Twój dostęp nie jest aktywny. Skorzystaj z oferty i zapewnij sobie dostęp do wszystkich treści.


Przeczytaj i słuchaj bez ograniczeń. Zaloguj się lub skorzystaj z naszej oferty

Apteczka

Tom Smith. Dać sobie powoli gasnąć

POSŁUCHAJ

Rysunek Anna Głąbicka

Moja apteczka przypomina wehikuł czasu. Gdy po nią sięgam, wracam pamięcią do najważniejszych muzycznych odkryć sprzed lat. Przy okazji wspominam to, kim wtedy byłem i co czułem. Pierwszym przystankiem w tej podróży do przeszłości jest rok 1994. Miałem wtedy 13 lat i właśnie odkryłem kultowy tygodnik muzyczny „NME”. Nużyło mnie to, czego słuchali moi rodzice, byłem złakniony mocniejszych brzmień. Chciałem wiedzieć wszystko o rockowych albumach i ich twórcach, których sylwetki przybliżano na łamach magazynu. Wtedy też po raz pierwszy usłyszałem Oasis. Świat oszalał na punkcie ich debiutanckiego albumu Definitely Maybe, a ja razem z nim. To był również moment, w którym zrozumiałem, że chciałbym nauczyć się grać na gitarze i zacząć pisać własne utwory.

Słuchanie Oasis przyprawiało mnie o ekscytację, jednak prawdziwie emocjonalną więź z muzyką zbudowałem dopiero kilka lat później. Pamiętam, gdy mając 16 lat, zamykałem się w swoim pokoju i na zapętleniu słuchałem albumu Murmur R.E.M. Nie rozumiałem wtedy jeszcze, dlaczego chcę z nim spędzać tak dużo czasu, ale chyba podświadomie czułem już, że to właśnie tego rodzaju melancholijne brzmienia najbardziej we mnie rezonują. Podobnie było z utworami Radiohead. Pisząc pierwsze teksty, marzyłem o tym, by miały one w sobie tyle głębi, co ich utwór High and Dry. Od tamtej pory minęło prawie 30 lat, a ja w dalszym ciągu robię dokładnie to samo: siedzę w domu z gitarą i piszę smutne piosenki.

Wielu muzyków nie potrafi żyć bez adrenaliny, jaką dają występy na żywo. Ja nigdy do nich nie należałem. Gdy zaczynałem tworzyć piosenki, nie myślałem o sobie nawet jak o wokaliście, a tym bardziej frontmanie zespołu rockowego. I choć przez lata koncertowania z Editors zdążyłem oswoić się ze sceną, wciąż mam poczucie, że gdy co wieczór wychodzę śpiewać przed publicznością te same kawałki, sens napisanych słów coraz bardziej się ode mnie oddala, a ja staję się jedynie własną kserokopią. Dlatego utwór ma dla mnie największe znaczenie w chwili swoich narodzin. I to od tych momentów – gdy emocje zamieniają się w wersy – jestem najbardziej uzależniony.

Długo zbierałem się do tego, by nagrać solowy album. Ten pomysł kiełkował w mojej głowie od prawie dekady, ale wcześniej nie miałem odwagi, by podjąć się jego realizacji. Zacząłem pisać utwory bardziej osobiste od tych, które mogłyby się znaleźć na kolejnym krążku Editors lub powstałyby z myślą o współpracy z Andym Burrowsem [brytyjskim muzykiem znanym z grup Razorlight i We Are Scientists, z którym Smith nagrał dotychczas dwa albumy studyjne – przyp. red.], choć to z nim początkowo chciałem nad nimi pracować. Szybko uświadomiłem sobie jednak, że te piosenki wyrosły na innym gruncie – napisał je gość po czterdziestce, obserwujący starzejących się rodziców i wchodzących w dorosłość synów, z nostalgią wspominający minione czasy. Granie z zespołem jest jak sen o wiecznej młodości, podtrzymuje iluzję o byciu Piotrusiem Panem. Na There Is Nothing In The Dark That Isn’t There In The Light chciałem zmierzyć się z życiem, które zdążyło mnie dogonić. Zaakceptowałem fakt, że zmiany są nieuniknione. Zrobiłem to bez żalu i frustracji. I co najważniejsze – zrobiłem to sam.

Ten proces był dla mnie również próbą zachowania wspomnień. O tym opowiada utwór Lights of New York City, z którego jestem szczególnie dumny. Wspominam w nim moją pierwszą wizytę w mieście ponad 20 lat temu i towarzyszący jej entuzjazm. Przyglądam się młodemu chłopakowi, który łapczywie chłonął świat, i żegnam się z nim. Neil Young śpiewał kiedyś, że „Lepiej spłonąć, niż powoli gasnąć” (It’s better to burn out than to fade away). Wtedy może przyznałbym mu rację. Dziś wolę jednak wierzyć, że: „Życie jest po to, by je przeżyć. Żyj więc, póki trwa” (Life is for living. Live it till it’s gone).

Rozmawiał i przełożył Mateusz Roesler


Masz przed sobą otwartą treść, którą udostępniamy w ramach promocji „Pisma”. Odkryj pozostałe treści z magazynu, także w wersji audio. Jeśli nie masz prenumeraty lub dostępu online – zarejestruj się i wykup dostęp.

Newsletter

Pismo na bieżąco

Nie przegap najnowszego numeru Pisma i dodatkowych treści, jakie co miesiąc publikujemy online. Zapisz się na newsletter. Poinformujemy Cię o najnowszym numerze, podcastach i dodatkowych treściach w serwisie.

* pola obowiązkowe

SUBMIT

SPRAWDŹ SWOJĄ SKRZYNKĘ E-MAIL I POTWIERDŹ ZAPIS NA NEWSLETTER.

DZIĘKUJEMY! WKRÓTCE OTRZYMASZ NAJNOWSZE WYDANIE NASZEGO NEWSLETTERA.

Twoja rezygnacja z newslettera została zapisana.

WYŁĄCZNIE DLA OSÓB Z AKTYWNYM DOSTĘPEM ONLINE.

Zaloguj

ABY SIĘ ZAPISAĆ MUSISZ MIEĆ WYKUPIONY DOSTĘP ONLINE.

Sprawdź ofertę

DZIĘKUJEMY! WKRÓTCE OSOBA OTRZYMA DOSTĘP DO MATERIAŁU PISMA.

Newsletter

Pismo na bieżąco

Nie przegap najnowszego numeru Pisma i dodatkowych treści, jakie co miesiąc publikujemy online. Zapisz się na newsletter. Poinformujemy Cię o najnowszym numerze, podcastach i dodatkowych treściach w serwisie.

* pola obowiązkowe

SUBMIT

SPRAWDŹ SWOJĄ SKRZYNKĘ E-MAIL I POTWIERDŹ ZAPIS NA NEWSLETTER.

DZIĘKUJEMY! WKRÓTCE OTRZYMASZ NAJNOWSZE WYDANIE NASZEGO NEWSLETTERA.

Twoja rezygnacja z newslettera została zapisana.

WYŁĄCZNIE DLA OSÓB Z AKTYWNYM DOSTĘPEM ONLINE.

Zaloguj

ABY SIĘ ZAPISAĆ MUSISZ MIEĆ WYKUPIONY DOSTĘP ONLINE.

Sprawdź ofertę

DZIĘKUJEMY! WKRÓTCE OSOBA OTRZYMA DOSTĘP DO MATERIAŁU PISMA.

-

-

-

  • -
ZAPISZ
USTAW PRĘDKOŚĆ ODTWARZANIA
0,75X
1,00X
1,25X
1,50X
00:00
50:00