Twój dostęp nie jest aktywny. Skorzystaj z oferty i zapewnij sobie dostęp do wszystkich treści.


Czytaj i słuchaj bez ograniczeń. Zaloguj się lub skorzystaj z naszej oferty

Czytaj

Milenialsi: armia jedynych. Fragment książki „Pokolenia”

zdjęcie TIMON STUDLER / Unsplash
W trzeciej dekadzie XXI stulecia milenialsi znaleźli się na zakręcie, do którego w pewnym wieku dociera każde pokolenie – zdali sobie sprawę, że nie są już tak młodzi i na czasie, jak dawniej. Publikujemy fragment książki „Pokolenia” Jean M. Twenge.

„O milenialsach można powiedzieć wiele rzeczy, lecz przede wszystkim to, że są mordercami” – ogłoszono niedawno w serwisie Mashable. Była to żartobliwa odpowiedź na niezliczone artykuły zarzucające milenialsom, że „zabili” wszystko – od papierowych serwetek, przez płatki śniadaniowe, po małżeństwo. Tekst w Mashable nosił tytuł: Spoczywajcie w pokoju. Oto 70 rzeczy zabitych przez milenialsów. Czyli prawie wszystko!

Chociaż w twierdzeniu, że milenialsi zabili prawie wszystko, z pewnością jest dużo przesady, to pokolenie bez wątpienia jest inne. Urodzeni w epoce skutecznej antykoncepcji i legalnej aborcji, w większości w rodzinach boomerów, milenialsi byli najbardziej chcianym i planowanym pokoleniem w historii Ameryki. Wychowani w czasach optymizmu, mieli wielkie oczekiwania dotyczące własnej przyszłości. O ile iksy przekuły indywidualizm boomerów w ostentacyjne zblazowanie, o tyle milenialsi podnieśli poprzeczkę. Indywidualne „ja” nie było ważne tak po prostu – było najważniejsze… i prawie zawsze naprawdę wspaniałe.


Masz przed sobą otwarty tekst, który udostępniamy w ramach promocji „Pisma”. Odkryj pozostałe treści z magazynu, także w wersji audio. Wykup prenumeratę lub dostęp online.


Nie był to, rzecz jasna, ich pomysł. To ówczesna kultura nasyciła atmosferę dzieciństwa milenialsów koncentracją na „ja”, dając im pewność siebie, którą do dziś emanują. Milenialsi dorastali w pozytywnych czasach – w okresie ożywienia gospodarczego, rewolucji komputerowej i optymizmu po zakończeniu zimnej wojny. Nie wszystko jednak było idealne.

Pokolenie niezwyciężonych

Wydarzenia 11 września 2001 roku położyły kres przekonaniu o niezwyciężoności Ameryki, charakterystycznemu dla lat dziewięćdziesiątych XX wieku. Milenialsi i przedstawiciele starszych pokoleń szybko się jednak pozbierali, aby w połowie pierwszej dekady XXI stulecia wynieść gospodarkę na nowe wyżyny. Kiedy członkowie pokolenia milenijnego trafili na uniwersytety, a potem na rynek pracy, ich pewność siebie na przemian zachwycała i przerażała ich wykładowców i przełożonych, którzy w młodości nie byli równie asertywni.

W 2008 roku nastąpiło załamanie gospodarcze, które przebiło bańkę na rynku nieruchomości i zgasiło optymizm milenialsów. Dyskusje dotyczące tego pokolenia, wcześniej skupione na jego niecierpliwej ambicji, teraz skoncentrowały się na bolesnych cięgach, jakie dostawali od gospodarki.

Dostęp online
Czytaj i słuchaj bez ograniczeń. Kup

W niezliczonych artykułach i dyskusjach w internecie zastanawiano się, czy milenialsi kiedykolwiek będą mieli własne domy, czy dorównają swoim rodzicom i czy będą mogli zrezygnować z dorabiania na boku. Nawet kiedy sytuacja gospodarcza zaczęła się poprawiać po roku 2012, trudna sytuacja finansowa milenialsów pozostała w centrum uwagi i zdominowała pierwsze niebeletrystyczne książki na temat tego pokolenia, napisane przez jego przedstawicieli.

Jako duże pokolenie, które nadeszło po mniejszym, milenialsi zaczynają prężyć polityczne muskuły, niecierpliwie czekając na zmianę, która zdaniem wielu powinna już nastąpić. „Postawy milenijne już dzisiaj definiują (…) społeczeństwo amerykańskie” – pisze Charlotte Alter (ur. 1990). „Ich startupy zrewolucjonizowały gospodarkę, ich gusty przeobraziły kulturę, a ich nieposkromiony apetyt na media społecznościowe odmienił interakcje międzyludzkie. Polityka jest ostatnią dziedziną gotową na przyjście nowego”.

Niepohamowany rozwój zakupów internetowych, mediów społecznościowych, internetowych serwisów informacyjnych i strumieniowania wideo akompaniował dorastaniu milenialsów niczym niemilknąca ścieżka dźwiękowa.

Duża część wspomnianych przez Alter startupów działała w branży nowych technologii – czego można się było spodziewać po pierwszym pokoleniu, które dorastało w epoce internetu. Grając w Oregon Trail i wysyłając wiadomości przez komunikator AOL, milenialsi niepostrzeżenie stali się cyfrowymi tubylcami, choć jeszcze nie tubylcami smartfonowymi, jak pokolenie Z, które przyszło po nich. Przeciętny milenials (urodzony w 1987) miał 8 lat w momencie skomercjalizowania internetu w 1995 roku; 13 lat, kiedy internet domowy upowszechnił się około roku 2000; 19 lat, kiedy Facebooka otwarto dla wszystkich użytkowników w 2006; i 25 lat, kiedy smartfony znalazły się w posiadaniu większości Amerykanów w 2012. Niepohamowany rozwój zakupów internetowych, mediów społecznościowych, internetowych serwisów informacyjnych i strumieniowania wideo akompaniował dorastaniu milenialsów niczym niemilknąca ścieżka dźwiękowa.

