Esej

Muzeum zasłużonych Polek

Ile razy już na ten temat rozmawiałyśmy? – zapytała kilka lat temu jedna z badaczek najbardziej zasłużonych dla polskiej historiografii kobiet i płci podczas debaty o tym, czy kobiety potrzebują swojej historii.
rysunki Robert Żytyński

Za chwilę minie rok. Ubiegłego listopada obchodziliśmy setną rocznicę przyznania obywatelkom Polski biernych i czynnych praw wyborczych. Chyba nawet same zainteresowane – badaczki historii kobiet i aktywistki z NGO-sów – nie spodziewały się takiej obfitości wydarzeń naukowych, popularnonaukowych i artystycznych. Na ekrany wszedł od dawna wyczekiwany film Marty Dzido i Piotra ŚliwowskiegoSiłaczki, Anna Kowalczyk wydała książkęBrakująca połowa dziejów. Krótka historia kobiet na ziemiach polskich. W Warszawie Fundacja na Rzecz Równości i Emancypacji Ster wraz ze Stowarzyszeniem Miasto Jest Nasze upomniały się o stolicę, co wkrótce przyniosło pierwsze efekty w postaci akcji „Ulice dla kobiet” (domagano się, aby warszawskie ulice nazywać imionami zasłużonych kobiet). 27 listopada 2018 roku, w stulecie podpisania przez Józefa Piłsudskiego ordynacji wyborczej uwzględniającej kobiety, trzeba było nie lada umiejętności logistycznych, by móc uczestniczyć choć w części imprez – zarównostrictenaukowych (na przykład organizowanej przez Instytut Historii Polskiej Akademii Nauk i Instytut Historyczny Uniwersytetu Warszawskiego konferencji „Płeć a państwo”), jak i w pozostałych (chociażby sesjach lewicowych polityczek, między innymi Wandy Nowickiej i Danuty Waniek). 

Jednak za prawie wszystkimi tymi wydarzeniami stały sympatyczki ruchu feministycznego. Retoryczne pytanie zasłużonej historyczki nadal jest aktualne. Badaczki – bo to wciąż głównie kobiety zajmują się historią i dziedzictwem kobiet – mają wrażenie, że debatują o tym nieustannie. Tyle że wciąż przede wszystkim we własnym gronie. 

Od połowy lat 90. z inicjatywy profesor Anny Żarnowskiej z Instytutu Historycznego Uniwersytetu Warszawskiego w polskim środowisku akademickim prowadzone są badania na temat historii kobiet i płci – najczęściej interdyscyplinarne i komparatystyczne (jak choćby studia dotyczące przemocy w rodzinie w PRL-u Barbary Klich-Kluczewskiej). Wyniki tych badań są znacznie częściej dyskutowane i cytowane w międzynarodowym środowisku naukowym niż efekty prac badaczy najpopularniejszej w Polsce historii politycznej czy wojskowości. Choć początkowo zespół naukowców zajmujących się historią kobiet był niewielki, Anna Żarnowska potrafiła zachęcić innych historyków, aby prowadząc własne badania, uwzględniali aktywność kobiet i relacje pomiędzy płciami. Wielu z nich nie zajmowało się później tymi kwestiami, ale uwrażliwienie na nie – nawet jeśli marginalne – pozostawało. 

Szkoła polskiej historii kobiet i płci liczy obecnie kilkadziesiąt osób. Nie ma już wśród nas pionierek – profesor Anny Żarnowskiej czy profesor Marii Nietykszy – ale ich dawne doktorantki same dziś prowadzą i recenzują dysertacje najmłodszego pokolenia badaczy i badaczek. Wychowani już w innej rzeczywistości, z dostępem do międzynarodowych stypendiów, zasobów i publikacji, bez kompleksów publikują i uczestniczą w konferencjach poza granicami Polski. Tylko u nas wciąż pozostają zepchnięci na dalszy plan.

Walter Benjamin sugerował, aby nie tworzyć „historii zwycięzców”, ale zajrzeć głębiej, odkrywając i …

Zarejestruj się, by przez miesiąc czytać Pismo bez ograniczeń.

Liczba artykułów dostępnych w całości bez logowania się w naszym serwisie: 0 z 0

Zarejestruj się

FreshMail.pl