Twój dostęp nie jest aktywny. Skorzystaj z oferty i zapewnij sobie dostęp do wszystkich treści.


Czytaj i słuchaj bez ograniczeń. Zaloguj się lub skorzystaj z naszej oferty

Apteczka

Barbara Sowa. Elektroniczny paracetamol

Moja apteczka waży obecnie 187 gramów i bez problemu mieści się w kieszeni. Rzadko się z nią rozstaję, nawet w nocy. Leży na stoliku obok łóżka i budzi mnie rano odgłosami niezidentyfikowanego plumkania. W tej apteczce trzymam leki na większość przypadłości wieku średniego – zmęczenie życiem, rozczarowanie rzeczywistością, a nawet ból pleców. Dzięki niej pod ręką mam zawsze „telefon do przyjaciela”, zdjęcia z wakacji, notatki, nagrania z koncertów, śmieszne filmiki z kotami, wirtualne spacery po muzeach i przede wszystkim muzykę. Duchowe przypadłości najchętniej leczę „dousznie”.

Na osłabienie i brak energii stosuję kurację z mocniejszego bitu. Skrillex, Moderat, Caribou, The Blaze, Paul Kalkbrenner, Justice lub stary dobry Fatboy Slim zawsze pobudzają krążenie. Kręgosłup jest mi wdzięczny, nawet jeśli tańczę tylko przy garach w kuchni, wywijając zmywakiem. 

Zestaw muzycznych blistrów zmienia się za to diametralnie, gdy dopada mnie melancholia, albo kiedy zwyczajnie jestem wkurzona. Wtedy częściej sięgam po artystów z polskiego podwórka. Choćby po to, by zanucić pod nosem znaną frazę. Śpiewanie zawsze miało dla mnie terapeutyczną moc. Ale wolę tego nie robić przy świadkach, chyba że na koncercie. Ostatnio okazji ku temu było jednak niewiele.

Nie ma lepszej odtrutki na szarą rzeczywistość niż teatr wyobraźni, jaki fundują nam audiobooki i podcasty. Zwłaszcza, że można ich słuchać bez konieczności wlepiania oczu w kolejne ekrany.

Gdy pojawi się otwarta rana, opatruję ją bandażem z dużą zawartością tekstów Kaśki Nosowskiej, muzycznej idolki z dzieciństwa, jednej z nielicznych, które przetrwały próbę czasu. Z podobnym uwielbieniem słuchałam jej na dwukasetowym jamniku, który był moją pierwszą, kulturalną „apteczką”, co dziś, korzystając z serwisów streamingowych. Staram się jednak rzucać wyzwanie algorytmom. „Tak łatwo mnie nie zaszufladkujecie!” – mówię sobie w duchu i odpalam kawałki Zdechłego Osy na zmianę z The Very Polish Cut Outs, którzy odkurzają zapomniane perełki polskiej muzyki rozrywkowej i PRL-owskiej elektroniki. Podejrzewam jednak, że mimo tych wysiłków sztuczna inteligencja już mnie przejrzała i przykleiła mi stosowną etykietę. Zbyt często podsuwa mi coś, co idealnie trafia w moje upodobania. 

Muzykoterapia, choć skuteczna, nie zawsze się sprawdza. Długoterminowo najlepiej koi książka. W obawie przed tym, żeby nie zamienić mieszkania w bibliotekę i zachować choć trochę miejsca na meble ratowane ze śmietników, przerzuciłam się na e-booki. Ale prawda jest taka, że wolę czytać książki wydane na papierze. „Traktat o łuskaniu fasoli” Wiesława Myśliwskiego, „Dryfując do Betlejem” Joan Didion, „Pogłos” Ewy Lipskiej czy książki Vonneguta oraz Dukaja stoją na regale tuż obok poradników Adama Słodowego. Do beletrystyki wracam jednak rzadko. Jeśli już, to ulubione książki odświeżam w wersji audio. Nie ma lepszej odtrutki na szarą rzeczywistość niż teatr wyobraźni, jaki fundują nam audiobooki i podcasty. Zwłaszcza, że można ich słuchać bez konieczności wlepiania oczu w kolejne ekrany.

darowizna na rzecz fundacji pismo

Od dawna nie mam w domu telewizora. Być może dlatego coraz mniej czasu poświęcam filmom i serialom. Ale mam swoich ulubionych twórców, dla których popędzę do kina lub wykupię abonament w kolejnym serwisie VOD. Na tej liście jest Charlie Brooker, bracia Cohen, Paolo Sorrentino, Andriej Zwiagincew, Michael Haneke i Maren Ade – reżyserka filmu „Toni Erdmann”, ponoć najsmutniejszej komedii świata. Ade lubi testować cierpliwość swoich fanów, na jej nowy film czekam już pięć lat.

Moja przenośna apteczka zawiera też sporo niezdrowego „stuffu”. Takiego, który zamiast leczyć, uzależnia, a zamiast poprawiać humor – tylko go pogarsza. Ale i na to mam lekarstwo. Najskuteczniejszym sposobem jest praca z cykliną (dla niewtajemniczonych – to takie narzędzie do odnawiania mebli) albo wyjazd w głuszę i całodniowe spacery tam, gdzie nie dochodzi żaden sygnał komórkowy.

-

-

-

  • -
ZAPISZ
USTAW PRĘDKOŚĆ ODTWARZANIA
0,75X
1,00X
1,25X
1,50X
00:00
50:00