Studium

Plastikowy gniew

  • autor
  • Stephen Buranyi
zdjęcie Kevin Britland/ UIG/ East News
Kilka dekad po tym, jak plastik stał się częścią tkanki naszego życia, rozpętała się przeciwko niemu ogólnoświatowa rewolta.

Plastik jest wszędzie, ale nagle uznaliśmy, że to coś bardzo złego. Do niedawna cieszył się czymś na kształt wszechobecnej anonimowości: byliśmy nim tak całkowicie otoczeni, że ledwie go dostrzegaliśmy. Możecie być zaskoczeni, gdy dowiecie się na przykład, że dzisiejsze samochody i samoloty są w połowie z plastiku. Z poliestru i nylonu – oba to plastiki – produkuje się więcej ubrań niż z wełny bądź bawełny. Plastik wykorzystuje się także w mikroskopijnych ilościach jako spoiwo w ogromnej większości sześćdziesięciu miliardów torebek herbaty zużywanych co roku w Wielkiej Brytanii.

Dodajmy do tego bardziej oczywisty bezmiar zabawek, domowe bibeloty i opakowania, a ogrom plastikowego imperium stanie się oczywisty. To różnobarwny, lecz banalny materiał współczesnego życia. Każdego roku świat wytwarza trzysta czterdzieści milionów ton plastiku – dostatecznie dużo, by zapełnić wszystkie nowojorskie wieżowce. Ludzkość całymi dekadami produkowała jego niezmierzone ilości, po raz pierwszy przekraczając granicę stu milionów ton na początku lat 90. XX wieku. Ale z jakiegoś powodu dopiero niedawno zaczęła się tym naprawdę przejmować.

Rezultatem jest ogólnoświatowy bunt przeciwko plastikowi – ponad granicami i tradycyjnymi podziałami politycznymi. W 2016 roku petycję Greenpeace’u przeciwko mikrodrobinom plastiku podpisało w Zjednoczonym Królestwie trzysta sześćdziesiąt pięć tysięcy ludzi w ledwie cztery miesiące, przez co stała się największym w historii środowiskowym manifestem, jaki przedstawiono rządowi. Protestujący od Stanów Zjednoczonych po Koreę Południową usypywali góry – jak twierdzili – niepotrzebnych i nadmiarowych plastikowych opakowań z supermarketów. Wcześniej tego samego roku wściekli brytyjscy klienci, protestując przeciwko temu, że opakowania po chipsach nie nadają się do recyklingu, odesłali ich do producentów tyle, że niemal sparaliżowali tamtejszą pocztę. Przemówienia na temat zagrożeń związanych z plastikiem wygłaszał książę Karol, a Kim Kardashian postowała na Instagramie o „plastikowym kryzysie” i twierdziła, że przestała korzystać ze słomek.

Na najwyższych szczeblach władzy plastikowa panika może przypominać rozpaczliwą reakcję na katastrofę naturalną albo kryzys w sferze zdrowia publicznego. Organizacja Narodów Zjednoczonych wypowiedziała wojnę plastikowi jednokrotnego użytku.Theresa Maynazwała plastik „plagą” i zobowiązała rząd do wprowadzenia planu, który doprowadzi do stopniowego wycofania opakowań jednorazowego użytku do 2042 roku. Indie oświadczyły, że zrobią to samo, tyle że o dwie dekady wcześniej.

– Przez niemal dwie dekady prowadzenia kampanii niczego podobnego nie widziałem – wyjawił mi Julian Kirby z Friends of the Earth (Przyjaciele Ziemi). Organizacja ta ruszyła z programem dotyczącym plastiku dopiero w 2016 roku; w Greenpeace nie było zespołu zajmującego się nim do 2015 roku. Dziennikarz z „Daily Mail”, jednej z pierwszych gazet zajmujących się tą sprawą, powiedział mi, że otrzymali na temat plastiku więcej e-maili niż na jakikolwiek inny związany z ochroną środowiska („za każdym razem wywołuje to większy oddźwięk niż zmiany klimatu”, twierdzą w redakcji).

Plastik jest wszędzie nie dlatego, że okazał się lepszy od tworzyw naturalnych, które zastąpił, lecz dlatego, że jest lżejszy i tańszy, i to o tyle, że łatwo było usprawiedliwić jego wyrzucanie.

A do tego jest jeszczeBlue Planet II[miniserial dokumentalny – przyp. red.]. Wpływowi plastiku na morską florę i faunę poświęcono sześć minut w ostatnim odcinku cyklu z grudnia 2017 roku. Pokazano żółwia beznadziejnie zaplątanego w plastikową siatkę i albatrosa, który zginął z powodu kawałków plastiku w jelitach. – Wzbudziło to najżywsze reakcje ze wszystkiego, co pojawiło się w całej serii – powiedział mi Tom McDonald, główny redaktor zamawiający w BBC. – Ludzie nie chcieli, jak to zwykle się dzieje, porozmawiać o odcinku – pytali nas, jak można naprawić sytuację. – Przez kilka następnych dni politycy zostali zasypani telefonami i e-mailami przez wyborców, których program skłonił do działania. Aby wyjaśnić, dlaczego opinia publiczna tak zdecydowanie zwróciła się przeciwko plastikowi, zaczęto mówić o „efekcieBlue Planet II”.