Przeczytaj też: Wojna pokoleń nie istnieje

Milenialsi byli pierwszymi, którzy opanowali wysyłanie wiadomości tekstowych w czasach, gdy napisanie jednej litery wymagało trzykrotnego naciśnięcia tego samego klawisza w telefonie z klapką. Na początku pierwszej dekady XXI stulecia wielu rodziców nie zdawało sobie sprawy, jak dużo SMS-ów wysyłają ich nastoletnie dzieci z pokolenia milenialsów, dopóki nie zaskoczyły ich horrendalnie wysokie rachunki (było to przed epoką nieograniczonej transmisji danych).

Milenialsi nigdy nie wrócili do idei telefonów służących do prowadzenia rozmów. „W kulturę boomerów wpisane jest ustawienie maksymalnej głośności dzwonka i pozwalanie, aby dzwonił przez minutę, zanim wreszcie odbiorą” – stwierdził pewien użytkownik Twittera (jego wpis znalazł się w kompilacji zamieszczonej w serwisie BuzzFeed). „Milenialsi nawet nie wiedzą, jak brzmi ich dzwonek, ponieważ od 2009 roku mają ustawione wibracje” .

Obsesja rozwoju osobistego

Wychowani przez rodziców z pokolenia boomerów, którzy mieli mniej dzieci i każdemu z nich poświęcali mnóstwo uwagi, milenialsi przywrócili spójność wolnej strategii życiowej – ich życie toczyło się wolniej zarówno w okresie dorastania, jak i w dorosłości. Dzieciństwo milenialsów – pokolenia dzieci chcianych i planowanych – dało początek słowu parenting (rodzicielstwo), a także osądzaniu i rywalizacji w dziedzinie wychowania. W epoce globalnej konkurencji i nierówności dochodów rodzice – pisze Alter – „mają obsesję na punkcie zajęć rozwojowych dla dzieci”, a nieingerujące wychowanie, jakiego doświadczyły iksy, ustąpiło miejsca rodzicielstwu helikopterowemu i wychowaniu pod kloszem, z jego nadopiekuńczością i ścisłym nadzorem.

Dzieciństwo milenialsów – pokolenia dzieci chcianych i planowanych – dało początek słowu parenting (rodzicielstwo), a także osądzaniu i rywalizacji w dziedzinie wychowania.

Po takim dzieciństwie zderzenie z dorosłością często okazywało się bolesne, co dało początek terminowi adulting (od adult – dorosły), odnoszącemu się do rozmaitych nudnych czynności, które trzeba wykonywać w dorosłym życiu, takich jak chodzenie do pracy, płacenie rachunków czy pranie. W 2020 roku w serwisie BuzzFeed reklamowano (chyba bez cienia ironii) odznaki za wywiązywanie się z dorosłych obowiązków, takich jak nitkowanie zębów, wyprowadzanie psa czy terminowe opłacanie rachunków. Dorosłość bywa nieprzyjemna, ale przynajmniej można za nią dostać nagrodę.

W trzeciej dekadzie XXI wieku milenialsi połapali się, o co chodzi w dorosłości. Nie są już „młodzieżą”. W marcu i kwietniu 2020 roku ludzie, którzy przywykli utożsamiać młodych dorosłych z milenialsami, pominęli nieuchronny upływ czasu, kiedy zaczęli narzekać, że studenci z pokolenia milenijnego, podróżujący do domów podczas ferii wiosennych, roznoszą COVID-19. Zważywszy, że milenialsi mieli wówczas od 26 do 40 lat, owi niefrasobliwi studenci z pewnością należeli do młodszej generacji – pokolenia Z.

Jak można się było spodziewać, na Twitterze zawrzało: „Milenialsi. Nie. Jeżdżą. Do. Domu. Na. Ferie. Wiosenne. Jesteśmy. Za. Starzy” – napisał jeden z przedstawicieli tego pokolenia. „Milenialsi nie są już synonimem młodych ludzi, wielu z nas ma własne dzieci, (…) a pozostali cierpią z powodu kaca po dwóch butelkach słabego piwa” – dodał inny. „Milenialsi (…) są zbyt zajęci siedzeniem w swoich prowizorycznych biurach domowych i uczeniem starszych kolegów, jak korzystać z wideokonferencji” – napisał trzeci i zamieścił pomocny wykres z latami urodzenia poszczególnych pokoleń.

W trzeciej dekadzie XXI stulecia milenialsi znaleźli się na zakręcie, do którego w pewnym wieku dociera każde pokolenie – zdali sobie sprawę, że nie są już tak młodzi i na czasie, jak dawniej.

W trzeciej dekadzie XXI stulecia milenialsi znaleźli się na zakręcie, do którego w pewnym wieku dociera każde pokolenie – zdali sobie sprawę, że nie są już tak młodzi i na czasie, jak dawniej. Pewna młoda kobieta z pokolenia Z ukuła termin cheugy (przestarzały, niemodny), odnoszący się do kogoś, kto usiłuje być trendy, ale zostaje o kilka lat w tyle za obowiązującą modą. To trafny opis tego, jak czuło się wielu milenialsów, kiedy zetki docinały im w internecie. (Najwyraźniej według zetek obcisłe dżinsy wyszły z mody, a dżinsy z wysokim stanem były trendy; przedziałek z boku stał się passé, a modny był przedziałek pośrodku). Wiedza, do którego domu w Hogwarcie najbardziej pasujesz, jeszcze nie tak dawno będąca świadectwem młodości, stała się oznaką czegoś wręcz przeciwnego. W trzeciej dekadzie XXI wieku niektórzy zaczęli mówić o „geriatrycznych milenialsach”, a większość osób z tego pokolenia miała nadzieję, że ten termin szybko odejdzie w niepamięć.

