Studium

Mity o nierównościach

  • autor
  • Kamil Fejfer
Wiemy, że duże nierówności są złe. Wiemy, że w społeczeństwach równiejszych żyje się lepiej. Wszystko rozbija się o polityczną praktykę. A rynek sam z siebie nie zapewni nam większej równości.
rysunekTomek Pieńczak

Nie pamiętam jego imienia, mówiliśmy na niego Taraś. Uczyliśmy się razem przez rok w szkole podstawowej w Ełku. Taraś był „spadochroniarzem”, powtarzał klasę, być może nawet drugi raz. Nie bywał zbyt często na lekcjach. Ale kiedy się pojawił i nauczyciel zmusił go do odpowiedzi, zazwyczaj mówił trafnie, żywo i na temat. Na przerwach zaczytywał się w archiwalnych numerach „Jazz Forum”. Opowiadał nam o prekursorach muzyki improwizowanej, w czasach kiedy dla nas – dzieci rodziców z rachitycznej i niezamożnej klasy średniej z małego miasteczka – szczytem snobowania się była Nirvana. Grał na trąbce, perkusji, djembe i gitarze. Chyba też czytał bitników. Pamiętam go jako niezwykle inteligentnego, wrażliwego i ciepłego człowieka. Nieco ponad dekadę później mógłby zostać nazwany hipsterem. Taraś urodził się jednak po złej stronie nierówności. Jego ojciec siedział w więzieniu, matka – z tego, co sobie przypominam – przedawkowała narkotyki. Nie pamiętam, kto go wychowywał i czy robił to ktokolwiek poza ulicą. Po raz ostatni widziałem go w 2001 roku w obskurnej kamienicy. Zdaje mi się, że buchał klej. Kilka lat później dowiedziałem się, że popełnił samobójstwo. Do dzisiaj raz na jakiś czas, kiedy mijam tamten (teraz już odnowiony) budynek, dopadają mnie złe myśli i zastanawiam się, kim Taraś mógłby zostać, gdyby miał więcej szczęścia i urodził się w zamożnej klasie średniej w dużym mieście. Albo w państwie, które sprawniej wyrywa bezlitosnemu losowi ludzi takich jak on.

Taraś był przykładem człowieka z wielkim potencjałem, który – w wyniku niesprzyjających okoliczności, słabości instytucji publicznych, braku wsparcia dla rodziny – nie mógł tego potencjału zrealizować. Smutna historia tego młodego chłopaka jest esencją dyskusji o nierównościach – w jego przypadku nierówność szans przełożyła się na krańcową nierówność wyników.

Temat nierówności społeczno-ekonomicznych, choć z dużym opóźnieniem, zagościł na dobre w głównym nurcie polskiej debaty publicznej. Od wielu lat przybywa literatury na ten temat, o zjawisku wiemy coraz więcej, jednak w sferze publicznej bardzo często wciąż reprodukowane są te same – często nietrafne lub trafne tylko w niewielkiej części – argumenty. Spróbujmy przyjrzeć się kilku bardzo często powtarzanym mitom na temat nierówności.

 


mit 1: nierówności były, są i będą.

To jedno z najczęściej pojawiających się zaklęć. I w najogólniejszym znaczeniu jest to stwierdzenie prawdziwe – rzeczywiście nierówności były, są i zapewne będą. Ta słuszna teza zbyt często jednak służy uzasadnianiustatus quo: „skoro nierówności były, są i będą, to po co drążyć temat?”. Od takiego postawienia sprawy tylko krok – i wiele osób go robi – do stwierdzenia, że w zasadzie z nierównościami albo nie da się nic zrobić, albo nie należy nic z nimi robić, bo są one przejawem jakiejś dziejowej logiki lub wcieleniem mechanizmów obiektywnego, wolnego rynku. Ale wiemy przecież, że nierówności są różne w różnych krajach, zmieniają się także w zależności od momentu historycznego, konkretnych polityk i modelu gospodarczego danego państwa.

Jednym z najpopularniejszych sposobów mierzenia nierówności jest stworzony w 1912 roku przez statystyka i demografa Corrada Giniego tak zwany współczynnik Giniego. Współczynnik ten przyjmuje wartości ułamka dziesiętnego, natomiast wskaźnik o tej samej nazwie – wartości liczb całkowitych. Gini (jako współczynnik) przyjmuje więc wartości od 0 do 1 lub (jako wskaźnik) od 0 do 100 albo 100 procent (w zależności od źródła), gdzie 0 oznacza pełną równość – wszyscy mają tyle samo, a 1 (100 lub 100 procent) oznacza, że jedna osoba ma wszystko, a reszta nie ma nic. W prawdziwym świecie tak skrajne sytuacje nie występują. Wskaźnik Giniego – w zależności od kraju – przyjmuje wartości od około 25 w krajach skandynawskich do 70 w niektórych krajach afrykańskich. Ten pierwszy oznacza niski poziom nierówności, drugi niewielkie wysepki ostentacyjnego bogactwa na oceanie biedy.

