Opowiadanie

Laurence Olivier żyje!

  • autor
  • Jarosław Dudycz

Najpierw chodziliśmy po parku Bohaterów Westerplatte, a potem przystanęliśmy przed witryną tej małej księgarni na Mościckiego. Ja i Staś. Przez chwilę spacerował z nami Andrzejek, ale zwiał, bo go przegłosowaliśmy, że staniemy przed księgarnią, a nie przed monopolowym. Byliśmy więc we dwóch i zerkaliśmy na nowości. Ja marzyłem o Masłowskiej, Staś o Twardochu, ale nie mieliśmy dość szmalu, bo sporo wydaliśmy na importowane fajki. Staś przesunął dłonią po szybie i westchnął głęboko. Wyglądał jak matka w przeciętnym amerykańskim serialu medycznym, przykładająca rękę do inkubatora i płacząca z powodu nieszczęścia swojego dziecka. Objąłem mocno Stasia i powiedziałem ciepłym, miodowym głosem:

– Nie przeżywaj. Za miesiąc kupimy.

Staś rozpogodził się i już mieliśmy iść dalej, gdy moją uwagę przykuł jeden stary facet, który właśnie zatrzymał się obok nas i patrzył na książki. Wyszeptałem Stasiowi do ucha:

– Stasiu, w mordę, to Laurence Olivier. Nie mam pieniędzy, ale jakbym miał, tobym wszystkie postawił na to, że to on. Mówię ci. Poznam tę twarz wszędzie.

Staś dyskretnie zlustrował mężczyznę i pokręcił głową.

– To nie on. Jak to może być on, skoro Olivier już nie żyje? Nie wygłupiaj się.

Puknąłem się w czoło. 

– Durny jesteś. Tacy aktorzy są nieśmiertelni. To on. Na milion procent. To Laurence Olivier. Poznaję dobrze. Nigdy tej buzi nie zapomnę. Przypatrz się. Ten profil, ta linia żuchwy, to czoło, te oczy. Przecież takie same, jak w tym słynnymHamlecie, za który dostał Oscara. To Laurence Olivier. Koniec, kropka.

– Nie świruj, Mareczku – kategorycznie powiedział Staś i uśmiechnął się, szczerząc zęby. Aby móc rozmawiać cicho, staliśmy bardzo blisko siebie, więc poczułem zgniły, kebabowo-czosnkowy oddech Stasia. Wzdrygnąłem się z obrzydzenia.

Kasia Mochi

– Po pierwsze, Stasiu, nie chuchaj na mnie. A po drugie, to Laurence Olivier. Jestem tego tak pewien, jak tego, że mam ze sobą swój pępek. Możemy się zresztą łatwo o tym przekonać. To znaczy nie o moim pępku, ale o tym, że to Laurence Olivier. Po prostu pójdziemy za facetem, poobserwujemy go i na pewno prędko poznamy jego …

Zarejestruj się, by przez miesiąc czytać Pismo bez ograniczeń.

Liczba artykułów dostępnych w całości bez logowania się w naszym serwisie: 0 z 0

Zarejestruj się

Opowiadanie ukazało się w grudniowym numerze miesięcznika "Pismo. Magazyn opinii" (12/2018) pod tytułem Laurence Olivier żyje i mieszka w Polsce.

Czytaj także

FreshMail.pl