Milenialsi stanowią kulminację trendów pokoleniowych w zakresie postępu technicznego, indywidualizmu i wolnej strategii życiowej, zapoczątkowanych przez boomerów i pokolenie X. Innymi słowy, milenialsi nie zainicjowali trendów, za które często bywają obwiniani – o czym zapominają autorzy krytycznych relacji medialnych dotyczących tego pokolenia. Zważywszy, że milenialsi są dzisiaj w kwiecie wieku, najwyższa pora przyjrzeć się tej generacji z nowej perspektywy.

Armia jedynych w natarciu

W 2000 roku armia Stanów Zjednoczonych zdała sobie sprawę, że musi dotrzeć do nowego pokolenia potencjalnych rekrutów. Zaczęła szukać hasła motywacyjnego, które miało zastąpić dwudziestoletni slogan Be All You Can Be (Bądź wszystkim, czym możesz być), wykorzystywany w czasach pokolenia X. Nowa kampania ruszyła w styczniu 2001 roku, a hasło wybrane przez dowództwo armii amerykańskiej, aby przyciągnąć młodych milenialsów, wydawało się dość zaskakujące, jak na organizację kładącą nacisk na pracę zespołową: An Army of One (Armia jedynych).

Milenialsi nie znali kolektywistycznego, rządzącego się sztywnymi regułami świata lat pięćdziesiątych i początku lat sześćdziesiątych XX wieku – świata, w którym nieplanowana ciąża automatycznie pociągała za sobą małżeństwo i w którym mężczyźni chodzili na mecze baseballu w garniturach i kapeluszach. Iksy też go nie znały, ale rodzice wielu z nich – tak. Tymczasem w oczach milenialsów ta epoka należy już do zamierzchłej przeszłości. Dla nich kultura amerykańska zawsze stawiała „ja” na pierwszym miejscu.

Indywidualizm lat dziewięćdziesiątych i pierwszej dekady XXI wieku kontynuował trend rozpoczęty przez iksy i wzbogacił go o dodatkowy element: „Nieważne, co inni o tobie myślą – szeptał milenialsom do ucha – jeśli ty sam wierzysz w siebie”.

Każde pokolenie urodzone po II wojnie światowej przyjęło własną odmianę indywidualizmu. Dla boomerów indywidualizm oznaczał bunt przeciwko sztywnym regułom społecznym czasów powojennych, zwłaszcza tym dotyczącym seksu i małżeństwa, a następnie „podróż do wnętrza siebie” w czasach skoncentrowanego na „ja” mistycyzmu lat siedemdziesiątych XX wieku. Członkowie pokolenia X byli pionierami zuchwałej pewności siebie w latach osiemdziesiątych – wierzyli, że są lepsi niż przeciętna, i uważali za rzecz oczywistą, iż zawsze należy stawiać siebie na pierwszym miejscu. Indywidualizm lat dziewięćdziesiątych i pierwszej dekady XXI wieku kontynuował trend rozpoczęty przez iksy i wzbogacił go o dodatkowy element: „Nieważne, co inni o tobie myślą – szeptał milenialsom do ucha – jeśli ty sam wierzysz w siebie”.

Wystarczyło nawet niezbyt uważnie słuchać kultury przełomu wieków, aby usłyszeć szmer podwodnego prądu narracji o „ja” i chór porad przekonujących, że wiara w siebie jest kluczem do życiowego sukcesu. Nagle „ja” – jak się wydawało – stało się wszechobecne.

„Jeśli w siebie wierzysz, to nawet kiedy wszystko sprzysięgnie się przeciwko tobie, nie będzie dla ciebie rzeczy niemożliwych” – powiedział na ogół cyniczny bohater wciągającego, choć przypominającego operę mydlaną serialu Jezioro marzeń, który nadawano pod koniec lat dziewięćdziesiątych i na początku pierwszej dekady XXI wieku, gdy starsi milenialsi byli w szkole średniej. W Glee – popularnym wśród milenialsów serialu z końca pierwszej dekady obecnego stulecia, który opowiadał o młodych ludziach śpiewających w szkolnym chórze – Will Schuester, opiekun chóru, stwierdza: „W klubie Glee nie chodzi o wyrażanie siebie przed innymi, lecz o wyrażanie siebie przed samym sobą”. W kampanii edukacyjnej stacji NBC z 2007 roku, zatytułowanej The More You Know (Im więcej wiesz), przekonywano, że „każdy przychodzi na świat z jedną prawdziwą miłością – do samego siebie”.

To nie tylko wrażenie, że frazy wyrażające skupienie na sobie stanowiły nowy język, niemal nieużywany przed początkiem lat dziewięćdziesiątych. W bazie danych Google Books takie frazy, jak „uwierz w siebie” czy „bądź sobą”, stały się wszechobecne w amerykańskich książkach w czasach dzieciństwa i dorastania milenialsów.

Po roku 2000 popularność zaimków w pierwszej osobie liczby pojedynczej poszybowała w górę – częstość ich występowania prawie się podwoiła – podczas gdy użycie zaimków zbiorowych wzrosło tylko nieznacznie.

