Twój dostęp nie jest aktywny. Skorzystaj z oferty i zapewnij sobie dostęp do wszystkich treści.


Czytaj i słuchaj bez ograniczeń. Zaloguj się lub skorzystaj z naszej oferty

Reportaż

Siedlisko, udzielne księstwo wójta

Dwie emerytki wzięły sprawy w swoje ręce: – Inni proszą, żebyśmy w ich imieniu powiedziały głośno na sesji rady gminy o tym, co ich boli. Sami nie powiedzą. Bo siedzi w nich stary pogląd, że władza może wszystko.
rysunek DOMINIK NAWROCKI
POSŁUCHAJ

To nie był protest, o którym opowiadałyby ogólnopolskie gazety, radio, telewizja. Nie odbył się ani w Sejmie, ani na ulicach Warszawy, tylko w niewielkiej gminie, o której nawet wójt zwykł mawiać, że to „rolnicza, uboga gmina położona na boku”. Może właśnie dlatego o proteście kobiet z Siedliska w województwie lubuskim nie dowiedziała się cała Polska?

Emerytki Danuta Wojciechowska i Jolanta Mokwińska w maju 2021 roku przyszły na sesję rady gminy, by jak zwykle zapytać o niewygodne problemy trapiące mieszkańców. Tym razem jednak nie zapytały. – Nie pozwolimy na kneblowanie ust! – krzyknęły. I ruszyły przed biurko wójta. Tam stoczyły bój o demokrację i wolność słowa w „rolniczej, ubogiej gminie”, bo Małgorzata Chilicka, przewodnicząca rady wybrana z komitetu wójta, na co dzień nauczycielka wychowania fizycznego w miejscowej podstawówce, ogłosiła, że mieszkańcy w trakcie obrad nie będą już mieli prawa głosu.

Nie ma ustawy, która gwarantowałaby obywatelom, że dostaną głos w trakcie sesji, choć ta z definicji powinna być miejscem debaty publicznej. To, czy mogą się wypowiedzieć, zależy od dobrej woli osoby pełniącej funkcję przewodniczącego i od statutu gminy. Za ten ważny dokument odpowiada sekretarz – prawa ręka wójta. W Siedlisku funkcję tę pełni Maria Miśkiewicz, nazywana sekretarzycą. Statutu nie aktualizuje od lat.

Radni opozycji przez kilka tygodni pracowali nad dokumentem, który uregulowałby między innymi kwestię zabierania głosu przez mieszkańców. Projekt nowego statutu trafił do gminnej szafy. Przeleżał tam cztery miesiące, po czym Miśkiewicz ogłosiła, że jej zdaniem się nie nadaje.

Wójt cieszy się poparciem proboszcza

Wojciechowska w trakcie sesji nagrywa wypowiedzi sekretarzycy, a także przewodniczącej i wójta. Publikuje je na Facebooku. – Za to powinna być ukarana! – pogroził palcem wójt. I ogłosił, że mógłby podać Wojciechowską do sądu, choć przecież każdy ma prawo nagrywać obrady. W obronie mieszkanki stanęła garstka radnych opozycji. Natomiast Ryszard Kieczur, radny z obozu wójta, ogłosił, że to on czuje się zastraszany i nękany, bo jego zdjęcie zawisło na bilbordzie. Jako winne rzekomego nękania Kieczur wskazał dwie emerytki: Mokwińską i Wojciechowską. Gdy próbowały wyjaśnić, że nie one wieszają zdjęcia, skarciła je przewodnicząca Chilicka i zabroniła im mówić.

Dostęp online
Zapewnij sobie dostęp online do wszystkich tekstów, nagrań audio i wersji na czytniki.Skorzystaj z oferty

Kieczur, z zawodu leśnik, jest radnym od kilkunastu lat. Prywatnie koleguje się z wójtem. W święto Trzech Króli, ubrani w królewskie szaty i korony, panowie maszerowali na czele pochodu ramię w ramię z proboszczem. Gdy opozycja przed wyborami krytykowała wójta, proboszcz powiedział z ołtarza, że to czarne owce. Później dostał trzy dotacje z urzędu gminy na remont kościoła, przegłosowane przez radnych, opiewające w sumie na 80 tysięcy złotych. O rozliczenia tych dotacji radni nie poprosili do dziś. Tymczasem proboszcz złożył niedawno wniosek o czwartą, tym razem wartą ponad 70 tysięcy złotych.

Wójt może liczyć na przychylność proboszcza, który w trakcie niedzielnej mszy potępił Cepeeniarza, oponenta wójta. Powiedział wiernym, że Cepeeniarz próbuje ich skłócić, więc nie mogą mu wierzyć.

Wójt ma słabość do pączków

Wspomniany bilbord stoi na polu przy drodze wojewódzkiej. Zdjęcia wiesza tam Cepeeniarz. Tak podpisuje się w internecie. Nie chce zdradzić imienia i nazwiska. – Taka sława mi niepotrzebna – mówi. – Nie chcę, żeby moje nazwisko kojarzono z tym wójtem.

Ma stację paliw, jedyną w gminie Siedlisko. Patrzy władzy na ręce. Zawiesił zdjęcie Kieczura, bo na posesji radnego wypalono łąkę, choć wypalania zakazuje między innymi ustawa o ochronie przyrody, a ścieki z jego przydomowej oczyszczalni płynęły do Odry. To przestępstwo, dlatego po piśmie mieszkańca i otrzymaniu zdjęć policja wszczęła dochodzenie. Kieczur bronił się, że spał chory w łóżku, gdy …

Chcesz przeczytać do końca? Wykup dostęp online

Zapewnij sobie dostęp do ulubionych tekstów, nagrań audio, a także miesięcznika w wersji na czytniki.

Wykup dostęp online

Artykuł ukazał się w lipcowym numerze miesięcznika „Pismo. Magazyn Opinii” (7/2022) pod tytułem Siedlisko.

Newsletter

Pismo na bieżąco

Nie przegap najnowszego numeru Pisma i dodatkowych treści, jakie co miesiąc publikujemy online. Zapisz się na newsletter. Poinformujemy Cię o najnowszym numerze, podcastach i dodatkowych treściach w serwisie.

* pola obowiązkowe

SUBMIT

SPRAWDŹ SWOJĄ SKRZYNKĘ E-MAIL I POTWIERDŹ ZAPIS NA NEWSLETTER.

DZIĘKUJEMY! WKRÓTCE OTRZYMASZ NAJNOWSZE WYDANIE NASZEGO NEWSLETTERA.

Twoja rezygnacja z newslettera została zapisana.

WYŁĄCZNIE DLA OSÓB Z AKTYWNYM DOSTĘPEM ONLINE.

Zaloguj

ABY SIĘ ZAPISAĆ MUSISZ MIEĆ WYKUPIONY DOSTĘP ONLINE.

Sprawdź ofertę

-

-

-

  • -
ZAPISZ
USTAW PRĘDKOŚĆ ODTWARZANIA
0,75X
1,00X
1,25X
1,50X
00:00
50:00