Reportaż

Czego (nie) uczy polska szkoła?

Bycie obywatelem świata to pewien sposób myślenia oraz zdolność spojrzenia na problem z obcego punktu widzenia. Tego chcieliby uczyć polscy nauczyciele.
rysunki Magdalena Pelc

Jest rok 2015, kończą się wakacje, a ja siedzę w szkole, choć dawno skończyłam naukę. Przyjechałam do II Liceum Ogólnokształcącego w Gorzowie Wielkopolskim na zaproszenie moich dawnych nauczycieli. Mam poprowadzić warsztaty w ramach dni integracyjnych pierwszaków. 

Odwiedzałam tę szkołę już kilkakrotnie. W poprzednich latach opowiadałam w niej między innymi o dziennikarstwie,fake newsachi mediach społecznościowych. Tym razem myślę: „Może porozmawiajmy w końcu o samej szkole?”. 

Rozdaję nastolatkom małe karteczki i proszę, aby napisali na nich najważniejszą rzecz, której się dotąd nauczyli. Nie podpowiadam, co by to miało być. Na twarzach widzę olbrzymie skupienie, grupa nagle poważnieje. Piszą. 

Zbieram karteczki, tasuję i odczytuję na głos: „Nauczyłam się mówić po angielsku i mam teraz znajomych na całym świecie”, „Wiem, jak nawiązywać przyjaźnie”, „Wierzę w siebie”. Ktoś ironizuje: „W środku nocy potrafię opowiedzieć, jak zbudowany jest pantofelek”. Inny dorzuca: „Znam całą tablicę Mendelejewa, mogę oglądaćBreaking Bad[serial o nauczycielu chemii, który zaczyna produkować metamfetaminę – przyp. red.]”.

Teraz trudniejsze zadanie. Wspólnie decydujemy, co z tego, czego się nauczyli, jest wiedzą „szkolną”, wynikającą z podstaw programowych i podręczników, sprawdzaną na egzaminach, a co „pozaszkolną”, której przybywa nam między innymi dzięki relacjom z innymi ludźmi. Tablica „pozaszkolna” zapełnia się zdecydowanie szybciej. Później długo dyskutujemy, dlaczego tak się dzieje.

W kolejnych latach powtarzam to ćwiczenie jeszcze parokrotnie – z uczniami w różnym wieku, zarówno z małych miasteczek, jak i z Warszawy. Kilka razy udaje mi się je przeprowadzić również z nauczycielami. Najpierw w tej samej formule co z młodzieżą, a później z dogrywką, stawiając pytanie: „Jaka jest najważniejsza rzecz, której nauczyłeś/aś swoich uczniów”. Tablica „pozaszkolna” znowu ledwie mieści karteczki. I tylko raz proporcje nie były tak przytłaczające na rzecz edukacji „pozaszkolnej” – gdy odwróciłam kolejność pytań. Wtedy nauczyciele pisali między innymi o procentach, zakładaniu własnej firmy, bogatym słownictwie oraz przyjemności z czytania poezji. 

 


latem 2015 rokunikt jeszcze nie mówił o likwidacji gimnazjów, a nauczycielom nawet nie przychodziło do głowy, że ktoś będzie zmieniał podstawy programowe; przecież Katarzyna Hall, w latach 2007–2011 ministra edukacji narodowej, dopiero co je poprawiała. Podstawy to jeden z najważniejszych szkolnych dokumentów. To w nich Ministerstwo Edukacji Narodowej określa, czego dzieci mają się nauczyć na danym etapie edukacji, to według ich wytycznych powstają podręczniki, i to do ich treści odwołują się autorzy egzaminów końcowych. W maju 2015 roku po raz pierwszy maturę zdawali absolwenci, którzy uczyli się według propozycji programowej Hall, mającej wzmocnić specjalizację uczniów przez ułatwienie im w liceum koncentracji na tych przedmiotach, które ich szczególnie interesują. Krytycy mówili, że liceum zamieniło się w krótki kurs przygotowawczy do matury. Zwolennicy – że w końcu młodzież może rozwijać swoje pasje i zainteresowania.

Cztery lata później znowu są wakacje. Moja dawna szkoła, w której prowadziłam zajęcia, podobnie jak tysiące innych w całym kraju stoi u progu edukacyjnej rewolucji. Ale nie takiej, jakiej oczekiwali uczniowie, dzielący się ze mną doświadczeniami na małych, samoprzylepnych karteczkach. Gimnazjów już nie ma. Pierwszego września naukę w liceach rozpoczęli ich ostatni absolwenci. W sąsiednich klasach uczą się ci, którzy skończyli ósmą klasę, i robią to zupełnie inaczej niż ich rok starsi koledzy, według nowych podstaw. Czy lepiej? Niekoniecznie. 

– Program, który stworzyliśmy, jest nowoczesny. Będzie mobilizował nauczycieli do ciągłego kształcenia – przekonywała na konferencji prasowej ówczesna ministra edukacji narodowej, Anna Zalewska. Gdy jednak pytam dziś nauczycieli, czego chcieliby uczyć, mało który mówi o konkretnych datach, nazwiskach, tematach czy teoriach – a to o nie spierały się dotąd kolejne resorty edukacji, często zapominając, że są to rzeczy, które najłatwiej wyszukać i zapisać.

Wspaniale byłoby mieć pracę, w której będę robił coś twórczego i zmieniał świat. Przecież nauczyciele budują podmiotowość uczniów. Co może być ważniejszego?

– Problemem nie jest to, co włożymy do pudełka z podstawą programową. Kłopotem jest pudełko samo w sobie – mówił mi niedawno Andreas Schleicher, niemiecki naukowiec …

Zarejestruj się, by przez miesiąc czytać Pismo bez ograniczeń.

Liczba artykułów dostępnych w całości bez logowania się w naszym serwisie: 0 z 0

Zarejestruj się

Reportaż ukazał się w październikowym numerze miesięcznika "Pismo. Magazyn opinii" (10/2019) pod tytułem Wychowanie do życia.

FreshMail.pl