Ten trend jest również widoczny w grupie wyrazów często używanych i łatwych do zdefiniowania – zaimków. Do późnych lat dziewięćdziesiątych XX wieku w amerykańskich książkach zaimki zbiorowe, takie jak „my” czy „nas”, występowały niemal równie często, jak zaimki w liczbie pojedynczej, takie jak „ja” czy „mnie”. Tymczasem po roku 2000 popularność zaimków w pierwszej osobie liczby pojedynczej poszybowała w górę – częstość ich występowania prawie się podwoiła – podczas gdy użycie zaimków zbiorowych wzrosło tylko nieznacznie. Badanie, w którym przyjrzano się zaimkom w tekstach dziesięciu najpopularniejszych piosenek w kolejnych latach, ujawniło podobne zjawisko – wzrost częstości występowania zaimków w liczbie pojedynczej i spadek popularności zaimków zbiorowych w latach 1980–2007.

Niektórzy psychologowie społeczni – na przykład James Pennebaker w książce The Secret Life of Pronouns (Sekretne życie zaimków) – przekonują, że używanie zaimków „ja” czy „mnie” wcale nie musi się wiązać z wielkim ego, że jest raczej przejawem koncentracji na sobie – z pozytywnego bądź negatywnego powodu (jak choćby poczucie przygnębienia). Język młodych milenialsów był silnie skoncentrowany na „ja”.

Pozytywna samoocena narodową obsesją

Pozytywna samoocena (self-esteem) – jej posiadanie, podnoszenie i wspieranie – również znalazła się w centrum uwagi. Samoocena – dawniej pojęcie niejasne, omawiane tylko na uniwersytetach i na szkoleniach dla nauczycieli – stała się narodową obsesją. Podczas gdy czasopisma naukowe z dziedziny pedagogiki odkryły samoocenę w latach siedemdziesiątych XX wieku, w prasie wysokonakładowej pierwsze wzmianki na jej temat pojawiły się dopiero w połowie lat osiemdziesiątych.

Od tamtej pory zainteresowanie pozytywną samooceną rosło w zawrotnym tempie, najpierw w książkach, a potem w czasopismach. Tak więc o ile iksy o samoocenie mogły usłyszeć w szkole, o tyle milenialsi słyszeli o niej dosłownie wszędzie – pojawiała się w rozmowach z rodzicami, w gabinecie lekarskim, na treningach sportowych i na spotkaniach ze znajomymi.

Zainteresowanie pozytywną samooceną rosło w zawrotnym tempie, najpierw w książkach, a potem w czasopismach. Milenialsi słyszeli o niej dosłownie wszędzie – pojawiała się w rozmowach z rodzicami, w gabinecie lekarskim, na treningach sportowych i na spotkaniach ze znajomymi.

Kontynuując trend, który narodził się w dzieciństwie iksów, szkoły wprowadzały programy służące podnoszeniu samooceny, oparte na założeniu, że pozytywny stosunek do siebie będzie przynosił pożądane skutki, takie jak lepsze stopnie i poprawa zachowania. Boomerzy, którzy w dzieciństwie często byli poddawani surowej dyscyplinie, pragnęli mieć bardziej serdeczne i pozytywne relacje ze swoimi dziećmi. W kontekście kulturowym koncentracja na własnych potrzebach pociągała za sobą kolejny krok: uważano, że jeśli rodzice kochają swoje dzieci, to powinni w nich rozwijać wysoką samoocenę. Eksperci w pełni się z tym zgadzali.

Na pierwszych siedmiu stronach książki na temat wychowania małych dzieci, wydanej przez Amerykańską Akademię Pediatryczną w 1991 roku (w czasach dorastania milenialsów), o samoocenie wspomniano aż dziesięć razy. Książki dla dzieci nie pozostawały w tyle. Małpka Mona, bohaterka książki The Lovables in the Kingdom of Self-esteem (Słodziaki w królestwie pozytywnej samooceny), tłumaczyła dzieciom, że bramy do tego królestwa otworzą się przed każdym, kto zawoła trzy razy: „Jestem uroczy!” W pewnej kolorowance dla dzieci jedno z zadań polegało na wpisaniu brakujących liter w haśle: „Akceptuj s_e_ie. Jesteś wyjątkową osobą. Myśl p_zy_yw_ie”.

Część tych komunikatów była zakorzeniona w indywidualizmie rodziców z pokolenia boomerów, a część – w ich niepokoju. Jak pisze Charlotte Alter z pokolenia milenialsów: „Dzieci popychano do rywalizacji, a jednocześnie bardziej rozpieszczano. Ponieważ porażka była zbyt zagrażająca, wszyscy musieli wygrywać”.

O podnoszeniu samooceny nie tylko mówiono, lecz także wprowadzano słowa w czyn. Podczas uroczystości z okazji zakończenia roku szkolnego wręczano nagrody wszystkim uczniom, a nie wyłącznie najlepszym, tak aby wszyscy czuli się dobrze. Zamiast wręczać puchary jedynie zwycięskim drużynom, zaczęto nagradzać wszystkie dzieci biorące udział w zawodach sportowych. Mój bratanek dostał taki puchar w pierwszej dekadzie XXI stulecia. Miał ponad pół metra wysokości i wygrawerowany napis: „Za doskonałe uczestnictwo”.

Przeczytaj też: Dlaczego dzieci odnoszą sukces?

Jakkolwiek iksy doświadczyły podobnego wzmacniania poczucia własnej wartości, największy rozkwit tego trendu przypadł na czasy dzieciństwa i dorastania milenialsów w latach dziewięćdziesiątych ubiegłego stulecia i w pierwszej dekadzie obecnego. Wielu milenialsów (oraz ich rodziców) było przekonanych, że podnoszenie samooceny bez solidnych podstaw jest korzystne.

