Twój dostęp nie jest aktywny. Skorzystaj z oferty i zapewnij sobie dostęp do wszystkich treści.


Czytaj i słuchaj bez ograniczeń. Zaloguj się lub skorzystaj z naszej oferty

Czytaj

Czym jest minimalizm?

Sam minimalizm nie jest nową ideą. Nowa jest następująca kwestia: nigdy wcześniej ludzie nie byli tak silnie uwiedzeni przez materializm i z taką łatwością nie porzucali tych, których kochają. Przedpremierowy fragment książki J. F. Millburna i R. Nicodemusa „Kochaj ludzi, używaj rzeczy. Odwrotnie to nie działa”.
Zdjęcie materiały prasowe

Minimalizm zaczyna się od rzeczy, ale to zaledwie początek. Na pierwszy rzut oka łatwo jest pomyśleć, że celem minimalizmu jest po prostu pozbycie się rzeczy materialnych. Odgruzowanie. Uproszczenie. Eliminacja. Odrzucenie. Oderwanie się. Zredukowanie. Odpuszczenie. 

Gdyby tak było, wówczas każdy mógłby wynająć kontener, wyrzucić rupiecie i natychmiast poczuć wieczną błogość. Można jednak rzucić wszystko i nadal czuć się nieszczęśliwym. Można wrócić do pustego domu i czuć się gorzej, bo właśnie wyrzuciło się wszystkie „uspokajacze”. 

Pozbycie się nadmiaru to główny element tego przepisu – ale tylko jeden składnik. Jeśli skupiamy się jedynie na przedmiotach, wtedy umyka nam szersza perspektywa. Pozbycie się bałaganu nie jest efektem końcowym – to zaledwie pierwszy krok. Z pewnością poczujesz, jak  spada z ciebie ciężar, ale nie doświadczysz trwałego zadowolenia, odrzucając wszystko, co posiadasz. 

Głównym problemem nie jest konsumpcja – tylko konsumpcja bezmyślna. Możemy to zmienić, podejmując każdego dnia bardziej świadome decyzje. Wszyscy potrzebujemy pewnych przedmiotów; kluczem jest posiadanie odpowiedniej liczby – potrzebnych – rzeczy i odpuszczenie sobie pozostałych. I tu właśnie pojawia się minimalizm. 

Minimaliści nie skupiają się na posiadaniu mniej, lecz na tworzeniu przestrzeni na więcej: czasu, pasji, twórczości, zadowolenia, wolności. Po uprzątnięciu bałaganu robi się miejsce na to, co nadaje życiu sens i niekoniecznie jest materialne. 

Dostęp online
Zapewnij sobie dostęp online do wszystkich tekstów, nagrań audio i wersji na czytniki. Skorzystaj z oferty

Czasami ludzie unikają minimalizmu, ponieważ samo słowo wydaje się ekstremalne, radykalne czy wywrotowe. Obawiając się wykroczenia poza granice kultury, uchylają się od upraszczania, gdyż nie chcą zdobyć etykietki „minimalisty”. 

Jeśli więc minimalizm wydaje ci się zbyt ascetyczny, możesz sam nazwać ulubiony smak upraszczania – po prostu wybrać odpowiedni –izm: intencjonalizm, wystarczalizm, selektywizm, esencjalizm, powstrzymacjonizm, praktykalizm, na-własno-kieszenizm. Bez względu na to, jak go nazwiesz, to minimalizm pozwala nam uwolnić się od rzeczy, aby zrobić miejsce dla takich rzeczy, które są w życiu ważne – a które wcale nie są rzeczami. 

Czym są zatem tak zwane rzeczy ważne? To właśnie mamy nadzieję odkryć.

Kochaj ludzi, używaj rzeczy 

Ta książka nie jest przewodnikiem o porządkowaniu domu – tego typu pozycji jest mnóstwo. Chociaż prezentujemy w niej kilka praktycznych porad, jak pozbyć się nadmiaru rzeczy, tak naprawdę chcemy cię przeprowadzić przez łatwą fazę, pierwszą fazę odgracania. Książka ma być twoim przewodnikiem nawigowania po świecie możliwości, które otworzą się po opanowaniu bałaganu, i po kolejnej, tym razem trudnej, fazie nauki o świadomym życiu. Wszystko zaczyna się od rzeczy, a kiedy już będziesz miał mniej, pokażemy ci, jak zrobić miejsce dla w i ę c e j, ale tego, co się liczy najbardziej.