Wszystko to łącznie zaowocowało wrażeniem, że wielkie środowiskowe zwycięstwo może być w zasięgu ręki – czegoś podobnego nie widziano od czasów udanej akcji przeciwko kwaśnym deszczom i freonowi sprzed trzydziestu lat. Wielka fala publicznego gniewu popycha ludzi u władzy do wyrugowania z naszego życia jednej substancji, a zważywszy, że podjęto już poważne zobowiązania, pierwsze sygnały wydają się obiecujące.

Ale pozbycie się plastiku będzie wymagało czegoś więcej niż wilgotnych tekturowych słomek w knajpach i supermarketów bez jednorazowych opakowań. Plastik jest wszędzie nie dlatego, że okazał się lepszy od tworzyw naturalnych, które zastąpił, lecz dlatego, że jest lżejszy i tańszy, i to o tyle, że łatwo było usprawiedliwić jego wyrzucanie. Stało się to wygodne dla klientów, a producenci z przyjemnością sprzedawali im każdy napój gazowany oraz kanapkę w nowym opakowaniu. Tak samo jak stal przesunęła granice w budownictwie, plastik umożliwił narodziny kultury konsumpcji opartej na tanich przedmiotach jednorazowego użytku, którą uważamy za naturalną. Stawienie czoła plastikowi to w pewnym stopniu zmierzenie się z samym konsumpcjonizmem. Wymaga to od nas przyznania się do tego, jak radykalnie nasz sposób życia przekształcił Ziemię w okresie równym życiu jednego człowieka, i postawienia sobie pytania, czy aby już nie wystarczy.

 


najbardziej zdumiewającew ruchu przeciw plastikowi jest to, jak szybko się rozrósł. Gdybyśmy cofnęli się w czasie nawet tylko do 2015 roku, znaleźlibyśmy się w świecie, w którym niemal wszystko to, co wiemy dziś na temat plastiku, jest rzeczą powszechnie znaną, ale nikt się tym specjalnie nie przejmuje. Zaledwie trzy lata temu plastik był tylko jednym z tych problemów – jak zmiana klimatu, gatunki zagrożone wyginięciem oraz odporność na antybiotyki – co do których wszyscy zgadzali się, że są poważne, lecz tylko nieliczni zamierzali cokolwiek z nimi zrobić.

Nie wynikało to z braku starań ze strony naukowców. Od niemal trzech dekad zbierano argumenty przeciwko plastikowi. Na początku lat 90. badacze zauważyli, że od sześćdziesięciu do osiemdziesięciu procent odpadów w oceanach to niebiodegradowalny plastik, a jego ilość wyrzucana na brzeg plaż i zatok wciąż rosła. Potem nadeszło odkrycie, że plastik gromadzi się w spokojnych rejonach między prądami morskimi, tworząc coś, co oceanograf Curtis Ebbesmeyer nazwał „wielkimi plamami śmieci”. Największa z nich – Ebbesmeyer sądzi, że jest ich ogółem osiem – zajmuje powierzchnię równą trzem Francjom i mieści około siedemdziesięciu dziewięciu tysięcy ton odpadów.

Skala problemu uwidoczniła się jeszcze wyraźniej w 2004 roku, gdy oceanograf z Uniwersytetu w Plymouth, Richard Thompson, ukuł termin „mikroplastik”, by opisać miliardy maleńkich drobinek plastiku, które albo wzięły się z rozpadu większych przedmiotów plastikowych, albo celowo wprowadzono je do użytku w produktach handlowych. Badacze na całym świecie zaczęli rejestrować, w jaki sposób owe mikroplastiki trafiają do narządów żywych organizmów, od maciupkiego krylu po ogromne ryby w rodzaju tuńczyka. W 2015 roku zespół kierowany przez inżynier środowiska Jennę Jambeck oszacował, że do oceanów trafia rocznie od 4,8 do 12,7 miliona ton plastiku. Ilość ta, jak oszacowali naukowcy, podwoi się do 2025 roku.

Problem z plastikiem był tak wielki, że nie mieścił się w głowie, i ciągle narastał, a ludzi trudno było nakłonić, by się nim przejęli. Niepokojące historie o plastiku przebijały się czasem do mediów i przyciągały zainteresowanie opinii publicznej – ulubionym tematem była plama śmieci, z rzadka wybuchała od nowa panika z powodu przelewających się składowisk odpadów albo potężnych ilości śmieci wysyłanych za granicę [w Polsce przyjmujemy śmieci z zagranicy – przyp. red.] – ale w żadnym razie nie przypominało to obecnej sytuacji. Roland Geyer, wpływowy ekolog przemysłu z Uniwersytetu Kalifornijskiego, powiedział mi, że z grubsza od 2006 do 2016 roku udzielił na temat plastiku mniej niż dziesięciu wywiadów; w ostatnich dwóch latach poproszono go o ponad dwieście wypowiedzi.

Kwestią zażartej debaty jest …

Zarejestruj się, by przez miesiąc czytać Pismo bez ograniczeń.

Liczba artykułów dostępnych w całości bez logowania się w naszym serwisie: 0 z 0

Zarejestruj się

Artykuł ukazał się 13 listopada 2018 roku w dodatku „Guardian Weekly”. Copyright © 2018 by Guardian News&Media Ltd.

FreshMail.pl