść systemowo.

Proponujecie rodzicom i dzieciom terapię?

Tak, ale musi ona być dostosowana do potrzeb dziecka, zwłaszcza że nie wszystko można z nim przepracować podczas indywidualnej terapii. Mamy także grupy terapeutyczne, w których dzięki modelowaniu, nauce różnych reakcji, odnajdywaniu się w różnych dla siebie stresujących sytuacjach, dziecko zwiększa swoje kompetencje. I to jest coś, co powinno być dominujące w pracy z dziećmi. Indywidualna praca, diagnostyka przede wszystkim, owszem, ale także zapewnienie wsparcia w naturalnym środowisku dziecka, jak szkoła czy przedszkole.

Mówimy jednak o pewnym ideale, prawda? I to świetnie, że państwa fundacja ma gotowość, środki, zespół, żeby reagować w taki właśnie sposób. Ale wyobrażam też sobie, że mało jest takich organizacji, które są nastawione na tego typu prace.

Tak, ale proszę pamiętać, że działamy w ramach pierwszego poziomu Narodowego Funduszu Zdrowia, który zakłada wsparcie dziecka w środowisku. Dlatego jesteśmy wpuszczani do placówek opiekuńczo-wychowawczych. Takich fundacji jak nasza jest więcej, ale oczywiście nie zawsze udaje się tak zadziałać, żeby wesprzeć dziecko czy placówkę bądź zmienić środowisko dziecka na bezpieczniejsze, bardziej otwarte. Nie wynika to z naszych ograniczeń czy z niechęci szkół i przedszkoli, raczej z ogromu pracy do wykonania.

Proszę pomyśleć na przykład o nauczycielach matematyki czy polskiego w podstawówkach. To nie są osoby kształcone terapeutycznie – kończą studia w pewnym określonym kierunku, znają się na swoim przedmiocie, ale mogą mieć kłopot ze zrozumieniem dziecka z zaburzeniami psychicznymi. A rolą terapeutów, diagnostów i psychiatrów jest pokazywanie im perspektywy, której po prostu nie mają. To działania na poziomie systemowym.

Według mnie nauczyciel każdego przedmiotu powinien mieć w ramach studiów albo w trakcie kolejnych kursów rzetelnie wytłumaczone całe spektrum zachowań ucznia, tego, co się z nim może dziać. Powinien też mieć umiejętność rozpoznania, wstępnej diagnostyki.

Jako fundacja właśnie tego uczymy pedagogów czy nauczycieli, ale dopiero wtedy, gdy już trafią do szkół. A przecież mogliby się tego uczyć już na studiach. Kiedy ktoś jako kierunek kształcenia wybiera dydaktykę, to powinny się w tym zawierać zdecydowanie więcej zajęć z psychologii rozwojowej i rozumienie dziecka na różnych etapach jego rozwoju.

Z czym przychodzą do państwa rodzice i o jakich kłopotach opowiadają? Czy to ich inicjatywa, czy trafiają do was w sytuacji, gdy wymaga od nich reakcji placówka zaniepokojona zachowaniem dziecka?

Rodzice dzieci przedszkolnych zwykle przychodzą wtedy, kiedy panie w przedszkolu zauważają, że coś się dzieje z maluchem. Na przykład nie wykonuje poleceń. Albo – w ich ocenie – reaguje emocjonalnie nieadekwatne do bodźca: bardzo szybko i mocno zaczyna się złościć, ma kłopoty w relacjach rówieśniczych, ma problemy z koncentracją, z tym, żeby przysiąść, wykonać jakiś rysunek, jakąś pracę. Popada w konflikty. Albo z drugiej strony – jest nadmiernie wycofane, siedzi z tyłu i w ogóle nie uczestniczy w zajęciach, nie wchodzi w interakcje z dziećmi.

Albo inna powszechna sytuacja, gdy mija czas adaptacji w przedszkolu i pedagożki widzą, że nie ma poprawy w konkretnych zachowaniach dziecka. Zgłaszają to rodzicom, a ci wówczas szukają odpowiedzi na pytania, dlaczego tak się dzieje. I tak trafiają do nas.

Czyli rodzice przychodzą dopiero, gdy są sygnały z placówki?

To najczęstsza ścieżka. Proszę pamiętać, że dziecko do pewnego czasu jest tylko pod opieką rodziców albo najbliższej rodziny, ewentualnie niani. Dopiero kiedy idzie do przedszkola, gdy przez kilka godzin dziennie przebywa w zupełnie innym środowisku, w odmiennej dla siebie sytuacji, zaczynają się ujawniać niektóre zachowania, których wcześniej w ogóle nie prezentowało. Albo prezentowało, ale rodzice byli z nimi tak zasymilowani, że nie postrzegają ich jako coś kłopotliwego, a może dopiero w innym środowisku te zachowania stały się widoczne, bo pojawiły się w kontekście grupy, na tle rówieśników.

