Esej

Czy czeka nas świat bez pracy?

rysunki Rafał Piekarski
Praca od stuleci rządzi naszym życiem. Obecnie odgrywa większą rolę niż kiedykolwiek. Pojawiło się jednak nowe pokolenie intelektualistów, którzy twierdzą, że istnieje alternatywa.

Praca jest władczynią współczesnego świata. Większość ludzi nie potrafi sobie bez niej wyobrazić społeczeństwa. Zdominowała nasze życie codzienne i przenika je dziś dogłębniej niż kiedykolwiek w ostatnich stuleciach, co szczególnie dotyczy Wielkiej Brytanii i Stanów Zjednoczonych. Cały system edukacji podporządkowany jest obsesji zwiększania zatrudnienia. Nawet osoby z ciężkimi niepełnosprawnościami, ubiegające się o zasiłki mają obowiązek szukać pracy. Supergwiazdy korpoświata popisują się swoimi napiętymi grafikami, politycy idealizują „ciężko pracujące rodziny”. Przyjaciele podrzucają sobie nawzajem pomysły na biznes, firmy z branży technologicznej przedstawiają wielogodzinną pracę jako zabawę. Według orędowników tak zwanejgig economy, czyli rynku opartego na kontraktach czasowych i zleceniach, brak ściśle wyznaczonych godzin pracy oznacza więcej swobody. Ludzie dalej dojeżdżają do pracy, rzadziej strajkują, później przechodzą na emeryturę. Dzięki technologiom cyfrowym praca wkroczyła w sferę czasu wolnego.

Wszystko to wiąże się ze sobą nawzajem i sprawia, że praca w coraz większym stopniu kształtuje nasze nawyki i psychikę, wypierając inne wpływy. Joanna Biggs pisała w swojej niepokojącej książce z 2015 rokuAll Day Long: A Portrait of Britain at Work(Przez cały dzień: Portret pracującej Wielkiej Brytanii): „Praca (…) nadaje naszemu życiu znaczenie, skoro funkcji tej nie pełnią już ani religia, ani polityka oparta na systemie partii, ani wspólnota”.

rysunki Rafał Piekarski

A mimo to dla coraz większej liczby ludzi, z coraz większej liczby powodów, praca się nie sprawdza. Przyczyny te rozpatrujemy osobno jako niepowiązane ze sobą. Inaczej nie potrafimy, tak centralne miejsce w naszych systemach wartości zajmuje bowiem praca. Niemniej dowody jej porażek możemy spotkać na każdym kroku.

Praca nie zapewnia obecnie środków do życia – a co dopiero dobrobytu – całym klasom społecznym. W Wielkiej Brytanii prawie dwie trzecie osób ubogich (czyli około ośmiu milionów ludzi) to członkowie gospodarstw domowych, w których co najmniej jedna osoba pracuje. Przeciętna płaca w Stanach Zjednoczonych od pół wieku nie poszła w górę.

Nawet ludzie wykształceni, rzekomi zwycięzcy, coraz rzadziej mogą zapewnić sobie dzięki pracy awans społeczny czy poczucie własnej wartości. W 2017 roku połowa świeżo upieczonych absolwentów w Wielkiej Brytanii została oficjalnie zaklasyfikowana jako osoby „wykonujące prace, które nie wymagają posiadania dyplomu”. – Wiara w pracę wśród dwudziesto- i trzydziestolatków [w Stanach Zjednoczonych – przyp. A.B.] słabnie – mówi historyk pracy, Benjamin Hunnicutt. – Nie czerpią z pracy satysfakcji, nie spodziewają się też, że dzięki niej poprawią swoją pozycję w społeczeństwie. Próbkę tego dostajemy za każdym razem, kiedy młody człowiek z dyplomem uniwersyteckim i smutnym spojrzeniem serwuje nam latte w kawiarni.

Praca staje się coraz mniej pewna i przewidywalna. Przybywa kontraktów krótkoterminowych, zleceń, osób o niestabilnych źródłach dochodu. Ludziom na etacie grożą rozmaitego rodzaju „restrukturyzacje”. Zachodnie gospodarki w XX wieku osiągnęły sukces, bo zdołały doprowadzić do długotrwałegoboomukonsumenckiego i upowszechnić własność mieszkaniową. A teraz mamy narastające długi i kryzysy na rynkach nieruchomości. Dla wielu osób, nawet nieszczególnie zamożnych, dochód z pracy jest z finansowego punktu widzenia mniej istotny niż odziedziczone pieniądze lub posiadany dom.

Moda na równowagę między pracą o czasem wolnym była aktem przyznania, że nadmiar pracy psuje nasze życie. 

Bez względu na to, czy całe dnie spędzasz przy komputerze, czy też próbujesz sprzedawać innym kiepsko wynagradzanym ludziom rzeczy, na które ich nie stać, praca coraz częściej wydaje się bezsensowna lub wręcz społecznie szkodliwa. W słynnym artykule z 2013 roku amerykański antropolog David Graeber nazwał takie zjawisko „ściemo-pracą”, wymieniając choćby następujące zawody: „kierownicy funduszy typuprivate equity, lobbyści, analitycy PR (…), telemarketerzy, egzekutorzy długów”. Do tego dochodziły jeszcze „branże pomocnicze (fryzjerzy psów, dostawcy całodobowych pizzerii), które istnieją tylko dlatego, że wszyscy spędzają mnóstwo czasu w robocie”.

Tezy Graebera wydawały się subiektywne i nadmiernie uproszczone, lecz w coraz większym stopniu znajdują …

Zarejestruj się, by przez miesiąc czytać Pismo bez ograniczeń.

Liczba artykułów dostępnych w całości bez logowania się w naszym serwisie: 0 z 0

Kup prenumeratę

Artykuł ukazał się 19 stycznia 2018 roku na theguardian.com. © Copyright Guardian News & Media Ltd 2019. Esej ukazał się w listopadowym numerze miesięcznika "Pismo. Magazyn opinii" (11/2019) pod tytułem Postpraca: radykalna koncepcja bez pracy zarobkowej. 

FreshMail.pl