Esej

Duchowość spod lady

Duchowość można dostrzec zarówno w mantrach, codziennej empatii, uczestnictwie w mszy, rozmowie z drugim człowiekiem, zabawie z psem, medytacji mindfulnessu, jak i długim spacerze w przyrodzie.
rysunki ANNA GŁĄBICKA

Znajoma wysłała mi zdjęcie ekranu służbowego laptopa: po jednej stronie otwarte okno aplikacji Zoom, na którym szczupła kobieta z zamkniętymi oczami, trzymając się za skronie, peroruje o czymś w widocznym skupieniu, po drugiej – kilka otwartych zakładek czatu i pisanecaps lockiemnagłówki maili w rodzaju „PILNE!!!” oraz „GDZIE JESTEŚ?!”. „W ramach dbania o pracowników w dniu zamykania projektu firma załatwiła mi zajęcia z coachem na tematwellbeingmindfulnessu– pisała mi z irytacją. – Zamiast zatrudnić dodatkowe osoby, zdjąć ze mnie nadmiar obowiązków i w ten sposób zadbać o mójwellbeing, zapłacą za to, żeby ktoś opowiedział mi o tym, czym jestwellbeing. Jeśli to nie jest łatanie dziury śliną, to nie wiem, co nim jest”.

Znajomy opowiadał mi z kolei o tym, jak u niego w biurze wygląda cykl przepływu informacji. Nazwał go „utrzymywaniem równowagi pomiędzy złymi a dobrymi wiadomościami”. Obniżamy pensje w związku z pandemią? Wyślemy wamcare packagez czekoladą i antystresową piłeczką! Konkurs na najlepszy wynik między działami? Zapraszamy na zajęcia ze świadomego oddechu! Podnosimy cele sprzedażowe? Treningimindfulnessw każdą środę o 17:00!

Dostęp online
Zapewnij sobie dostęp online do wszystkich tekstów, nagrań audio i wersji na czytniki.Skorzystaj z oferty

Traktowałam te historie jako wyraz nieodłącznego komponentu każdej pracy, czyli naszego tradycyjnego, swojskiego narzekactwa. Zwłaszcza że jako osoba usiłująca utrzymać się na freelansie z zazdrością spoglądam na niedostępne mi dobra, takie jak zdolność kredytowa czy płatny urlop w razie choroby. Z tej perspektywy kwestia zajęć z jogi i świadomego oddechu na koszt firmy wydaje się klasycznym przykładem problemów pierwszego świata. Ale zza tych opowieści, podobnie jak zza montowanych na halach Amazona – firmy wielokrotnie oskarżanej o naginanie praw pracowniczych – budek do medytacji (Mindfulness Booth oraz Zen Boo­ths), przedziera coś większego, a przy tym symptomatycznego dla dzisiejszych czasów. To przeświadczenie, że medytacja rozwiąże problem stresu w zespole, które zastępuje refleksję, co jest tego stresu powodem i czy można mu zaradzić u źródła. Przekonanie, że zajęcia z coachemwellbeingu(trenerem dobrego samopoczucia) złagodzą niezadowolenie z nadmiaru obowiązków, a praktyka asan pomoże wysiedzieć dodatkowe godziny za biurkiem bez bólu pleców. To wszechobecne nastawienie na leczenie objawów, a nie przyczyn, jest wyrazem współczesnej, korporacyjnej filozofii, którą można streścić słowami: „To ty masz problem, pracowniku, jeśli nie radzisz sobie z zadaniami, a nie my, pracodawcy, nawet jeśli swoje oczekiwania wzięliśmy z kosmosu. Nie zmienimy więc przyczyn twojego niezadowolenia, ale pomożemy ci je wygłuszyć, byś w efekcie lepiej i szybciej pracował”.

Joga i praktyka uważnościmindfulnesssame w sobie nie są jednak problemem. Problem zaczyna się w momencie, w którym praktyki samorozwojowe i duchowe tego typu (najczęściej zapożyczane ze Wschodu, a potem wypaczane, by lepiej odpowiadały zachodnim gustom) są używane do przykrycia powodów, dla których są nam w ogóle potrzebne. Na przykład wtedy, gdy mają wyciszać pojawiające się w głowie głosy, które podpowiadają, że skoro czujemy dyskomfort, to może należałoby zastanowić się nad zmianą swojego położenia. W końcu, jak pisze redaktorka „Dissent Magazine”, Laura Marsh, wbrew oczekiwaniom sporej części kapitalistycznego świata „joga i ćwiczenia oddechu nie zastąpią elastycznych godzin pracy, dłuższego urlopu, spłaszczania hierarchicznych struktur podległości czy motywowania pracowników do współpracy zamiast do rywalizacji” [przeł. Marek Jedliński, przedruk – „Krytyka Polityczna”].

Przekaz, jaki dostają pracownicy ery późnego kapitalizmu, jest prosty: problemem jest twoje postrzeganie sytuacji, a nie ona sama, dlatego zmień swoje podejście do życia – ale nie zmieniaj sytuacji, która jest źródłem twojej udręki.

Kwestię tę dobrze opisuje książkaMcMindfulness: How Mindfulness Became the New Capitalist(McMind­fulness: Jak mindfulness stał się nową formą kapitalizmu), której autor, Ronald Purser, pokazuje, w jaki sposób współczesne formy samorozwoju oraz duchowości spod znaku New Age są wykorzystywane przez korporacje do zwiększania produktywności swoich pracowników. Purser pisze o „prywatyzacji stresu” – zjawisku przerzucania odpowiedzialności za przeżywane obciążenia na tego, kto ich doświadcza, zdejmując ją z tego, kto je generuje. Z kolei wspomniana wyżej Laura Marsh zwraca uwagę na to, że „propagowanie medytacji i spokoju w miejscu pracy może sprzyjać kulturze akceptacji, a przez to utrwalać nieznośne warunki”. Przekaz, jaki dostają pracownicy ery późnego kapitalizmu, jest więc prosty: problemem jest twoje postrzeganie sytuacji, a nie sama sytuacja, dlatego kup książkę, dostęp do aplikacji lub udaj się na warsztaty z coachem, aby wziąć kilka głębokich wdechów i ostatecznie zmienić swoje podejście do życia – ale za nic w świecie nie zmieniaj sytuacji, która jest źródłem twojej udręki.

Tymczasem powinniśmy zająć się korporacyjną logiką, zainteresowaną rozmyciem ego wyłącznie ze względu na kuszącą obietnicę, że pracownik bez ego to pracownik doskonały. Fascynacja podobnymi praktykami nie jest przy tym wyłącznie obszarem zainteresowań korporacji, lecz także dużej części jej pracowników i w ogóle współczesnego świata. To w końcu nie tak, że ktoś próbuje nam na siłę wcisnąć praktyki znikąd, ale raczej wykorzystać w określony sposób to, czemu i tak wielu z nas chętnie się oddaje. W tym chaosie zachodniej interpretacji rozmaitych …

Chcesz przeczytać do końca? Wykup dostęp online

Liczba artykułów dostępnych w całości bez logowania się w naszym serwisie: 0 z 0

Wykup dostęp online