Przeczytaj też: To nie jest kraj dla małych ludzi

Są też dzieci, które funkcjonują w przedszkolu od jakiegoś czasu, zachowania są zgodne z danym etapem rozwoju. Ale w pewnym momencie ktoś dostrzega, że dziecko, które do tej pory wchodziło w relacje, współpracowało w grupie, wykonywało polecenia nauczyciela, zaczyna się zachowywać inaczej – nie słucha dorosłych, izoluje się od grupy. Najczęściej to wychodzi, bo mamy kontekst innych dzieci, zasady, rytm dnia. Wtedy można dość szybko wykryć zmiany.

Wyobrażam sobie różny kaliber sytuacji, zresztą sami rodzice o tym mówią, Z jednej strony zaniedbania i lekceważenie ze strony placówki, z drugiej niedostępna albo trwająca bardzo długo diagnoza, z trzeciej trudność w dostępie do specjalistów. Niełatwo w tym funkcjonować.

W dodatku te zaniedbania, jeżeli chodzi o pomoc psychologiczną i psychiatryczną dla dzieci, trwają latami. A nie da się szybko zakopać wszystkich dołków i dziur, które powstawały tak długo. Nie stworzymy nagle grupy wyspecjalizowanych psychologów, psychoterapeutów, diagnostów, psychiatrów dziecięcych, ponieważ to są ludzie, którzy muszą otrzymać odpowiednie procedury, nabyć umiejętności, kompetencje, doświadczenie.

My także borykamy się z tym problemem, ponieważ codziennie musimy decydować, które dziecko trafi do nas szybciej, a które może poczekać. To są czasami naprawdę dramatyczne decyzje. Bo jeśli spotykamy dziecko z myślami samobójczymi, to trzeba się nim zająć dzisiaj, a nie za pięć miesięcy. Do nas cały czas trafiają dzieciaki, które potrzebują pomocy od razu, więc sprężamy się na tyle, na ile możemy, rozciągamy czas jak gumę, bo wiemy, że dzieci nie mogą czekać.

Nie tylko rodzice zmagają się więc z tym problemem, także my jako terapeuci bardzo często czujemy się po prostu bezradni, bo nie wiemy, co zrobić w tej sytuacji, gdzie te dzieci przekazać. Bo jeżeli u nas trzeba czekać, to w innych ośrodkach niestety też. To powinien być priorytet dla osób, które są decyzyjne w Ministerstwie Edukacji i Nauki czy w Ministerstwie Zdrowia, żeby sprawnie powstawały ośrodki, w których dzieci w potrzebie szybko otrzymają pomoc.

Pomijając poziom ministerialny, co powinno się zdarzyć, żeby te tryby systemu przesunąć czy przyspieszyć?

Jeżeli mam dziecko w grupie przedszkolnej, które w mojej ocenie zachowuje się w sposób niezgodny na przykład z normami rozwojowymi, powinnam zdawać sobie sprawę, że jest to tylko góra i otoczka, pod którą coś się jeszcze kryje. Dziecko nigdy nie przyjdzie i nie powie, że ma problem, zły nastrój albo kłopoty ze spaniem od dłuższego czasu, tak jak zakomunikuje nam to dorosły.

Jeśli dziecko wykazuje pewne zachowania, które odbieram jako niegrzeczne, to tak naprawdę za tym coś się kryje. Jako osoba dorosła powinnam je poobserwować, zastanowić się, w jakim jest momencie rozwojowym, porozmawiać z rodzicami. Być może znajduje się w fazie zmiany, a może rodzice się teraz rozstają, jest mu trudno z jakiegoś powodu, a może jest po prostu głodne, w związku z czym jego reaktywność jest inna.

Dziecko składa się z miliona różnych puzzli, które mogą powodować, że zachowuje się w taki, a nie inny sposób. Ale żeby to zauważyć, trzeba mieć sposobność do refleksji i zaciekawienia, bo czasem małe zmiany w systemie mogą mu pomóc funkcjonować w tym systemie.

Jeśli dziecko wykazuje pewne zachowania, które odbieram jako niegrzeczne, to tak naprawdę za tym coś się kryje. Jako osoba dorosła powinnam je poobserwować, zastanowić się, w jakim jest momencie rozwojowym, porozmawiać z rodzicami.