„Nie sądzę, że wręczamy dzieciom za dużo pucharów. Jeśli już, to dajemy ich za mało. Nagrody dodają dzieciom pewności siebie” – napisał pewien młody dorosły w odpowiedzi na artykuł krytykujący tę praktykę, który ukazał się w „New York Timesie” w 2013 roku (artykuł nosił tytuł Losing is Good for You [Porażka dobrze ci zrobi]). „Kiedy dostajesz puchar, czujesz, że możesz zrobić jeszcze więcej. To buduje pewność siebie i poczucie własnej wartości” – stwierdziła inna czytelniczka.

Pogląd, że milenialsi są pewni siebie, jest zatem zgodny z prawdą, ale ich pozytywny obraz siebie nie wyłonił się znikąd. Rodzice, nauczyciele i cała kultura kazali im myśleć o sobie dobrze, a oni posłuchali tej rady.

Zachęty do tego, aby myśleć o sobie dobrze, okazały się skuteczne. Nie były to wyłącznie dobre rady rodziców i trenerów, ale coś, w co dzieci i nastolatki naprawdę uwierzyły. Młodzi milenialsi w połowie pierwszej dekady XXI wieku uzyskiwali wyższe wyniki w popularnym teście samooceny niż młode iksy pod koniec lat osiemdziesiątych. Różnica okazała się największa wśród uczniów gimnazjum – może dlatego, że programy podnoszenia samooceny w największym stopniu koncentrowały się na młodszych uczniach. Dzieciom wpajano poczucie własnej wartości, więc rzeczywiście je w sobie rozwijały (a przynajmniej wiedziały, że powinny mieć wysoką samoocenę). Pogląd, że milenialsi są pewni siebie, jest zatem zgodny z prawdą, ale ich pozytywny obraz siebie nie wyłonił się znikąd. Rodzice, nauczyciele i cała kultura kazali im myśleć o sobie dobrze, a oni posłuchali tej rady.

Te pozytywne przekonania na własny temat przekładały się na wysokie oczekiwania dotyczące przyszłości. Milenialsi kontynuowali trend ambitnych oczekiwań, zapoczątkowany przez pokolenie X. Coraz większa część uczniów ostatniej klasy liceum spodziewała się, że skończy studia i będzie pracować w prestiżowych zawodach. Podobnie większa liczba milenialsów była pewna, że będzie sobie świetnie radzić w dorosłych rolach. Na początku pierwszej dekady XXI wieku siedmiu na dziesięciu milenialsów wierzyło, że znajdzie się wśród 20 procent najlepszych pracowników w swojej grupie zawodowej, co było niemożliwe z matematycznego punktu widzenia, ale wydawało się realne pokoleniu, które nauczono myśleć o sobie jak najlepiej.

Milenialsi wyrażali takie przekonania nie tylko we wczesnej młodości, lecz także w dorosłym życiu. W badaniu ankietowym przeprowadzonym w 2015 roku 52 procent rodziców z pokolenia milenijnego uważało, że doskonale sobie radzi w rodzicielskiej roli. Dla porównania – tak samo pozytywnie oceniło się 43 procent matek z pokolenia X i 41 procent matek z generacji baby boomers.

Krótko mówiąc, od czasu, gdy dokonuje się takich pomiarów, milenialsi – zarówno w okresie dorastania, jak i w dorosłym życiu – są najbardziej optymistycznym i pewnym siebie pokoleniem w historii Ameryki.

Od czasu, gdy dokonuje się takich pomiarów, milenialsi – zarówno w okresie dorastania, jak i w dorosłym życiu – są najbardziej optymistycznym i pewnym siebie pokoleniem w historii Ameryki.

Czy wzrost pewności siebie i optymizmu młodych ludzi był zjawiskiem korzystnym, czy raczej negatywnym? Zważywszy, jak bardzo kultura amerykańska ceni pozytywne przekonania na własny temat, większość ludzi zapewne uzna ów trend za bezsprzecznie dobry. Pozytywny stosunek do samego siebie niewątpliwie ma pewne zalety, takie jak niższe ryzyko depresji. Ludzie pełni optymizmu lepiej też sobie radzą ze stresem. Wreszcie, pozytywny obraz własnej osoby jest dużo bardziej przyjemny niż przekonanie, że jest się do niczego.

Puste poczucie własnej wartości

Większość Amerykanów uważa, że pozytywny stosunek do samego siebie jest niezbędny, aby dobrze sobie radzić w życiu, co sprawia, że wysoka samoocena wydaje się bardzo pożądana. Okazuje się jednak, że ludzie mający wysoką samoocenę wcale nie odnoszą większych sukcesów niż ci, którzy myślą o sobie mniej pochlebnie – zwłaszcza kiedy wysoka samoocena nie opiera się na realnych podstawach, gdy jest pusta. „Jesteś wyjątkowy tylko dlatego, że jesteś sobą” – oto przykład bezpodstawnego poczucia własnej wartości.

Okazuje się jednak, że ludzie mający wysoką samoocenę wcale nie odnoszą większych sukcesów niż ci, którzy myślą o sobie mniej pochlebnie – zwłaszcza kiedy wysoka samoocena nie opiera się na realnych podstawach, gdy jest pusta.

W skrajnej postaci puste poczucie własnej wartości może prowadzić do przekonania, iż pozytywny obraz siebie jest tak ważny, że nasze działania i umiejętności nie mają żadnego znaczenia. „Po co się uczyć?” – może pomyśleć osoba z pustym poczuciem własnej wartości. „Jestem taka mądra!” Tymczasem człowiek z poczuciem własnej wartości opartym na racjonalnych przesłankach będzie wysoko oceniać swoje zdolności na podstawie osiąganych wyników i szybko zda sobie sprawę, że dzięki nauce może osiągnąć jeszcze więcej.