Sam minimalizm nie jest nową ideą: pomysł pochodzi od stoików, wszystkich głównych religii, a ostatnio od Emersona, Thoreau i Tylera Durdena. Nowa jest następująca kwestia: nigdy wcześniej ludzie nie byli tak silnie uwiedzeni przez materializm i nigdy wcześniej z taką łatwością nie porzucali tych, których kochają, tylko po to, żeby zdobyć mnóstwo bezsensownych przedmiotów. 

W książce rzucamy nowe światło na rozwiązania, które minimalizm przez lata przetestował, po jednej lekcji w każdym rozdziale. Celem książki nie jest zniechęcenie do nowoczesnego świata, ale raczej pokazanie, jak można w nim lepiej funkcjonować. 

Jak nauczyć się z powodzeniem żyć bez rzeczy materialnych, których kiedyś – o tym byliśmy przekonani – potrzebowaliśmy? Jak żyć bardziej świadomie i mieć satysfakcję z życia? Jak nauczyć się ponownie ustalać priorytety? Jak zmienić sposób, w jaki na siebie patrzymy? Jak dostać od życia to, czego chcemy?

Badamy to razem z Ryanem, analizując siedem istotnych relacji, które nas kształtują: z rzeczami, prawdą, samym sobą, wartościami, twórczością, pieniędzmi i ludźmi. Te relacje przecinają się w życiu w niespotykanych miejscach, tworząc destrukcyjne schematy, które często się powtarzają, a które zbyt rzadko analizujemy, ponieważ pogrzebaliśmy je pod materialistycznym bałaganem. Książka dostarcza narzędzi, które mają pomóc w walce z konsumpcjonizmem, stwarzając nową przestrzeń dla wartościowego życia.

Na początek dobrze jest chłonąć informacje, ale tylko d z i a ł a n i a zmienią twoje życie. A jeśli naprawdę chcesz, żeby informacje zawarte w książce z tobą zostały, przedyskutuj je z innymi, a nawet pomyśl o tym, żeby nauczyć ich tego, czego sam się nauczyłeś.

Żeby pomóc ci zapamiętać tak wiele, jak to tylko możliwe, Ryan – mentorska połowa Minimalistów – zakończy każdy rozdział kodą, która będzie zawierać pięć pytań dotyczących zagadnień w nim poruszonych. Pytaniom będzie towarzyszyć lista pięciu „należy” i pięciu „nie należy” związanych z tematem rozdziału – działań, które bezzwłocznie możesz wprowadzić w codzienne życie. Poświęć na nie tyle czasu, ile potrzebujesz, a następnie wciel w życie wszystkie zalecenia, zanim przejdziesz do kolejnego rozdziału – pomogą ci utrwalić to, co przeczytałeś.

Czytając, uświadomisz sobie, że Kochaj ludzi, używaj rzeczy to nie tylko książka odpowiadająca na pytanie j a k – ale też na pytanie d l ac z e g o. Po każdym rozdziale chcemy pozostawić cię z praktycznymi radami, jak zmienić swoje życie, i interesującymi historiami, dzięki którym zrozumiesz, że zmiana jest konieczna. Kiedy połączysz j a k i d l ac z e g o, otrzymasz przepis na trwałą przemianę.

Wolność od impulsu

Większość mieszkańców Zachodu goniła za szczęściem za pomocą impulsywnych zakupów, ulotnych przyjemności i trofeów ostentacyjnego sukcesu. Źródło wszystkie złych decyzji – a także, jak na ironię, naszego niezadowolenia – leży w pragnieniu bycia szczęśliwym. Dzieje się tak, ponieważ często łączymy szczęście z natychmiastową gratyfikacją.

„Szczęście” to dość śliski termin. Dla każdego człowieka oznacza coś innego. Niektórzy rozumieją je jako przyjemność. Dla innych to spełnienie. Niektórzy widzą w nim zadowolenie, a inni satysfakcję. Niektórzy uczeni utożsamiają je z pojęciem dobrostanu.

Wysunąłbym hipotezę, że ludzie nie szukają szczęścia – szukają wolności. A prawdziwe szczęście – czyli trwały dobrostan – to tylko skutek uboczny w o l n o ś c i. 

Wolność. Samo słowo przywołuje mnóstwo obrazów: flagi szeleszczącej i łopoczącej na wietrze, bohatera wojennego wracającego do domu, orła szybującego nad kanionem. Ale prawdziwa wolność wykracza poza wyobrażenia i obejmuje coś bardziej abstrakcyjnego. 

Kiedy myślisz o wolności, często myślisz o robieniu tego, co chcesz, i kiedy chcesz.