I może w efekcie następnym razem, gdy dziecko będzie się zachowywało niezgodnie z zasadami, na przykład agresywnie, naszą reakcją nie będzie izolowanie. – Pomijam fakt, że jest to stygmatyzujące i na pewno nie wpływa na poczucie bezpieczeństwa w danym środowisku, a jest to niestety metoda do tej pory często stosowana. – Zamiast tego mogę się zastanowić, co innego działa na to dziecko, co pomaga wyregulować te emocje. Ale żeby to zrobić, muszę się na chwilę zatrzymać i o nim pomyśleć, zamiast szybko odsunąć je od rówieśników. Bo może uda się zrobić tak, że zadba się i o grupę, i o to konkretne dziecko.

Co jeszcze powinno się tak systemowo zmienić?

Jeżeli coś się dzieje z dzieckiem i widzimy to jako osoby, które pracują z nim w szkole czy w przedszkolu, bezwzględnie musimy się komunikować z rodzicami.

Ważna i potrzebna jest także otwartość placówek na wprowadzanie osób z zewnątrz, na przykład z poradni psychologiczno-pedagogicznej, bo czasami takie spojrzenie z boku pomaga zupełnie inaczej zabrać się za problem. Możemy czegoś nie widzieć, nie zdawać sobie z czegoś sprawy. Ktoś z zewnątrz może być obiektywnym głosem. Rodzice czy pedagodzy kierują się emocjami związanymi z dzieckiem, a to czasem może przyćmić sedno sprawy.

Czyli kilka osób wspólnie pochyla się nad tym, co się dzieje z danym dzieckiem, i wypracowują razem plan działania, tak?

Nie da się tego zrobić, jeżeli każdy będzie działał osobno: rodzice swoje, nauczyciele i pedagodzy swoje, psycholog swoje. To się po prostu nie uda, trzeba wszystko razem zasklepić, żeby miało sens.

Mamy często jasność działań przy rozpoznaniu u dziecka ADHD czy spektrum autyzmu, bo to najczęściej diagnozowane zaburzenia. Ale zastanawiam się, jak wygląda praca, gdy okaże się, że ten pięcio-, sześcio-, siedmiolatek ma depresję. Co wtedy?

Jeśli w trakcie rozmów czy diagnostyki uznamy, że kontekst środowiskowy ma znaczenie, że na przykład dziecko jest po trudnych doświadczeniach, pracujemy z nimi. Niekiedy jest to terapia razem z rodzicami albo grupowa. Jeśli się okazuje, że część objawów została wywołana sytuacją przedszkolną, pracujemy w tym środowisku. Jeżeli dziecko ma bardzo nasilone objawy depresyjne, czasami konieczna bywa farmakologia. Odpowiedź na to, jak pracować z dzieckiem, zależy od tego, z czym do nas przychodzi i co jest przyczyną stanu, w którym się znalazło.

Jeżeli jest to niestabilna sytuacja rodzinna, to jej ustabilizowanie pomaga dziecku lepiej i bezpieczniej się poczuć, a objawy zwykle stopniowo ustępują. Gdy przyczyną jest niska samoocena, która także jest częścią zaburzeń depresyjnych, albo gdy dziecko dostaje negatywne komunikaty na swój temat, ma poczucie, że do niczego się nie nadaje, pracujemy wtedy nad tym. Jeżeli dziecko nie ma relacji rówieśniczych, nie potrafi w nie wejść, to wtedy jest to obszar do pracy z neurologiem.

Wyobrażam sobie, że rodzice przychodzą z bardzo różnymi problemami, które ich niepokoją.

U małych dzieci częstym problemem są nasilone lęki. Są one rozwojowe i zwykle nie zaburzają codziennego funkcjonowania maluchów, które sobie z nimi radzą, gdy rodzice je wspierają. W końcu lęki mijają. Natomiast gdy lęk paraliżuje dziecko, gdy sprawia, że nie jest ono w stanie realizować swoich codziennych aktywności, albo gdy wpływa znacząco na jego relacje ze światem, z innymi, to warto się zgłosić po pomoc, bo ten stan może się pogłębiać.

Przeczytaj też: Rodzicielstwo. Smoki, lęk i trwoga

Rodzice małych dzieci przychodzą często z prośbą o wiedzę na przykład na temat rozstań, bo podjęli decyzję, że nie będą już razem, ale chcą wesprzeć swoje dziecko, pomóc mu przetrwać ten trudny czas. Po pomoc zgłaszają się także rodzice, którzy przebywają w szpitalu. Również w sytuacji, gdy dzieci doświadczają traumatycznych zdarzeń, jak śmierć kogoś bliskiego – wówczas rodzice potrzebują wsparcia, żeby dziecko przeszło proces żałoby, poradziło sobie z nim. Tych problemów jest więc naprawdę wiele.

