Twój dostęp nie jest aktywny. Skorzystaj z oferty i zapewnij sobie dostęp do wszystkich treści.


Czytaj i słuchaj bez ograniczeń. Zaloguj się lub skorzystaj z naszej oferty

Reportaż

Coraz mniej Stoczni Gdańskiej

W sierpniu 1980 roku robotnicy Stoczni Gdańskiej dokonali niemożliwego. Konsekwencje tamtych wydarzeń zmiotły ich zakład z powierzchni ziemi. Historia terenów postoczniowych jest już jednak strasznie banalna. Tylko czy musiała się tak potoczyć?
zdjęcia FILIP SPRINGER
POSŁUCHAJ

Mieliśmy się spotkać na szybką kawę, tak w biegu.

– Nie zajmę dużo czasu, chcę ci tylko coś dać – mówił przez telefon.

Trochę inaczej to wyszło. Siedzieliśmy prawie dwie godziny, Michał Szlaga ciągle mówił i nie dawał sobie przerwać. Wpadł spóźniony, w dresie, z wielkim psem na smyczy. Był nakręcony – jakby coś wziął. Dopiero po latach miałem się dowiedzieć, że on nie musi nic brać, żeby osiągnąć ten stan. Raczej na odwrót – powinien ciągle łykać coś na uspokojenie. Ale to było nasze pierwsze spotkanie, wrzesień 2013 roku. Wcześniej jakoś nie było okazji. Ja, rzecz jasna, znałem jego zdjęcia. On wiedział, że dużo piszę o architekturze – dlatego chciał się spotkać. Na stoliku między nami położył wielkie tomiszczeStocznia, które kilka dni wcześniej miało premierę w Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie. Otwierał album co jakiś czas, pokazywał konkretne fotografie. Widać było na nich głównie budynki albo ich ruiny – gruzy, przewrócone żurawie, jakieś zarośnięte industrie. Na wyklejce książki była mapa – zaznaczono na niej czerwonym kolorem wszystkie obiekty na terenie stoczni, które w ostatnich latach zostały wyburzone.

Mniej więcej połowę.

Dostęp online
Zapewnij sobie dostęp online do wszystkich tekstów, nagrań audio i wersji na czytniki.Skorzystaj z oferty

O tym właśnie jest książka – o wyburzaniu historycznych budynków Stoczni Gdańskiej. Szlaga przez ponad dekadę się temu przyglądał i to fotografował. Wielokrotnie apelował do władz miasta, deweloperów i służb konserwatorskich, by tego nie robić. Ale nikt go nie słuchał – teren stoczni, poza miejscami związanymi z Solidarnością, w przeważającej większości nie był chroniony. Jego historię można było więc swobodnie wymazywać. Dlatego właśnie Szlaga przyjechał wtedy ze Stoczniądo Warszawy.

– W Gdańsku już spróbowałem wszystkiego. Nic to nie dało – powiedział w pewnym momencie. Chwilę później do lokalu weszła kobieta. Wyszukała nas wzrokiem, a potem, nie zwracając uwagi na mnie i innych gości, krzyknęła:

– Michał, to miało być dziesięć minut! Naprawdę musimy już iść, bo się do niego spóźnimy.

Szlaga spojrzał na mnie z łobuzerskim uśmiechem.

– Fakt, trochę się zasiedziałem – dopił kawę, wstał. – Mam za chwilę spotkanie z premierem. Chcę mu to dać. Żeby już nie miał wymówek, że nie wiedział.

Później się dowiem, że spotkanie w Alejach Ujazdowskich zaplanowane na dwadzieścia minut również się przedłużyło – do ponad godziny. W jego trakcie Donald Tusk znalazł w książce kilka literówek.

W 1980 roku dokonało się niemożliwe

Stoczniajest jedną z nielicznych książek fotograficznych, których nie pozbyłem się w czasie kolejnych przeprowadzek. Skąd to moje przywiązanie do albumu zrobionego przez człowieka, którego widziałem raz w życiu, o miejscu, z którym osobiście nic mnie nie łączy?

Olśnienie spłynęło na mnie w sierpniu 2020 roku. Akurat była wakacyjna przerwa w pandemii, przejazdem znalazłem się w Gdańsku, który przygotowywał się do obchodów czterdziestej rocznicy Sierpnia. Z tej okazji Europejskie Centrum Solidarności organizowało poranne spacery po terenach postoczniowych z uczestnikami tamtych wydarzeń. Jednym z nich był Bogdan Felski, monter kadłubów, który 14 sierpnia 1980 roku razem z Jerzym Borowczakiem, Bogdanem Borusewiczem i Ludwikiem Prądzyńskim zainicjował tamten strajk.

W pewnym momencie, gdy dotarliśmy w końcu pod salę BHP, jakaś dziewczyna zapytała, czy wtedy, w 1980 roku, spodziewali się, że strajk zakończy się takim zwycięstwem. Że dziewięć lat później upadnie w Polsce komunizm. Felski, jeszcze słuchając pytania, kręcił głową, a potem bez chwili namysłu odpowiedział:

– Nie, nie, to było nie do pomyślenia. Myśmy się nie mogli niczego spodziewać, bo my, proszę pani, nawet nie mieliśmy pewności, czy ktokolwiek ze stoczniowców będzie chciał się przyłączyć do strajku.

Nie, żebym wcześniej tego nie wiedział, ale wiedzieć a rozumieć, to są jednak dwie różne sprawy. Tamtego ranka dotarło do mnie, że w stoczni w 1980 roku dokonało się niemożliwe. Coś, czego nie było nawet sensu wypowiadać głośno. A jednak ktoś miał odwagę i to zrobił. I nagle zmieniło się wszystko.