Nasuwa się zatem pytanie: czy wzrost samooceny na przełomie XX i XXI wieku opierał się na uzasadnionym, czy pustym poczuciu własnej wartości? Być może na początku zamierzano rozwijać w dzieciach pozytywną samoocenę poprzez chwalenie ich za dobrze wykonane zadania i rezygnację z przykrych, często niezbyt pomocnych informacji zwrotnych, jakich nie szczędzono poprzednim pokoleniom. Szybko jednak nacisk, jaki kładziono na wysoką samoocenę, wyraźnie się przesunął w kierunku pustego poczucia własnej wartości.

W 2000 roku na ścianie budynku wydziału pedagogiki pewnego uniwersytetu widniał napis: „Wybieramy poczucie wartości i wyjątkowości – bez względu na wszystko”. W tamtym czasie sześciu na dziesięciu nauczycieli i siedmiu na dziesięciu pedagogów szkolnych zgadzało się z poglądem, że należy podnosić samoocenę uczniów poprzez „bezwarunkowe ich dowartościowywanie ze względu na to, kim są, a nie na podstawie ich zachowania czy wyników w nauce”. Oto przykład pozytywnej samooceny niemającej realnych podstaw.

Nie tylko podnoszenie samooceny było sztuczne. Przyjrzyjmy się hasłom skoncentrowanym na „ja”, które towarzyszyły milenialsom w latach, kiedy dorastali, takim jak „Bądź sobą”, „Uwierz w siebie, nie ma rzeczy niemożliwych”, „Wyrażaj siebie” czy „Musisz pokochać siebie, aby móc kochać kogoś innego”.

Hasło „Bądź sobą” w pierwszej chwili brzmi dobrze, ale kiedy przyjrzymy mu się bliżej, traci sens. A jeśli jesteś palantem?

Problem polega na tym, że takie rady są nie tylko egocentryczne, lecz także złudne. Hasło „Bądź sobą” w pierwszej chwili brzmi dobrze, ale kiedy przyjrzymy mu się bliżej, traci sens. A jeśli jesteś palantem? Albo seryjnym mordercą? Może powinieneś stać się kimś innym. „Nie ma rzeczy niemożliwych”? To nieprawda. Wyrażanie siebie jest pożądane, jeśli robimy to z umiarem, ale jego nadmiar może skutkować ranieniem innych. Wreszcie, w haśle „Musisz pokochać siebie, aby móc kochać kogoś innego” tkwi zasadniczy błąd. Otóż ludzi, którzy naprawdę kochają siebie, nazywamy narcyzami, a narcyzi – jak wiadomo – są fatalnymi partnerami w związkach. (Drażliwej kwestii narcyzmu przyjrzymy się jeszcze nieco dalej). Od codziennych porad po programy wspierania pozytywnej samooceny – ówczesna kultura mówiła milenialsom, aby dobrze o sobie myśleli bez względu na wszystko.

Przeczytaj też: Wszyscy jesteśmy narcyzami

A oni posłuchali. Studenci z pokolenia milenialsów częściej niż przedstawiciele innych generacji uważali się za lepszych niż przeciętnie – w porównaniu z rówieśnikami.

Ponieważ w tych badaniach studenci porównują się ze swoimi rówieśnikami (innymi studentami), każdy wynik powyżej 50 procent automatycznie oznacza, że niektórzy badani mają wygórowane poczucie własnej wartości. W 2012 roku 78 procent świeżo upieczonych studentów przypisywało sobie ponadprzeciętną motywację osiągnięć, a 63 procent uważało się za lepszych niż przeciętnie pod względem zdolności przywódczych. Przedstawiciele pokolenia X w młodości również przejawiali nazbyt wysokie mniemanie o sobie, ale milenialsi pozostawili ich daleko w tyle.

Na początku drugiej dekady XXI wieku niemal dwóch na trzech uczniów ostatniej klasy szkoły średniej przypisywało sobie ponadprzeciętny poziom inteligencji.

Szczególnie cennych informacji może nam dostarczyć analiza przekonania o byciu lepszym niż przeciętnie w dziedzinie, w której można dokonać obiektywnych pomiarów, takiej jak wyniki w nauce. Przeprowadzono takie badania – z bardzo podobnym skutkiem. W porównaniu z boomerami i wczesnymi iksami licealiści z pokolenia milenijnego częściej uważali się za lepszych niż przeciętnie pod względem inteligencji i kompetencji szkolnych. Na początku drugiej dekady XXI wieku niemal dwóch na trzech uczniów ostatniej klasy szkoły średniej przypisywało sobie ponadprzeciętny poziom inteligencji.

Czy to możliwe, że licealiści z pokolenia milenijnego uważali się za mądrzejszych, bo rzeczywiście byli mądrzejsi? Nie – wyniki egzaminów SAT (Scholastic Aptitude Test) pozostały niezmienione, lub nawet się pogorszyły między latami dziewięćdziesiątymi (pokolenie X) a pierwszą dekadą XXI wieku (milenialsi), podobnie jak wyniki testu NAEP (National Assessment of Educational Progress), do którego uczniowie podchodzą w ostatniej klasie szkoły średniej. Tak więc wyniki w nauce były takie same lub gorsze niż wcześniej, podczas gdy przekonania na własny temat stały się bardziej pozytywne.