Jest z czym przychodzić.

Jeżeli rodzic ma wątpliwości albo poczucie, że nie może sobie poradzić w danej sytuacji, zachęcamy do tego, żeby się z nami skonsultował. Czasami wystarczy jedno lub kilka spotkań, żeby z nim porozmawiać i dać mu narzędzia do pracy z dzieckiem. Rodzice zapominają, że to oni są ekspertami od swojego dziecka. I że to oni – poza psychologiem – mogą nad wieloma rzeczami pracować z synem czy córką. Mogą nauczyć dziecko regulowania emocji, tylko muszą mieć do tego narzędzia. I często jest tak, że małe dzieci niekoniecznie muszą być w terapii jeden na jeden z psychologiem, bo rodzice świetnie je emocjonalnie wspierają.

Mam wrażenie, że rodzice często nie wierzą w swoje kompetencje.

Rodzice są dziś w trudnej sytuacji. Ze wszystkich stron są bombardowani ogromną ilością informacji na temat tego, co muszą robić, jak się mają zachowywać, jakie powinny być ich relacje z dzieckiem. Te komunikaty są czasami sprzeczne, więc trudno wybrać jeden nurt czy metodę. Z drugiej strony, jeśli coś się dzieje, to rodzic ponosi winę, jest o wszystko oskarżany i wciąż dyscyplinowany, a to przecież trudne do zniesienia. W związku z tym traci poczucie kompetencji i sprawstwa. A gdy zachowanie dziecka zaczyna go niepokoić, uważa, że psycholog będzie wiedział lepiej, jak pomóc.

Rodzice są dziś w trudnej sytuacji. Ze wszystkich stron są bombardowani ogromną ilością informacji na temat tego, co muszą robić, jak się mają zachowywać, jakie powinny być ich relacje z dzieckiem.

A ja myślę, że to rodzic wie lepiej. Psycholog może mu tylko pomóc poukładać pewne rzeczy, dać jakieś narzędzia. Natomiast to rodzic jest odpowiedzialny za swoje dziecko i za swoją relację z nim. My jesteśmy po to, by pokazywać rodzicom, że są okej, że być może w danym momencie czegoś nie wiedzą, ale to też jest w porządku.

Czy mogłaby pani wskazać sygnały ostrzegawcze dla rodziców, zwłaszcza jeżeli nie dostają komunikatów z przedszkola czy szkoły, że coś jest nie tak?

ICD-11, czyli Międzynarodowa Statystyczna Klasyfikacja Chorób i Problemów Zdrowotnych jest ogromna, do każdego z zaburzeń istnieją zupełnie inne kryteria diagnostyczne. Inaczej będziemy mówić o ADHD, inaczej o spektrum autyzmu, jeszcze inaczej o depresji, zaburzeniach lękowych czy zaburzeniach adaptacyjnych. Dla rodzica powinny być istotne wszelkie zmiany w zachowaniu dziecka. Jeżeli zaobserwujemy, że w domu, w przedszkolu, z rówieśnikami zaczyna się zachowywać inaczej niż dotychczas, w sposób dla siebie nietypowy, to powinno nas zaniepokoić.

Co to znaczy „nietypowy”?

Na przykład inaczej niż wcześniej radzi sobie z przeżywaniem emocji i ten stan trwa. Oczywiście dzieci nieustannie się rozwijają, w związku z czym mogą mieć lepsze i gorsze dni, to się zmienia dynamicznie, zależnie od tego, co się dzieje, od natężenia zmęczenia, stresorów, wydarzeń w przedszkolu, miliona rzeczy. Ale gdy to jest coś, co obserwuję i co trwa tydzień, dwa, trzy, to powinna być taka lampka ostrzegawcza. Jeżeli moje bardzo towarzyskie dziecko zaczyna się izolować, jest dużo bardziej płaczliwe, niż było kiedyś, albo bardzo pobudzone, albo jest cały czas poddenerwowane czy łatwo wyprowadzić je z równowagi, a wcześniej tak nie było, czyli zachowuje się w kontraście do tego, co znamy, jest to powód do niepokoju. Nie należy tego bagatelizować.

Przeczytaj też: Wypalony jak rodzic?

Także gdy na tle grupy rówieśniczej odnosimy wrażenie, że nasze dziecko nie jest na tym etapie rozwoju, co pozostali, na przykład widzimy, że inne dzieci ze sobą współpracują, porozumiewają się, a moje nie potrafi nawiązywać relacji, izoluje się albo próbuje je nawiązywać poprzez agresję, to powinien być dla nas sygnał.

