Twój dostęp nie jest aktywny. Skorzystaj z oferty i zapewnij sobie dostęp do wszystkich treści.


Czytaj i słuchaj bez ograniczeń. Zaloguj się lub skorzystaj z naszej oferty

Opowiadanie

Fabryka - pudełeńko

W każdej fabryce potrzebna była jedna twarz i nieskończona liczba rąk, co tydzień więc ustanawiano innego pracownika widzącym, pozostałych zaś – w płóciennych workach założonych na głowę i okręconych wokół szyi – sadzano w rzędach, pod ścianą i na szpulkach nici. Panował rozgardiasz, lecz nie taki, który bierze się z pogawędek przerzucanych ponad stanowiskami pracy, tylko przypominający sumienny szmer maszyny pracującej według tajemniczego napędu.

Tego dnia szmer był lżejszy i jeden z workowych – pracowników, których praca polegała tylko na przebieraniu orzechów – co rusz trącał nos poprzez płócienny materiał, lekko szczypiąc nozdrza ruchem tak nieznacznym, że nie wiadomo było, czy odciąga worek od twarzy, czy wyciera nos, czy pstryka się lekko, aby nie zapaść w sen. Ten z workowych, który widział – ten, na którego twarz przychodziła w fabryce kolej – przynosił im skądinąd-skądkolwiek wrzącej wody w naparstku; parzyli orzechy, tak aby brunatna skóra odchodziła łatwiej, a ruchy ich dłoni przypominały wtedy czujne, wprawne gesty muszych łapek. Nie witali się w fabryce inaczej, niż tylko tak:

− Prostego dnia, bracie, siostro, …

Chcesz przeczytać do końca? Wykup dostęp online

Zapewnij sobie dostęp do ulubionych tekstów, nagrań audio, a także miesięcznika w wersji na czytniki.

Wykup dostęp online

-

-

-

  • -
ZAPISZ
USTAW PRĘDKOŚĆ ODTWARZANIA
0,75X
1,00X
1,25X
1,50X
00:00
50:00