Te przekonania jednak nie wzięły się znikąd. Nastolatki nie wymyśliły ich same. Może ich źródłem były oceny licealistów? Ponieważ stanowią one informację zwrotną, jaką uczniowie otrzymują od nauczycieli, są bardziej subiektywne niż wystandaryzowane testy i w większym stopniu ulegają wpływowi trendów kulturowych w kierunku udzielania pozytywnych informacji zwrotnych. Szkolnym odpowiednikiem zasady „Wszyscy dostają puchar” jest zasada „Wszyscy dostają piątki”. Co zatem słyszeli milenialsi na temat swoich wyników w nauce?

W największym skrócie: mówiono im, że są świetni. Uczniowie z pokolenia milenijnego kontynuowali trendy zapoczątkowane w czasach, gdy do szkoły chodziły późne iksy. Wśród milenialsów uczęszczających do ostatniej klasy liceum liczba tych, którzy mieli średnią ocen zbliżoną do pięciu, poszybowała w górę, podczas gdy liczba trójkowiczów gwałtownie spadła. Był to również okres, w którym rodzice zaczęli wywierać na nauczycieli presję, aby ci stawiali licealistom wyższe stopnie, co oznacza, że zawyżanie ocen nie było wyłącznie pomysłem nauczycieli.

Czy to możliwe, że uczniowie dostawali lepsze stopnie, ponieważ poświęcali więcej czasu na naukę? Okazuje się, że było na odwrót – w pierwszej dekadzie XXI wieku uczniowie przeznaczali na naukę w domu mniej czasu niż dawniej. W latach 1996–2006 liczba uczniów ostatniej klasy liceum, którzy poświęcali na nią co najmniej dziesięć godzin w tygodniu, zmniejszyła się o 24 procent.

Tak więc w czasach adolescencji milenialsów zasada, by myśleć o sobie dobrze bez względu na wszystko, stała się integralną częścią systemu. Nauczyciele stawiali uczniom lepsze stopnie, mimo że ci ostatni mniej się uczyli. Podnoszenie pustego poczucia własnej wartości nie było już tylko ideą, istniejącą jedynie w teorii, lecz stało się codzienną praktyką.

W czasach adolescencji milenialsów zasada, by myśleć o sobie dobrze bez względu na wszystko, stała się integralną częścią systemu.

Uczniowie zaczęli się uważać za mądrzejszych od innych nie dlatego, że poszerzyły się ich kompetencje, ani też dlatego, że poświęcali więcej czasu na naukę, ale dlatego, że dorośli z pokolenia baby boomers doszli do wniosku, iż młodzi ludzie potrzebują pozytywnych informacji zwrotnych. Wzrost liczby uczniów piątkowych nie wynikał z faktu, że więcej młodych ludzi doskonale opanowało materiał, ale z tego, że rodzice i nauczyciele postanowili zadbać o to, aby większa ich liczba czuła się jak uczniowie piątkowi.

Te przekonania na własny temat w zauważalny sposób przekładały się na postawy. Nauczyciele akademiccy zaczęli dostrzegać, że coraz więcej studentów domaga się piątek za samo pojawienie się na zajęciach czy wykonanie zadania. Pod koniec pierwszej dekady XXI wieku pewna studentka wysłała do swojego wykładowcy e-mail, w którym wyraziła opinię, że jeśli ktoś wykonał wszystkie zadania i przychodził na zajęcia, to „powinien otrzymać adekwatną ocenę – piątkę”.

W badaniu ankietowym, przeprowadzonym w 2008 roku, dwóch na trzech studentów college’u stwierdziło, że według nich wykładowcy powinni stawiać wyższe stopnie studentom, którzy zapewniają, iż bardzo się starali, a jedna trzecia badanych uważała, że za samo uczestnictwo w większości zajęć należy im się co najmniej czwórka.

Najpierw ja

Kiedy milenialsi zaczęli wchodzić na rynek pracy w pierwszej dekadzie XXI wieku, spoglądano na nich ze zdumieniem. Zaczęły krążyć opowieści o młodych pracownikach, którzy oczekują awansu po zaledwie kilku miesiącach pracy. Opowiadano też o podwładnych, którzy domagali się nieustannych pochwał i nie znosili krytyki.

W tamtych czasach milenialsów nazywano pokoleniem Y. Jeden z poradników dla menedżerów, wydany w pierwszym dziesięcioleciu XXI wieku, nosił tytuł Y the Workplace: Managing the „Me First” Generation (Igreki w pracy. Jak zarządzać pokoleniem „najpierw ja”). Inny zatytułowano Not Everyone Gets a Trophy: Managing Generation Y (Nie każdy dostaje puchar. Zarządzanie pokoleniem Y), a tytuł pierwszego rozdziału brzmiał: Meet Generation Y: The most high-maintenance workforce in the history of the world (Poznaj pokolenie Y – najdroższych w utrzymaniu pracowników w dziejach świata). Kiedy zaś w 2013 roku milenialsi trafili na okładkę magazynu „Time”, artykuł na ich temat zatytułowano Me Me Me Generation (Pokolenie „ja, ja, ja”).


Czytaj o szczęściu, przyjemności i samorozwoju


Czy milenialsi sobie na to zasłużyli? Oczywiście nie każdy przedstawiciel tego pokolenia był nadmiernie pewny siebie i zarozumiały. Przeciętny student stał się jednak bardziej pewny siebie niż jego poprzednicy, a to oznaczało wzrost liczby tych, którzy wykazywali nadmierną pewność siebie – nawet jeśli nadal stanowili oni mniejszość pośród wszystkich milenialsów.

Menedżerowie częściej niż do tej pory spotykali się z roszczeniową postawą młodych pracowników i na tej podstawie formułowali wnioski na temat całego pokolenia. Było to niesprawiedliwe wobec milenialsów, którzy mieli bardziej realistyczny obraz siebie, ale zaobserwowane trendy wskazują, że te opinie odzwierciedlały rzeczywistą zmianę przekonań młodych ludzi na własny temat.