Chodzi nam o to, że utraciliśmy kontrolę i nie ma w nas już dyscypliny niezbędnej do tego, żeby porzucić wszystko, co nas ciągnie do tyłu: jesteśmy uwiązani przeszłością, przykuci do kariery, zakotwiczeni w związku, złapani w pułapkę długów, skazani na to podrzędne miasto. 

Co gorsza, niektóre rzeczy i osiągnięcia przybierają kształt wolności – błyszczące sportowe samochody, ogromne podmiejskie domy, w pracy awans do narożnego pokoju – chociaż czasami prowadzą do jej przeciwieństwa: fałszywej wolności. Statystyczny Amerykanin stoi na wypielęgnowanym trawniku, uwięziony za parkanem amerykańskiego snu. 

Oczywiście ta wizja jest nieco podkoloryzowana, ale ilustruje ważną kwestię. Prawdziwa wolność wykracza poza dodatki i dekoracje fałszywej wolności. Żeby do niej dotrzeć, musimy wyjść poza zwodniczo piękne ogrodzenia, które zbudowaliśmy.

darowizna na rzecz fundacji pismo

Jak widzisz, prawdziwa wolność to coś znacznie więcej niż rzeczy materialne, bogactwo i tradycyjnie pojmowany sukces. Nie da się jej prześledzić na arkuszu kalkulacyjnym – to coś abstrakcyjnego. Do wolności, w przeciwieństwie do odległości i czasu, nie da się przyłożyć żadnych miar. Dlatego tak trudno ją pojąć. Zadowalamy się zatem tym, co możemy policzyć: dolarami, świecidełkami, siłą mediów społecznościowych, a temu wszystkiemu daleko do znaczenia i owoców prawdziwej wolności.

Im bardziej gonimy za fałszywą wolnością, tym bardziej oddalamy się od tej prawdziwej. A kiedy tak się dzieje, czujemy się zagrożeni wolnością innych. Chronimy więc nasze zbiory, kwestionujemy wybory ludzi, którzy inaczej podchodzą do życia i mocno trzymamy się status quo, ponieważ boimy się, że niekonwencjonalny styl życia innych w jakiś sposób nas znieważa. Jeśli inni są wolni, to my nie jesteśmy.

Zasady życia w minimalizmie

Chciałbym móc wręczyć ci listę 100 przedmiotów, które powinieneś posiadać, ale minimalizm nie na tym polega. To, co nadaje wartość mojemu życiu, mogłoby zaśmiecić twoje. Ponadto rzeczy, które niegdyś nadawały życiu wartość, być może już tego nie robią, więc musimy nieustająco kwestionować nie tylko przedmioty, które nabywamy, ale także te, których się trzymamy. 

Minimalizm nie jest antidotum na pragnienia i, podobnie jak większość ludzi, Ryan i ja nadal działamy pod wpływem impulsu, dlatego stworzyliśmy zbiór Zasad Życia w Minimalizmie, który stosujemy, by oprzeć się pokusie konsumpcjonizmu i dobrze wszystko zorganizować. Zasadę Na Wszelki Wypadek, Zasadę Sezonowości i jeszcze kilka innych znajdziecie rozsiane na kartach książki.

Ważne jest jednak, żeby poczuć się trochę niewygodnie, ponieważ potrzeba nieco dyskomfortu, żeby wzmocnić „muskuły odpuszczania”. W miarę upływu czasu i wzrostu twoich mięśni, możesz dostosowywać zasady, aby nadal stanowiły dla ciebie wyzwanie. Zanim się zorientujesz, staniesz się bardziej minimalistyczny niż Minimaliści. Widzieliśmy to dziesiątki razy.

Sześć pytań, które powinieneś sobie zadać, zanim coś kupisz

Za każdym razem, gdy rozstajesz się z dolarem, rozstajesz się z małą cząstką wolności. Jeśli zarabiasz 20 dolarów na godzinę, wtedy filiżanka kawy za 4 dolary kosztuje cię 12 minut, iPad za 800 dolarów to tydzień, a samochód za 40 000 dolarów to cały rok twojej wolności. 

Czy pod koniec życia wolałbyś mieć samochód, czy może jeszcze jeden rok? Nie oznacza to, że musimy się wyrzekać kawy, sprzętów elektronicznych czy samochodów. Ja osobiście mam wszystkie te rzeczy. Problem w tym, że nie zastanawiamy się nad rzeczami, które wprowadzamy do naszego życia. A jeśli nie będziemy wszystkiego kwestionować, na wszystko damy się nabrać.

Zanim zdecydujesz się na nowy zakup – czyli wprowadzisz do swojego życia kolejną rzecz – zadaj sobie sześć pytań, nim kasa fiskalna pochłonie twoje ciężko zarobione pieniądze.

