Proza poetycka

Tydzień w świętym mieście

poniedziałek, św. sumik z opatkowic

 

Dwóch panów łowi ryby. Pustynia, stara wieś, przywry grasują po kałużach, co robić na wakacjach, na ile ta kiełbasa? Ja tego do ust nie biorę. Łabędzie tarmoszą zbutwiałe liście. Wszyscy boją się piżmaków, które mają nory w stawie. Jest dziewięcioro kacząt, wodzi je krzyżówka z elegancją. Kilka żab jedzie przez Smoleńskiego. Nic nie wychodzi z wody. Młode ptaki są szare i piszczą. Zza grobli słychać trzcinniczka i zakopiankę. Przy stawie płyty betonowe, obtłuczone i z wystającymi prętami. Żaby siedzą jedna na drugiej. Autobus w podobie puszki zawraca przy blokach. Uważaj, Antoś, bo pan cię zabierze rowerem. Jakoś brzydko przy blokach, wracajmy, staw w słońcu śliczny.

rysunekIwona Chmielewska

Na Wildze nowa kładka. Z jednej strony „każda ryba utonie”, z drugiej prącie, pentagram i niebieskie serce. Żaby przenosimy, są suche i grube. Jeden z panów ma koszulkę z łysą czaszką. Drugi ma telefon. Konie spociły się i śmierdzą. Pierwszy łowi na małą rybkę, której nic nie chce. Autobus znowu zawraca, jedzie w stronę Sidziny. Niezadowolenie: łabędzie prychają na piżmaka, który wyszedł z nory. Źli panowie. Wędka zahacza o konar na mieliźnie. Piżmak daje nura, łabędzie odpływają. Drugi pan wyciąga sumika. Szczepią na wściekliznę w przyszłym tygodniu. Kaczki gmerają w trawach przy brzegu. Sumik na muchę, oprawia się go i wrzuca do kosza, który przy nodze zanurzony. Do lasu nie, bo komary, nad rzeką lepiej, przewiew. Wielka żaba rozpłaszcza się na jezdni. Autobus zawraca, jedzie do Borku. Panowie na płytach, jeden z nich, bo drugi bardziej śpiący. Idą labradory, czarny pies obgryza wielki kij wyciągnięty ze stawu. Naraz chmury, w oddali pułkownik Sanders: „rozwiń skrzydła!”. Łabędź niemy wyrywa do 10 …

Zarejestruj się, by przez miesiąc czytać Pismo bez ograniczeń.

Liczba artykułów dostępnych w całości bez logowania się w naszym serwisie: 0 z 0

Zarejestruj się

FreshMail.pl