Oczywiście to nie milenialsi zapoczątkowali trend w kierunku pozytywnego myślenia o sobie i wysokich oczekiwań. Zrobili to boomerzy i członkowie pokolenia X. Milenialsi ów trend wzmocnili, ale to nie oni pierwsi wpadli na pomysł, aby wręczać puchary za samo uczestnictwo. Czy zatem powinniśmy obwiniać boomerów i pokolenie X? Raczej nie.

Szukanie winnych rzadko bywa owocne, zwłaszcza że zmiany kulturowe przekraczają granice pokoleń, nie mówiąc o pojedynczych osobach. Ponadto rodzice i trenerzy nie chcieli przesadnie nadmuchiwać dziecięcych ego. Ówczesna kultura przekonała ich, że ciągłe chwalenie, wyższe stopnie w szkole i puchary za uczestnictwo nie zaszkodzą dzieciom, ale im pomogą.

W dorosłym życiu wygórowane oczekiwania milenialsów nieuchronnie przynosiły im rozczarowania, zwłaszcza po tym, jak Wielka Recesja dotkliwie uderzyła w to pokolenie. Kultura amerykańska powtarzała milenialsom, że są wspaniali i że wszystko układa się znakomicie, aż tu nagle owe zapewnienia okazały się dalekie od rzeczywistości. Wielu milenialsów zdało sobie sprawę, że beztroskie dzieciństwo nie przygotowało ich na twarde realia dorosłości (nawet jeśli apelowali do przedstawicieli starszych pokoleń, aby ci przestali ich krytykować).

Kultura amerykańska powtarzała milenialsom, że są wspaniali i że wszystko układa się znakomicie, aż tu nagle owe zapewnienia okazały się dalekie od rzeczywistości.

W 2013 roku Tiffany Vang (ur. 1990) napisała: „Uniwersytety i college’e (…) wypuszczają nas na konkurencyjny rynek pracy, wymagający umiejętności, których nie mamy, i pod tym względem nie możemy konkurować z innymi. (…) Tradycyjna droga do sukcesu kiedyś może się sprawdzała, ale dzisiaj z pewnością do niego nie prowadzi”. Milenials Jason Dorsey, który pomógł wielu swoim rówieśnikom, „sfrustrowanym i rozczarowanym” dorosłością, napisał książkę pod tytułem My Reality Check Bounced! (Zderzenie z rzeczywistością).

„Mówią, że jesteśmy roszczeniowi” – napisał Matt Bors (ur. 1983). „Myślimy, że coś nam się należy, że świat powinien nam coś dać jedynie dlatego, że tu jesteśmy. To prawda, na przykład chcemy pracy (…), bo kredyty studenckie nie spłacą się same. Przestańcie hejtować milenialsów. To nie my narobiliśmy tego bałaganu. Przyszliśmy na bankiet spóźnieni i dostaliśmy marne okruchy, (…) które najpierw wrzucimy na Instagrama, a dopiero potem zjemy. #MNIAM”.

Fragment pochodzi z książki Pokolenia. Jean M. Twenge, która ukaże się 13 grudnia 2023 roku nakładem wydawnictwa Smak Słowa. Książkę można zamówić tutaj.

Newsletter

Pismo na bieżąco

Nie przegap najnowszego numeru Pisma i dodatkowych treści, jakie co miesiąc publikujemy online. Zapisz się na newsletter. Poinformujemy Cię o najnowszym numerze, podcastach i dodatkowych treściach w serwisie.

* pola obowiązkowe

SUBMIT

SPRAWDŹ SWOJĄ SKRZYNKĘ E-MAIL I POTWIERDŹ ZAPIS NA NEWSLETTER.

DZIĘKUJEMY! WKRÓTCE OTRZYMASZ NAJNOWSZE WYDANIE NASZEGO NEWSLETTERA.

Twoja rezygnacja z newslettera została zapisana.

WYŁĄCZNIE DLA OSÓB Z AKTYWNYM DOSTĘPEM ONLINE.

Zaloguj

ABY SIĘ ZAPISAĆ MUSISZ MIEĆ WYKUPIONY DOSTĘP ONLINE.

Sprawdź ofertę

DZIĘKUJEMY! WKRÓTCE OSOBA OTRZYMA DOSTĘP DO MATERIAŁU PISMA.

Newsletter

Pismo na bieżąco

Nie przegap najnowszego numeru Pisma i dodatkowych treści, jakie co miesiąc publikujemy online. Zapisz się na newsletter. Poinformujemy Cię o najnowszym numerze, podcastach i dodatkowych treściach w serwisie.

* pola obowiązkowe

SUBMIT

SPRAWDŹ SWOJĄ SKRZYNKĘ E-MAIL I POTWIERDŹ ZAPIS NA NEWSLETTER.

DZIĘKUJEMY! WKRÓTCE OTRZYMASZ NAJNOWSZE WYDANIE NASZEGO NEWSLETTERA.

Twoja rezygnacja z newslettera została zapisana.

WYŁĄCZNIE DLA OSÓB Z AKTYWNYM DOSTĘPEM ONLINE.

Zaloguj

ABY SIĘ ZAPISAĆ MUSISZ MIEĆ WYKUPIONY DOSTĘP ONLINE.

Sprawdź ofertę

DZIĘKUJEMY! WKRÓTCE OSOBA OTRZYMA DOSTĘP DO MATERIAŁU PISMA.

-

-

-

  • -
ZAPISZ
USTAW PRĘDKOŚĆ ODTWARZANIA
0,75X
1,00X
1,25X
1,50X
00:00
50:00