Opowiadanie

Ostatnie opowiadanie na Ziemi

  • autor
  • Katarzyna Dybżyńska

W niedzielę rozmawiali już zwykle swobodniej. Celebrowali niedziele, choć nigdy nie byli religijni. Nalewali wina do kieliszków i zasiadali naprzeciwko siebie uroczyście. Cały tydzień zastanawiali się, o czym będą rozmawiać. W ciągu tygodnia, gdy należało coś omówić, często wskazywali na kalendarz, co oznaczało „niedziela”, i gromadzili wysmakowane tematy. Czasem nawet dzwonili do znajomych zapytać, co słychać, lub w wyjątkowo dobrych tygodniach zapraszali kogoś na kolację. Najbardziej jednak lubili spędzać ten czas tylko we dwójkę. To był też dzień wyznań, niepraktycznych słów wyrażających miłość.

W pozostałe dni należało się – dosłownie – liczyć ze słowami. Wypracowali więc cały system mówienia do siebie symbolami.

rysunekMałgorzata Łukasiewicz-Tyczyńska

Niemal każdy codzienny, drobny akt miał drugie dno. Gdy wkładał koszulę na lewą stronę, oznaczało to, że czuje się nieswój. Gdy zaplatała warkocz, mówiła: tęsknię za starymi czasami. Kiedy przygotowywała herbatę w czerwonym kubku, to tak jakby śpiewała. Gdy przymierzała białą sukienkę, udawali, że są aktorami niemego filmu i odgrywali klasyczne scenki z ulubionych historii. Gdy zakładał kapelusz, zaczynali tańczyć.

By oswoić ciszę, …

Zarejestruj się, by przez miesiąc czytać Pismo bez ograniczeń.

Liczba artykułów dostępnych w całości bez logowania się w naszym serwisie: 0 z 0

Zarejestruj się

Czytaj także

FreshMail.pl