Esej

Kowalscy kupują sztukę

  • autor
  • Janusz Miliszkiewicz
Rynek sztuki, czuły jak sejsmograf, rejestruje zmiany naszego smaku artystycznego. Dokonał epokowych odkryć i wypromował twórców, którzy debiutowali po 1989 roku, a już są uznawani za klasyków.
Pochodzący z 1973 roku wczesny obraz Edwarda Dwurnika pt. "Antabus". Katalog wystawy "Edward Dwurnik. Wielki malarz treści, Muzeum Regionalne w Wągrowcu 2015/ Zdzisław Orłowski.

Każdy Polak zna historię naszej sztuki współczesnej. W tramwajach i w podmiejskich pociągach wracający z pracy oglądają na iPhone’ach prowadzone na żywo relacje z krajowych aukcji i głośno komentują rekordowe ceny. Tego samego wieczora największe telewizje zachłystują się sensacyjnymi wynikami licytacji. Każdy wie, że największy malarz to Wojciech Fangor, że Henryk Stażewski po swojemu pomalował pantofle wpływowej krytyczki sztuki Andy Rottenberg, a kiedy Roman Opałka tworzył swojeobrazy liczone, to najpierw każdą liczbę wypowiadał półgłosem po polsku (choć biegle znał francuski)… 

Niestety, jeszcze niemało dzieli nas od chwili, w której polska sztuka współczesna zawita pod strzechy. Niemniej przez ostatnie trzydzieści lat nasz rynek sztuki przeobraził się radykalnie, choć pod pewnymi względami wciąż przypomina ten z nakręconej w 1966 roku komediiMałżeństwo z rozsądku. Stanisław Bareja pokazał w niej prekursora wolnego rynku sztuki w Polsce: handlarza z warszawskiego bazaru Różyckiego, który nie mógł oficjalnie udokumentować swoich nielegalnych zysków z handlu ciuchami, więc wymyślił fikcyjne, reżyserowane sprzedaże obrazów. Ów człowiek znalazł zięcia, artystę malarza, którego grał Daniel Olbrychski. Powiedział do niego: „My te twoje obrazki puścimy jeszcze raz w kurs, wykupimy przez podstawionych ludzi. Znowu wypuścimy w kurs, niech na ciebie pracują, niby że masz takie powodzenie”.

Do dziś, mimo że minęło niemal dziewięćdziesiąt lat od jego śmierci, liderem rankingów jest Jacek Malczewski . 

Pieniądze uporządkowały fakty artystyczne. Najlepsze powojenne dzieła, rozproszone na świecie, odnaleziono i sprowadzono nad Wisłę, bo tylko tu polonika uzyskują wysokie ceny. Rynek dokonał epokowych odkryć i wypromował twórców, którzy debiutowali po 1989 roku, a już są uznawani za klasyków.

 


nie od razu doceniliśmypowojenną sztukę. Ujawnia to ranking „TOP 1000” portalu o rynku sztuki Artinfo.pl, który zestawia najdrożej sprzedane dzieła na aukcjach po 1989 roku. O naszym guście artystycznym wiele mówi tabela wyliczająca dwudziestu artystów z największą liczbą prac w rankingu. Do dziś, mimo że minęło niemal dziewięćdziesiąt lat od jego śmierci, liderem jest Jacek Malczewski (osiemdziesiąt trzy prace). Drugie i trzecie miejsce zajmująex aequoAlfred Wierusz-Kowalski i Jerzy Nowosielski (pięćdziesiąt cztery), a czwarte Wojciech Fangor (czterdzieści dziewięć). To zestawienie obowiązkowo porównujemy z podsumowaniem prezentującym artystów o najwyższej łącznej wartości sprzedaży w rankingu. Znowu prowadzi Malczewski – po 1989 roku sprzedano jego dzieła za ponad trzydzieści siedem milionów złotych. Ale na drugim miejscu jest już Fangor z łączną kwotą sięgającą niemal dwudziestu ośmiu milionów. O ile jednak Malczewski jest chętnie kupowany od 1989 roku, to dzieła Fangora na dobre weszły na rynek dopiero w ciągu ostatnich pięciu lat. Gigantyczne przyspieszenie nastąpiło w latach 2016–2017, kiedy sprzedano najwięcej najdroższych obrazów Fangora. Artysta błyskawicznie dogania rywala i niedługo będzie najważniejszym (jeśli uznamy pieniądz za najobiektywniejszy miernik sukcesu artystycznego) polskim malarzem. Rynek, czuły jak sejsmograf, rejestruje zmiany naszego smaku artystycznego. 

 


do dziś malarstwoFangora wybieramy instynktownie. Kolejne pokolenia Polaków jego sztukę powinny mieć głęboko zakodowaną w wyobraźni. Upowszechniły ją mozaiki, które od 1963 roku zdobią kolejowy Dworzec Śródmieście w Warszawie. Jest ich kilkadziesiąt, pulsują kolorami podobnie jak słynne „koła” artysty, kupowane na aukcjach za pół miliona złotych lub drożej. Przez pół wieku dworcowe mozaiki zachwycały setki milionów pasażerów, a Fangor robi się bardziej rozpoznawalny niż Nikifor. 

Na aukcji w grudniu 2016 roku obraz Fangora wylicytowano do rekordowej ceny milion złotych. Zdjęcie:Desa Unicum/Marcin Koniak.

Dlaczego jednak staje się największym, bo najdroższym, polskim malarzem? Krytycy sztuki zaczynają artykuły o nim od informacji o wystawie w Muzeum Guggenheima w Nowym Jorku. Chociaż Fangor przekonywał w wywiadach, że nie miała ona dla jego kariery kluczowego znaczenia, pozostaje faktem, że jest jedynym polskim artystą, któremu zorganizowano w tym muzeum indywidualną wystawę. O karierze przesądził entuzjastyczny artykuł w „New York Timesie”, a stał za nim Artur Lejwa, pochodzący spod Kielc, który został nowojorskim marszandem Fangora przez sentyment do Polski. 

 


ale czy artystamoże zaistnieć bez dobrego marszanda? Z notowań aukcyjnych wynika, że jeszcze pod koniec zeszłego stulecia w pierwszej dziesiątce najchętniej kupowanych i najwyżej licytowanych artystów nie było żyjącego malarza. Pierwsze miejsca w rankingu zajmowali między innymi Wlastimil Hofman, Jacek Malczewski, Wojciech Kossak, Jerzy Kossak i Teodor Axentowicz. Jedyny liczący się na aukcjach żyjący malarz – Jerzy Nowosielski – zajmował dalekie miejsce w trzeciej dziesiątce. Dopiero w 2001 roku zajął …

Zarejestruj się, by przez miesiąc czytać Pismo bez ograniczeń.

Liczba artykułów dostępnych w całości bez logowania się w naszym serwisie: 0 z 0

Zarejestruj się

Więcej na ten temat możesz posłuchać we wtorek 7 sierpnia od godz. 14:00 na antenie www.chillizet.pl

FreshMail.pl