W stoczni zaczął się wielki, dziejowy proces, który później to samo miejsce przykładnie zmiótł.

Zaraz potem przypomniałem sobie też książkę Szlagi, która przecież opowiada o tym, jak cała ta wspaniała historia okrutnie się zbanalizowała. Jak na teren stoczni wjechały buldożery, jak zniszczyły jej historyczną zabudowę pod nowe ulice, osiedla, sklepy i biura, które dopiero tu powstaną. Jak historię tego miejsca uproszczono i dostosowano do politycznych, bieżących oczekiwań. Jak stocznię sprzedano, rozparcelowano i rozmieniono na drobne. Jak wycięto rosnące tu drzewa, choć w gruncie rzeczy nikomu nie przeszkadzały. Ta historia, którą Szlaga opowiedział w swojej książce, jest smutna, ale tak naprawdę straszliwie nieciekawa. Pełno takich w Polsce. Upadek przemysłu, rozczarowanie ludzi, pustka, rynek, pieniądze, deweloperka. Ile tego było? Ile można?

Wyjątkowe jest tu jedynie wierzgnięcie historii. W stoczni zaczął się wielki, dziejowy proces, który później to samo miejsce przykładnie zmiótł.

Może jednak lepiej zrobić skok wstecz i przestać patrzeć na stocznię jak na odłamek historii, transformacyjne pobojowisko. Mamy dzisiaj całą górę problemów do rozwiązania: kurczącą się demokrację i puchnący kapitalizm, populizmy, partykularyzmy, indywidualizmy, zmiany klimatu i załamanie bioróżnorodności. Każdy z tych problemów z osobna i wszystkie razem wydają się nie do rozwiązania. Stajemy przed nimi, zadzieramy głowy, by ujrzeć ich wierzchołek. Szukamy ratunku, wskazówek. Może więc trzeba potraktować stocznię jak poligon Niemożliwego? Skoro raz się tu udało zamienić je w Możliwe, może jest jakiś sposób, by to powtórzyć? Czy ta banalna historia mogła potoczyć się inaczej? Czy stocznia jest miejscem, w którym łatwiej się wymyśla inny świat?

Widok z dachu Europejskiego Centrum Solidarności na wyspę Ostrów / Gdańską Stocznie Remontową
Widok z dachu Europejskiego Centrum Solidarności na wyspę Ostrów, na której ciągle działa Gdańska Stocznia Remontowa.

Tu było, tam stało

Przez całe lata jedynymi chronionymi zabytkami na terenie stoczni były: budynek ze słynną salą BHP, w której podpisano porozumienia sierpniowe, brama numer 2 – wizualna ikona tamtych wydarzeń – i Pomnik Poległych Stoczniowców. Cała reszta nie miała znaczenia. Tymczasem historia Stoczni Gdańskiej sięga pierwszej połowy XIX wieku. W nocy z 31 stycznia na 1 lutego 1840 roku zator lodowy w Płoni Wielkiej spiętrzył Wisłę, a jej wody przelały się przez znajdującą się tu wydmę i rozmyły ją. W ten sposób powstało drugie, naturalne ujście Wisły do morza, płynące tak spokojnie, że nazywano je z czasem Martwą Wisłą, czasem Leniwką, a po kaszubsku Zgniłô Wisłą. Przyczyniło się do powstania na terenach tak zwanego Młodego Miasta bazy remontowej korwet, która przekształciła się w pełnoprawną, królewską stocznię budującą także nowe statki.

W 1871 roku Prusy wygrały wojnę z Francją i dzięki wielkim kontrybucjom mogły unowocześnić całe państwo. Na fali tej modernizacji rozwinęła się także i gdańska stocznia, przyjąwszy miano Stoczni Cesarskiej. Pod koniec XIX wieku na północ od niej swój zakład o podobnym profilu założył elbląski potentat przemysłowy Ferdynand Schichau. Podczas wojen światowych obie stocznie zaopatrywały niemiecką marynarkę wojenną w okręty podwodne. Pozostałości tej historii to kilkadziesiąt hal – począwszy od ceglanych, skończywszy na żelbetowej hamowni silników u-bootów – a także pochylnie, warsztaty, …

Chcesz przeczytać do końca? Wykup dostęp online

Zapewnij sobie dostęp do ulubionych tekstów, nagrań audio, a także miesięcznika w wersji na czytniki.

Wykup dostęp online

Reportaż ukazał się w marcowym numerze miesięcznika „Pismo. Magazyn Opinii” (3/2022) pod tytułem Stocznia niemożliwa.

Newsletter

Pismo na bieżąco

Nie przegap najnowszego numeru Pisma i dodatkowych treści, jakie co miesiąc publikujemy online. Zapisz się na newsletter. Poinformujemy Cię o najnowszym numerze, podcastach i dodatkowych treściach w serwisie.

* pola obowiązkowe

SUBMIT

SPRAWDŹ SWOJĄ SKRZYNKĘ E-MAIL I POTWIERDŹ ZAPIS NA NEWSLETTER.

DZIĘKUJEMY! WKRÓTCE OTRZYMASZ NAJNOWSZE WYDANIE NASZEGO NEWSLETTERA.

Twoja rezygnacja z newslettera została zapisana.

WYŁĄCZNIE DLA OSÓB Z AKTYWNYM DOSTĘPEM ONLINE.

Zaloguj

ABY SIĘ ZAPISAĆ MUSISZ MIEĆ WYKUPIONY DOSTĘP ONLINE.

Sprawdź ofertę

-

-

-

  • -
ZAPISZ
USTAW PRĘDKOŚĆ ODTWARZANIA
0,75X
1,00X
1,25X
1,50X
00:00
50:00