Opowiadanie

Kurz

  • autor
  • Jaume Cabré

Często zastanawiała się, ile tysięcy książek mieściło się w tym domu. Ale tak bardzo bała się utraty pracy na skutek jakiegoś fałszywego kroku, że od samego progu chodziła na paluszkach, z namaszczeniem wstrzymywała oddech i nie odważyła się o to zapytać gospodarza.

Robiła tylko to, co do niej należało: w poniedziałki, środy i piątki wypełniała fiszki swoim starannym, kaligraficznym pismem. A we wtorki i czwartki odkurzała, ponieważ kurz na książce jest karygodnym znakiem niedbałości. Początkowo używała do tego wilgotnej ściereczki, ale grzbiety poczernione latami zapomnienia pod wpływem wody pokrywały się ciemną powłoką, co tylko pogarszało sytuację. Wtedy Tere poradziła jej, że lepszy będzie odkurzacz, a w razie jego braku, tradycyjna miotełka z piór. Musiała wybrać opcję tradycyjną, bo nawet nie przeszło jej przez myśl, że mogłaby zapytać pana Adriana, czy posiada coś takiego jak odkurzacz. A na książkach, którymi teraz się zajmowała, nagromadziła się spora warstwa kurzu, i musiała ją jak najszybciej usunąć, zanim on to dostrzeże.

Pan Adrian stanowił dla niej zagadkę. Może był milionerem; na pewno samotnym. Nigdy nie wychodził z domu, ciągle czytał, porządkował książki, redagował fiszki albo je przeglądał bądź też rozpakowywał, ciesząc się jak dziecko, paczki z nowymi nabytkami, a były to w większości książki sfatygowane, stare, niektóre bardzo stare. Te książki to jego obsesja. Toni miał obsesję na punkcie seksu, pan Adrian też miał fioła, ale na punkcie książek. Dziś, kiedy przypadało odkurzanie, będzie wykończona, z wysuszonym gardłem i nosem i ze smakiem kurzu na podniebieniu, bo w tym domu półkom z książkami nie było końca i kurz im towarzyszył z determinacją godną kurzu.

Słyszała za sobą, jak wertuje książkę, którą trzymał na pulpicie, i przyszło jej do głowy, że nie można tak spędzać życia: „Człowiek powinien się ruszać, oddychać świeżym powietrzem, rozmawiać z ludźmi, skusić się na jakąś przekąskę, na przykład na anchois, no nie wiem. A on nie robił żadnej z tych rzeczy”.

Wiktoria zeszła z drabiny, niezbędnej do odkurzenia poezji orientalnej. Kątem oka zauważyła, albo tylko jej się wydawało, że pan Adrian ją obserwuje. Kiedy chciała się upewnić, on już się pogrążył w lekturze.

Pierwszego dnia, kiedy powitał ją w drzwiach z tą obojętnością, z którą traktował wszystko poza książkami, zapytał ją o wiek. Odpowiedziała:

– Dwadzieścia lat.

I przestraszyła się, że jest za młoda, a ona potrzebowała tej pracy, bo jesienią miała wyjść za mąż. Wiek nie stanowił problemu; brak doświadczenia również. Ani też nie przesądził deklarowany przez nią zamiar studiowania bibliotekoznawstwa. Wiedziała, że tym, co przekonało do niej pana Adriana, był delikatny sposób, w jaki wzięła w ręce książkę, którą podał jej przez zaskoczenie.

rysunek Hanna Pyrzyńska

„Ujęła ją delikatnie, niemal z miłością, tak jak Elisa, kiedy sięgnęła po przybornik do haftowania, dowiedziawszy się o śmierci ukochanego (Ballys, Elisa Grant, Pittsburg 1833). A na dodatek okazało się, że ma piękny charakter pisma. To był świetny pomysł zatrudnić kogoś do pomocy, bo sam nie daję rady – myślał. – Dziś dokończę Voyage d’hivern (Lyon 1902). Gaston Laforgue to typ pedantycznego gawędziarza, ale i tak dostarczył mi materiału do sześciu fiszek. Jedna o naturze sztuki, bardzo ładny cytat. Natomiast jeśli chodzi o życiorys Schuberta, nie miał o nim zielonego pojęcia. A od jutra zaczynam dzieła zebrane Daria Longa (wydane nakładem autora, Trieste 1932); zapowiadają się obiecująco, sądząc po tym, co zauważyłem przedwczoraj, rozcinając kartki. Nie powinienem był jej prosić o porządki w poezji orientalnej, bo teraz mnie rozprasza. Należało wysłać ją do moralistów środkowoeuropejskich XVIII i XIX wieku, też dawno już nieodkurzanych”.