1. Dla kogo to kupuję?

Posiadane rzeczy nie mówią światu o tym, kim jesteśmy, ale niestety często mówią o tym, kim chcielibyśmy być. Kiedy tak się dzieje, omyłkowo pozwalamy, żeby dobra materialne kształtowały naszą tożsamość. Z daremnym wysiłkiem prezentujemy ulubione marki, żeby podkreślić oryginalność: Widzisz tę nowiutką rzecz? Taki właśnie jestem! Logotypy powodują, że czujemy się wyjątkowi, tak jak wszyscy. 

Marki same w sobie nie stanowią problemu. Wszyscy potrzebujemy rzeczy, więc zdajemy się na firmy, które tworzą dla nas nowe przedmioty. Problem narasta, kiedy odczuwamy zewnętrzny przymus nabywania, jakby nowe ozdóbki miały być drogą na skróty do kompletnego życia. 

Presja zewnętrzna nie powinna być znakiem do konsumpcji. Jeśli już, jest to znak do tego, aby się zatrzymać i zadać sobie pytanie – dla kogo to kupuję? Czy ta nowa rzecz jest dla ciebie? Czy może kupujesz to, żeby stworzyć swój wizerunek w oczach innych? Jeśli to naprawdę dla ciebie – i w kupieniu tego jest jakiś sens – wtedy zrób to za wszelką cenę. Nie pozbawiajmy się rzeczy, które czynią nasze życie lepszym. Ale jeśli kupujesz coś tylko po to, żeby zaspokoić konsumpcyjną potrzebę, to stajesz na drodze wolności, którą próbujesz nabyć.

 2. Czy to uczyni moje życie lepszym? 

Nie posiadam wielu rzeczy, ale to, co mam, czyni moje życie lepszym. Oznacza to, że każda z moich rzeczy – od samochodu i ubrań aż po meble i elektronikę – jest dla mnie albo narzędziem, albo nadaje życiu pozytywną estetyczną wartość. Innymi słowy: czy coś ma jakąś funkcję lub też w znaczący sposób daje mi radość? Jeśli nie, nie warto tego kupować. 

3. Czy mnie na to stać? 

Jeśli zakupem nowej rzeczy musisz obciążyć kartę kredytową, to cię na nią nie stać. Jeśli musisz do niej dopłacić, to cię na nią nie stać. Jeśli jesteś zadłużony, nie stać cię na nią. To, że coś m o ż e s z dzisiaj kupić, nie oznacza, że możesz sobie na to pozwolić. Jeśli nie, lepiej zostawić to na półce. 

Ale co z kupnem domu lub pójściem na studia – to są wyjątki, prawda? Chociaż to mogą być inne d ł u g i – niż na przykład długi z karty kredytowej – to nadal tylko dług. Od tysiąca lat mówi się, że pożyczkobiorca jest niewolnikiem pożyczkodawcy, tak więc naszym celem powinna być jak najszybsza spłata wszelkich długów. Wiem, że ten punkt widzenia nie jest normalny, ale „normalność” wtrąciła nas w obecny bałagan wart 14 bilionów dolarów. O wielu błędnych mniemaniach związanych z długiem opowiemy w rozdziale Relacja 5: pieniądze. 

4. Czy to najlepszy sposób wykorzystania pieniędzy? 

Innymi słowy, jak inaczej mógłbyś wykorzystać tę sumę? Czy są jakieś alternatywy? Mój przyjaciel, autor piosenek Andy Davis, mówi o tym w piosence Good Life, która zwięźle oddaje nadużycia finansowe w naszej kulturze: „Z trudem płacimy czynsz / ponieważ dżinsy są drogie”. Oczywiście, byłoby cię stać na kosztowne dżinsy, ale czy gdzieś indziej te pieniądze nie przysłużyłyby ci się lepiej? Powiedzmy, na koncie emerytalnym czy na wakacjach rodzinnych (a może przeznaczone na czynsz)? Jeśli tak jest, zrezygnuj z zakupu i umieść te dolary w bardziej efektywnym miejscu. 

5. Jaki jest rzeczywisty koszt? 

Jak mówiliśmy we wstępie, rzeczywisty koszt przedmiotu znacznie wykracza poza jego cenę. W biznesie nazywają to rachunkiem kosztów pełnych. Ale nazwijmy to tak, jak jest w rzeczywistości: to prawdziwe koszty posiadania wszystkich rzeczy, o których sądzimy, że ich potrzebujemy. Kiedy chodzi o przedmioty, które posiadamy, musimy wziąć pod uwagę koszty magazynowania i utrzymania oraz koszty psychologiczne. Kiedy wszystkie je zsumujemy, wtedy poznajemy prawdziwy koszt i często zdajemy sobie sprawę, że nie możemy sobie na to pozwolić, nawet jeśli stać nas na koszty początkowe.

