Wersja audio
Jedno kółko i tak odbijało na bok, obracało się wokół własnej osi i co parę metrów próbowało z czegoś wyskoczyć – z czego, nie wiedziała. Nie znała tych nazw, nie rozumiała mechanizmu, poprawiała je adidasem, żeby nie ściągało wózka i jej wraz z nim w krzaki. – To kółko coś tam wariuje, musisz uważać – powiedziała jej mama, która też nie wiedziała, jak nazywają się te części. Pracowała na kasie, z pieniędzmi, wszystkie te metalowe i aluminiowe rzeczy rozdzielali, ważyli i wyceniali inni. Ale, jak każdy czasem, ona też przywoziła na złom własne rzeczy i do tego potrzebny był wózek.
Nie tylko kółko sprawiało Amandzie problemy. Źle też rozmieściła ciężar. Tłuściutki, choć wybebeszony bojler wsadziła trochę za bardzo na przód, zamiast bliżej siebie, i teraz ciągnął wózek w dół. Musiała używać dodatkowej siły, żeby jej się to wszystko nie wywaliło. Na chodniku by tego nie uciągnęła. Tu się udawało, choć powoli, wolniej, niż podejrzewała. I jeszcze te przeszkody.
W poprzek alejki leżał wielki pies i nie wyglądał, jakby zamierzał się ruszyć. Ciężki, czarny łeb oparł na łapach, oczy miał wbite w ziemię, jak te psy, co kiedyś siedziały z ludźmi zbierającymi drobne do czapek czy kartonów. Wyglądał, jakby mógł pamiętać te czasy, i zachowywał …
Aby przeczytać ten artykuł, zaloguj się lub skorzystaj z oferty.
Dostęp do tego materiału mógłby kosztować 14,99 zł. My w tej cenie dajemy Ci miesięczną subskrypcję wszystkich naszych treści. Wypróbuj, możesz zrezygnować w każdej chwili.
Dostęp online
wersja audio i na czytniki,
dostęp do aplikacji i serwisu
14,99 / miesiąc
Prenumerata
co miesiąc papierowe wydanie,
dostęp online do aplikacji i serwisu
24,99 / miesiąc