Jeżeli nasze dziecko odbiega komunikacyjnie od rówieśników, warto się temu przyjrzeć, pójść do logopedy i zapytać. Zawsze lepiej jest sprawdzić i dowiedzieć się, że norma jest szeroka, niż zaniechać czegoś czy coś zaniedbać.

Tych obszarów jest chyba milion.

Tak, ale jeśli znamy swoje dziecko, wiemy, co lubi, czego nie lubi, jak się zachowuje, co przeżywa, co je smuci, martwi, jesteśmy w stanie wychwycić te niepokojące aspekty. Tu dochodzą jeszcze sygnały z ciała, na przykład gdy dziecko jest szczególnie zmęczone w ostatnim czasie albo boli je głowa czy brzuch – to są objawy, że coś się dzieje, zwłaszcza u małych dzieci mogą mieć podłoże emocjonalne. A dziecko nie zachowa się jak dorosły, nie przyjdzie i nie powie, że boli je brzuch, bo się czegoś boi albo coś przeżywa czy rozpacza z jakiegoś powodu. Ale ból może świadczyć o tym, że dźwiga coś trudnego emocjonalnie dla siebie.

Mamy dzieci wymagające uważności. Przypominam sobie teraz początek naszej rozmowy, że depresja dotyka dzieci, ale przede wszystkim dorosłych.

Jeśli dorośli nie mają wsparcia, źle się czują, to dzieci także nie mają szansy czuć się dobrze. Przed chwilą mówiłyśmy o tym, że rodzice są najlepszymi obserwatorami swoich dzieci, ekspertami od nich, i trzeba im oddać część sprawczości, żeby zaufali sobie. Przecież to jest naprawdę czasem podwójne obciążenie, prawda?

Co wtedy?

Gdy podczas rozmowy z rodzicem widzimy, że jest w kiepskiej formie, to mówimy mu wprost, że musi zadbać o siebie, na przykład pójść do psychologa na terapię. Albo po prostu odpocząć. Musi zająć się sobą, żeby dziecko też czuło się lepiej. Bo rodzic w kiepskiej kondycji nie będzie w stanie wykrzesać z siebie siły, aby wspierać dziecko.

Newsletter

Pismo na bieżąco

Nie przegap najnowszego numeru Pisma i dodatkowych treści, jakie co miesiąc publikujemy online. Zapisz się na newsletter. Poinformujemy Cię o najnowszym numerze, podcastach i dodatkowych treściach w serwisie.

* pola obowiązkowe

SUBMIT

SPRAWDŹ SWOJĄ SKRZYNKĘ E-MAIL I POTWIERDŹ ZAPIS NA NEWSLETTER.

DZIĘKUJEMY! WKRÓTCE OTRZYMASZ NAJNOWSZE WYDANIE NASZEGO NEWSLETTERA.

Twoja rezygnacja z newslettera została zapisana.

WYŁĄCZNIE DLA OSÓB Z AKTYWNYM DOSTĘPEM ONLINE.

Zaloguj

ABY SIĘ ZAPISAĆ MUSISZ MIEĆ WYKUPIONY DOSTĘP ONLINE.

Sprawdź ofertę

DZIĘKUJEMY! WKRÓTCE OSOBA OTRZYMA DOSTĘP DO MATERIAŁU PISMA.

Newsletter

Pismo na bieżąco

Nie przegap najnowszego numeru Pisma i dodatkowych treści, jakie co miesiąc publikujemy online. Zapisz się na newsletter. Poinformujemy Cię o najnowszym numerze, podcastach i dodatkowych treściach w serwisie.

* pola obowiązkowe

SUBMIT

SPRAWDŹ SWOJĄ SKRZYNKĘ E-MAIL I POTWIERDŹ ZAPIS NA NEWSLETTER.

DZIĘKUJEMY! WKRÓTCE OTRZYMASZ NAJNOWSZE WYDANIE NASZEGO NEWSLETTERA.

Twoja rezygnacja z newslettera została zapisana.

WYŁĄCZNIE DLA OSÓB Z AKTYWNYM DOSTĘPEM ONLINE.

Zaloguj

ABY SIĘ ZAPISAĆ MUSISZ MIEĆ WYKUPIONY DOSTĘP ONLINE.

Sprawdź ofertę

DZIĘKUJEMY! WKRÓTCE OSOBA OTRZYMA DOSTĘP DO MATERIAŁU PISMA.

-

-

-

  • -
ZAPISZ
USTAW PRĘDKOŚĆ ODTWARZANIA
0,75X
1,00X
1,25X
1,50X
00:00
50:00