Toni miał obsesję na punkcie seksu, pan Adrian też miał fioła, ale na punkcie książek.

Ponieważ zostawiła ściereczkę przy dziełach dynastii han, Wiktoria ponownie musiała wspiąć się po schodkach i pan Adrian znów miał jej tyłek w zasięgu wzroku. Stwierdził, że tak sobie wyobrażał tyłek Andromachy na podstawie wydania z Cambridge: solidny, a jednocześnie dyskretny. „No, wreszcie sobie poszła” – westchnął w duchu i skoncentrował się na czytaniu, podczas gdy Wiktoria opuszczała bibliotekę z wiadrem, ścierkami, miotełką do kurzu, drabiną i tyłkiem Andromachy, po cichu, odnotowując fakt, że pan Adrian nie może się oderwać od książki o Schubercie, i w korytarzu wytapetowanym książkami myślała: „To niemożliwe, niemożliwe, parę dni temu pochłaniał z pasją słownik filologiczny języka włoskiego, a wcześniej pogrążył się w rozprawie The Emotions and the Will Alexandra Baina, z powodu której chodził przez kilka dni z błędnym wzrokiem. Co to za jeden, ten Bain?”.

– Kobieto, co ty pieprzysz!

Toni się irytował, niezadowolony, że Wiktoria zawraca mu głowę swoją robotą, kiedy oboje mogli poleniuchować. Jego zdaniem pan Adrian był po prostu stuknięty i tyle. A Wiktoria nie odzywała się, bo już prawie się pogodziła z tym, że z każdym dniem jest coraz trudniej dogadać się z Tonim. Bo do doskonałości Toniemu brakowało wykształcenia, wyrafinowanego gustu, dyskrecji i ciekawości intelektualnej pana Adriana.

Soboty i niedziele były jego ulubionymi dniami, bo wtedy znajdował się w domu sam, bez nieprzewidywalnej obecności Wiktorii.

Dlaczego Toni tak się od niego różnił? Nie umiała sobie odpowiedzieć. Również nie wiedziała, czemu w tym domu nie było Magrisa, Garcíi Márqueza, Goethego, Pedrola, Gaardera i Manna. Dlaczego do autorów czytanych przez pana Adriana należał Ludwig Tieck (Kaiser Octavian), Giuseppe Spalletti (Saggio sopra la bellezza) oraz Jacob de Montfleury (L’école des jaloux)? Dlaczego kolekcjował cytaty z tych autorów, a nie nabył ani jednego Faulknera? Któregoś dnia zapisała sobie na chybił trafił parę tytułów, żeby sprawdzić, czy mają coś z tego w bibliotece – ani jednego. Nawet Tere, która tyle lat tam pracowała, nigdy o nich nie słyszała. Dosłownie nigdy.

I ta herbata. Poza książkami, herbata. Pił codziennie sześć czy siedem filiżanek. Pił zieloną herbatę, bo ta jego zdaniem służyła relaksowi ciała i pomagała utrzymać umysł w czujności. Nie wiedziała natomiast, że pan Adrian był wegetarianinem, o ile potrafił się oderwać od lektury. Tego nie mogła wiedzieć, bo i skąd – jej musiało wystarczyć, że jest schludny, że dobrze płaci, że na Boże Narodzenie dał jej premię, że nie zrzędzi oraz że niewiele mówi, jakby miał świadomość, że w jego wieku nie ma się czasu do stracenia. Nigdy żadnego niepotrzebnego gestu. Nigdy. Idealny mężczyzna, mimo że trzydzieści lat od niej starszy.

Zarejestruj się, by przez miesiąc czytać Pismo bez ograniczeń.

Liczba artykułów dostępnych w całości bez logowania się w naszym serwisie: 0 z 0

Zarejestruj się

*Opowiadanie Jaume Cabré Kurz pochodzi z tomu Podróż zimowa, który ukaże się nakładem wydawnictwa Marginesy w maju.

Czytaj także

FreshMail.pl