Twój dostęp nie jest aktywny. Skorzystaj z oferty i zapewnij sobie dostęp do wszystkich treści.


Czytaj i słuchaj bez ograniczeń. Zaloguj się lub skorzystaj z naszej oferty

Opowiadanie

Shuggie Bain

Jeździła mopem z szarą końcówką po schodach, przerywając co jakiś czas swój taniec, żeby wykręcić go gołymi rękami. Intensywny, kwaśny zapach wybielacza i żywicy sosnowej szczypał ją w oczy, gdy przeganiała brudną wodę ze schodka na schodek, wypychając ostatnią małą falę z drzwi wejściowych do kamienicy. Wywlekła ciężkie blaszane wiadro na ulicę i wylała słonawą wodę, która spłynęła w dół pagórka. Półnagie dzieciaki wskoczyły do tej nowej rzeczki, tańcząc i krzycząc z radości.

Przez resztę poranka Lizzie prała prześcieradła w blaszanej wanience Agnes. Nigdy by tego nie przyznała, ale tęskniła za pralnią. Uwielbiała jej rytualność; było to miejsce wolne od mężczyzn, wolne od dzieci, gdzie kobiety mogły dzielić się tą cząstką siebie, o której nie dało się rozmawiać w kościele. Płaciła, dostawała własny zlew i wrzucała zasłony i ubrania robocze, by namoczyć je w głębokiej, wrzącej wodzie. Gdy brud odklejał się od materiału, kobiety stawały w półkolu i zamieniały mydliny na plotki. W Germiston nie działo się nic, o czym pralnia by nie wiedziała.

Teraz, zdawała sobie z tego sprawę, gadały o niej. Teraz czekały, aż skończy przy wyżymaczce; żegnały się z nią radośnie, a gdy znikała, rozszarpywały jej dobre imię na strzępy, jakby oskubywały starą kość z resztek szynki.

Gdy krztusiła się brudem z ubrań, wielkie fale wody przelewały się przez krawędzie blaszanej wanienki. Przeklinała ten bajzel, ale przynajmniej nie musiała już więcej prać jego rzeczy. Przynajmniej nie musiała już prać Wulliemu Campbellowi. Nie mogła sobie zresztą wyobrazić, jak mieści się tutaj któryś z jego roboczych kombinezonów. Nie wystarczyłoby miejsca na wodę.

rysunki Kasia Kozakiewicz

Lizzie z czerwoną twarzą ugniatała pranie, gdy dostrzegła, że Agnes się kręci w pobliżu, jej białe skarpetki z falbankami nasiąkały zbierającymi się w kałużę mydlinami. Podniosła córeczkę z mokrej podłogi. Posadziła ją na kuchennym krześle i poprawiła aksamitną kokardę w jej włosach.

– Zgłodniała żeś pewnie znowu, co?

Czoło jej się zmarszczyło, gdy przebiegała palcami po półkach w szafce. Nie było nic do jedzenia: kilka ospowatych ziemniaków, kostka żwirowatego smalcu i torebka mąki, która wyglądała na tak zmaltretowaną, jakby zasysała ją wewnętrzna pustka. Sięgnęła ręką za chlebak, wyjęła z dolnej półki pudełko po płatkach mydlanych i delikatnie je przechyliła. Wyturlały się z niego trzy jajka. Były brązowe i …

Chcesz przeczytać do końca? Wykup dostęp online

Zapewnij sobie dostęp do ulubionych tekstów, nagrań audio, a także miesięcznika w wersji na czytniki.

Wykup dostęp online

Fragment pochodzi z książki Douglasa Stuarta, Shuggie Bain, w przekładzie Krzysztofa Cieślika, która ukaże się 16 czerwca 2021 roku nakładem Wydawnictwa Poznańskiego.

-

-

-

  • -
ZAPISZ
USTAW PRĘDKOŚĆ ODTWARZANIA
0,75X
1,00X
1,25X
1,50X
00:00
50:00