Okładka książki J. F. Millburna i R. Nicodemusa „Kochaj ludzi, używaj rzeczy. Odwrotnie to nie działa”

 6. Czy lepsza wersja mnie samego kupiłaby to?

Kilka lat temu moja przyjaciółka Leslie stała do kasy w swoim sklepie spożywczym, walcząc z zamkiem portfela i przygotowując się właśnie do zrobienia zakupu pod wypływem impulsu. Ale wtedy, stojąc w kolejce, miała czas, żeby zastanowić się nad rzeczą, którą trzymała w dłoni. Dokładnie przemyślała ten zakup i zadała sobie pytanie: Co zrobiłby Joshua? To znaczy, czy gdybym był na jej miejscu, dokonałbym tego zakupu? Nie, pomyślała i szybko odłożyła przedmiot na półkę. 

Żeby było jasne, nie chcę, byś ciągle zadawał sobie pytanie: „Co zrobiłby Joshua?”. Nie rób tego. To raczej ja powinienem zadać sobie pytanie: „Co zrobiłaby lepsza wersja mnie w tej sytuacji?”. A co zrobiłaby lepsza wersja ciebie? Jeśli ona lub on nie kupiliby tego, to ty również nie powinieneś.

Na początku zadawanie sobie tych sześciu pytań przed każdym zakupem może być nieco kłopotliwe. Ale po jakimś czasie ten nawyk przyniesie tobie i twojej rodzinie nagrodę w postaci mniejszego bałaganu w domu i większej ilości pieniędzy na to, co naprawdę ważne. W końcu najłatwiejszym sposobem uporządkowania swoich rzeczy jest przede wszystkim nieprzynoszenie ich do domu.

Kryzys przynależności

Kiedy zaczynamy zajmować się nadmiarem rzeczy, często konfrontujemy się z kaskadą głębokich i niespodziewanych prawd. Prawda jest prosta, ale prostota nie jest łatwa. Łatwo jest ukryć się za słabościami, wymówkami i rzeczami, lecz to uniemożliwia nam prowadzenie życia zgodnego z prawdą. Jednak chowamy się, ponieważ alternatywa – zmierzenie się z prawdą o tym, że jesteśmy niedoskonali, niekompletni i załamani – jest przytłaczająca. Tworzymy zatem zbudowaną na kłamstwach i przesadzie fasadę, która nijak się ma do rzeczywistości. Im bardziej komplikujemy nasze życie nieprawdami, tym czujemy większy niepokój i przygnębienie – i tym bardziej musimy upraszczać, ponieważ prostota ujawnia prawdę, zakopaną pod kłamstwami złożoności. […]

W pewnym momencie wszyscy padamy ofiarą takiego myślenia. Szukamy łatwego wyjścia z sytuacji, ponieważ słuchanie prawdy to żadna przyjemność.

Specjalista na rzecz ochrony środowiska Bill McKibben, autor Deep Economy: The Wealth of Communities and the Durable Future [Głęboka ekonomia: dobrobyt społeczeństw i trwała przyszłość], odkrył, że wraz ze wzrostem powierzchni użytkowej dla danej osoby maleje liczba jej bliskich przyjaciół lub osób, na których może polegać. To oznacza, że kiedy nabywamy większe domy, wzrasta nasz status i stajemy się bogatsi, często odłączamy się od rzeczy, dzięki którym czujemy, że żyjemy: wspólnoty, współpracy, komunikacji, uczestnictwa, rozwiązywania problemów i wzbogacających nas doświadczeń.

Ponieważ życie jest zawikłane, można niezwykle kochać, a jednocześnie zadawać ból. Taka jest prawda, że największy ból zadajemy tym, których najbardziej kochamy. Zbyt często jesteśmy nieostrożni w naszej miłości, a jeśli jesteśmy nieostrożni wystarczająco długo, to wszystko się psuje.

* Artykuł promocyjny. Tekst jest fragmentem książki J. F. Millburna i R. Nicodemusa „Kochaj ludzi, używaj rzeczy. Odwrotnie to nie działa”, która ukaże się nakładem Wydawnictwa Galaktyka 23 września 2021 r. Można ją kupić TUTAJ

-

-

-

  • -
ZAPISZ
USTAW PRĘDKOŚĆ ODTWARZANIA
0,75X
1,00X
1,25X
1,50X
00:00
50:00