Spośród krajów OECD największe nierówności ma Meksyk, gdzie Gini osiąga 0,46, najmniejsze zaś Islandia – 0,25. Polska znajduje się gdzieś pośrodku, z wynikiem bardzo bliskim 0,3.

Ale samo stwierdzenie, że wskaźnik (czy też współczynnik) Giniego informuje nas o nierównościach, nie mówi jeszcze zbyt wiele. Po pierwsze musimy zdać sobie sprawę, że chodzi tu o nierówności ekonomiczne. Co nie jest wcale takie oczywiste, ponieważ nierówności mogą się przejawiać na różnych polach, na przykład w dostępie do usług publicznych albo stabilnego zatrudnienia. Po drugie nierówności ekonomiczne mogą odnosić się do dochodów lub do majątków. Te z kolei mogą dzielić się na dochody bądź majątki poszczególnych osób albo gospodarstw domowych. 

To, co zazwyczaj jest podawane w mediach, to współczynnik (lub wskaźnik) Giniego odnoszący się do dochodów gospodarstw domowych. Spośród krajów OECD największe nierówności ma Meksyk, gdzie Gini osiąga 0,46, najmniejsze zaś Islandia – 0,25. Polska – teoretycznie, do czego jeszcze wrócimy – znajduje się gdzieś pośrodku, z wynikiem bardzo bliskim 0,3.

Poziom nierówności różni się nie tylko geograficznie, ale też w zależności od momentu historycznego. Niech za przykład posłużą tutaj Stany Zjednoczone. Historyczną tendencję zmiany rozkładu dochodów w USA pokazuje Thomas Piketty w wydanej w 2013 roku książceKapitał w XXI wieku. Francuski ekonomista śledzi zmiany udziału najwyższego decyla, czyli najbogatszych dziesięciu procent obywateli kraju, w dochodzie narodowym. Od roku 1913, kiedy po bataliach z Sądem Najwyższym wprowadzono w USA podatek dochodowy (dzięki czemu możliwe było precyzyjne szacowanie zamożności Amerykanów), aż do początku lat 40. udział najbogatszego decyla w całości dochodów wynosił od 40 do 50 procent. W ciągu kilku lat drugiej wojny światowej spadł gwałtownie do poziomu poniżej trzydziestu pięciu procent, na którym pozostawał do początku lat 80., kiedy to znowu zaczął rosnąć. Około roku 2010 wrócił do stanu sprzed wojny.

W wydanej w 2015 roku książceNierówności. Co da się zrobić?Anthony Atkinson, ekonomista i wybitny ekspert od spraw rozwarstwienia, rekonstruuje podobny proces „falowania” nierówności w wielu krajach Europy Zachodniej. Od końca drugiej wojny światowej do lat 70.–80. nierówności na Starym Kontynencie malały, aby później zacząć rosnąć. Widoczne to było szczególnie w rodzimym kraju Atkinsona – Wielkiej Brytanii, gdzie wzrost nierówności pokrywa się z rządami liberałów ekonomicznych pod wodzą Margaret Thatcher.

 


mit 2: nierówności są wynikiem naturalnych różnic między ludźmi.

Na osiem rekordów świata kobiet i mężczyzn w lekkoatletyce (bieg na 100 metrów, bieg przez płotki, skok w dal i trójskok) siedem ustanowiono z wiatrem w plecy. Jeden z nich – przy bezwietrznej pogodzie. Ten interesujący fakt przytacza ekonomista Robert Frank w wydanej w 2017 roku książceSukces i szczęście. Frank argumentuje, że nawet jeżeli weźmiemy pod uwagę szczęściarzy, którzy urodzili się w odpowiednim miejscu na ziemi (na przykład w amerykańskiej klasie wyższej), są niezwykle pracowici i uzdolnieni, to i tak o najwyższych wygranych decyduje… szczęście. Dlaczego? Ponieważ ludzie mają ograniczony biologicznie potencjał. Mogą mieć IQ 170, ale nie będą mieć IQ 1700 ani IQ 17 000. Mogą być bardzo pracowici i wytrwali, ale nawet jeśli niektórym uda się miesiącami czy wręcz latami pracować po kilkanaście godzin na dobę, to z pewnością nikomu nie uda się pracować 100 godzin na dobę ani 1000 godzin na dobę. A często z dysproporcjami rzędu tysiąckrotności zasobów mamy do czynienia w gospodarce. W takich warunkach o wygranej w rywalizacji o wysokie pozycje – miliarderów, multimiliarderów, mistrzów sportowych oraz najsłynniejszych celebrytów – zadecyduje łut szczęścia: hossa na giełdzie, seks taśma, która trafi w gusta wydawców portali plotkarskich albo – jak w przypadku lekkoatletów – wiatr w plecy.

Czy talent się nie liczy? Owszem, liczy się, ale nie jest decydujący; najbogatsi dysponowali zdolnościami tylko trochę wyższymi …

Zarejestruj się, by przez miesiąc czytać Pismo bez ograniczeń.

Liczba artykułów dostępnych w całości bez logowania się w naszym serwisie: 0 z 0

Zarejestruj się

Czytaj także

FreshMail.pl