Reportaż

Cyborgi. Ambitne dzieci Matki Natury

rysunki Patrycja Podkościelny
Moon wszczepiła sobie w stopy implanty, które „łączą” ją z planetą. Każda wibracja, jaką odczuwa w swoim ciele, to ruch Ziemi. Manel zaś słyszy pogodę. I śmieje się, kiedy mówię mu, że większość z nas chyba nie tak wyobraża sobie cyborga.

Zacznij od prostego ćwiczenia. Spróbuj zanurzyć się na chwilę w przeszłości. Poszukaj doświadczenia, które wraca do ciebie jak bumerang i nie daje o sobie zapomnieć. Najlepiej, jeśli wzbudza pozytywne emocje. Może być pozornie nieistotne. Masz to? Skup się. Właśnie budujesz fundament.

Manel nie musiał długo szukać. Od zawsze fascynowała go woda. Szczególnie deszcz, który pojawiał się w ważnych momentach jego życia niczym zapętlony, wybrzmiewający gdzieś w tle soundtrack. Może działa na niego terapeutycznie? Jedno jest pewne: kiedy się pojawia, przynosi spokój. Deszcz, po hiszpańskula lluvia, jego najlepszy przyjaciel.

Zawsze było mu bliżej do natury niż technologii (ta dla Manela mogłaby w ogóle nie istnieć), ale nic nie nakręca go równie mocno, jak ich połączenie. Nieoczywiste kombinacje wcześniej utrwalał na zdjęciach (fragmenty ludzkiego ciała imitujące wieże Sagrady Famílii, przekwitłe róże wyrastające z metalowych odnóg), aż pewnego dnia uporczywe poszukiwanie hybryd zaowocowało nowym pomysłem. A gdyby tak siebie użyć jako materiału bazowego? Na nowo wymyślić Manela Muñoza?

Odpowiadając na pytanie, czy była to trudna decyzja, wzrusza ramionami, jakby nie wiedział, czy da się to dobrze opisać słowami. Bo Manel podejmuje decyzje szybko i intuicyjnie. Zawsze czuje, jaki powinien być jego kolejny ruch; nie ma mowy o niekończącym się analizowaniu wszystkich za i przeciw. – Wiedziałem, że to jedyna rzecz, jaka przyniesie mi realną satysfakcję. Jedyna, jaka może mnie uszczęśliwić. Naturalny następny krok.

Decyzję podjął dwa lata temu. Dzisiaj jego życie wygląda zupełnie inaczej. W internecie, gdzie działa jako Manel De Aguas, twórca cyborg artu, obserwuje go kilka tysięcy osób. Bierze udział w konferencjach, na których opowiada o tym, czy warto projektować i zmieniać własne ciało. To wszystko za sprawą przytwierdzonego do karku kawałka metalu, owiniętego kilkoma kolorowymi kablami (a przynajmniej tak umiem to opisać ja i prawdopodobnie wszyscy ci, którzy w swoich technologicznych dociekaniach ograniczają się do obsługi własnego smartfona). Urządzenie nie rzuca się specjalnie w oczy; jeśli o nim zapomnieć, Manel jest zwyczajnym, drobnym dwudziestokilkulatkiem. W uszach ma kolczyki, na nogach ciężkie, militarne buty. Z entuzjazmem odpowiada na pytania o swoje nowe życie.

Dostęp online

Zapewnij sobie dostęp online do wszystkich tekstów, nagrań audio i wersji na czytniki.

Skorzystaj z oferty

A nowe życie to setki eksplozji dziennie. Monotonnych, regularnych. Przypominających ten słodki, strzelający proszek, który w dzieciństwie wysypywał sobie na język. Z tą różnicą, że małe wybuchy Manela utrzymują specjalny, zaprogramowany rytm. I nigdy nie cichną. Mogą za to zwolnić (wtedy Manel nawet ich nie zauważa, bo rozpływają się gdzieś w tle, jak zapach gotowanego przez sąsiada obiadu) albo nagle przyspieszyć (wtedy cały staje się nerwowy, dostrojony do hałasu dochodzącego z wnętrza jego własnej czaszki). Czasem trochę go to męczy, ale nie narzeka. W końcu sam to wybrał.

Dzisiaj Manel słyszy pogodę. I śmieje się, kiedy mówię mu, że większość z nas chyba nie tak wyobraża sobie cyborga.

 


A jak go sobie wyobrażamy?Jeśli kilkanaście lat temu udawaliście, że odrabiacie pracę domową, tak naprawdę zezując w stronę dużego pokoju, by razem z bratem śledzić losy tropiącego swoich oprawców policjanta maszyny, najpewniej na hasło cyborg odkrzykniecie: „RoboCop!”.

Jeśli natomiast porwała was swego czasu trochę inna fala popkultury i spędzaliście popołudnia pochyleni nad komiksem, skojarzycie pewnie milionera cwaniaka, który – wyposażony w cybernetyczną zbroję i sarkastyczne poczucie humoru – ratuje świat (patrzymy na ciebie, Iron Manie!).

Jest też szansa, że tak jak ja na słowo „cyborg” przeniesiecie się do świata, w którym społecznie akceptowane jest wylegiwanie się przed telewizorem z włączonym kanałem Cartoon Network. Świata, w którym dzielny inspektor Gadżet może polegać nie tylko na swoich przyjaciołach, lecz także na rozciągających się w nieskończoność, zmechanizowanych kończynach. Być może nabierzecie też ochoty, aby krzyknąć jak za starych, dobrych czasów: „Dalej, dalej, ręko Gadżeta!”.

A przecież cyborg to nie tylko fikcja i nie z fikcji się wziął, ale z marzeń o podboju kosmosu. Określenie to ukuli dwaj naukowcy, Nathan S. Kline i Manfred E. Clynes, którzy w 1960 roku na sympozjum w Teksasie zastanawiali się, jak zwiększyć szanse astronautów na przeżycie w przestrzeni kosmicznej. Wszystko, o czym mówili, pozostawało wówczas w sferze wyobrażeń i przypuszczeń; historyczny lot w kosmos Jurija Gagarina odbył się …

Chcesz przeczytać do końca? Wykup dostęp online

Liczba artykułów dostępnych w całości bez logowania się w naszym serwisie: 0 z 0

Wykup dostęp online

Reportaż ukazał się w majowym numerze miesięcznika "Pismo. Magazyn opinii" (05/2020) pod tytułem Instrukcja obsługi zmysłów. 

FreshMail.pl