Rozmowa

Pracy domowej nie będzie

  • autor
  • Juliusz Ćwieluch
Polska szkoła potrzebuje rewolucji. Na jej sztandarach: „Koniec z pracą domową. Zero. Raz na zawsze”. To będzie kamień, który uruchomi lawinę zmian - mówi Przemysław Sadura w rozmowie z Juliuszem Ćwieluchem, dziennikarzem tygodnika "Polityka".
rysunek Justyna Frąckiewicz

Co pana syn mówi po powrocie ze szkoły?

Po powrocie mówi, że było spoko. Gorzej jest rano, kiedy musi do niej iść. Wtedy mówi, że szkoły nie lubi.

W której jest klasie?

Czwartej.

To jeszcze tylko osiem lat i już nie będzie pan musiał tego słuchać.

Z badań wynika, że część dzieciaków odnajduje się w systemie edukacji już w liceum. Oczywiście, jeśli mają szczęście i trafią do takiego, które ich nie zniszczy presją wymagań albo nie przytłoczy nudą. Zakładam, że na studiach już na sto procent nie będzie marudził.

Moja córka po powrocie ze szkoły mówi, że było nudno.

To znaczy, że wszystko z nią w porządku. Polska szkoła musi nudzić, bo jest instytucją z poprzedniej epoki. Z wierzchu polukrowanym nowoczesnością, ale zasadniczo dziewiętnastowiecznym tworem opartym ciągle na tej samej zasadzie – obróbki materiału metodą pamięciową.

W narzekaniu na szkołę mam już chyba czarny pas. Pan również sobie nie żałuje.

Muszę przyznać, że kiedyś nawet ją chwaliłem, ale odkąd posłałem do niej własne dzieci, mocno zmieniła mi się perspektywa.

Przemysław Sadura

(ur. 1977), doktor socjologii, wykładowca, tłumacz, publicysta, członek zespołu „Krytyki Politycznej”. Od kilkunastu lat bada przemiany społeczne i wpływ edukacji na rozwój społeczeństwa. Autor książek. Ostatnia –Państwo, szkoła, klasy– ukazała się w zeszłym roku.

Jednak nie możemy tego robić czytelnikowi. Może podzielimy się jakoś rolami. Jeden ponarzeka, drugi będzie bronił, żeby była jakaś równowaga.

Z chwaleniem może być ciężko, ale przyjmijmy, że będę próbował bronić idei szkoły publicznej. Jako socjolog dostrzegam plusy tej instytucji i widzę ogromny potencjał do zmiany.

Doceniam żelazny optymizm. Z międzynarodowych badań PISA (Program Międzynarodowej Oceny Umiejętności Uczniów) wynika, że polskie dzieci są liderami w rankingu tych, które najbardziej nie lubią swojej szkoły.

W tym samym badaniu polskie dzieci są również w czołówce uczniów z najlepszymi wynikami. Pomimo wielu braków i niedoskonałości polska szkoła całkiem nieźle kształci merytorycznie. Może w sposób anachroniczny i ciągle metodą pamięciową, ale jednak Polacy pną się w rankingach coraz wyżej. To już część społecznej samowiedzy, że nasi uczniowie biją na głowę swoich amerykańskich kolegów, którzy nie wiedzą, ile jest kontynentów. W międzynarodowych badaniach PISA polska szkoła jest małą potęgą.

rysunek Justyna Frąckiewicz

rysunekJustyna Frąckiewicz

Skoro jest tak dobrze, to dlaczego jest źle?

Wypadamy bardzo dobrze tam, gdzie sprawdzana jest wiedza encyklopedyczna. W tych testach brylujemy. Ale tam, gdzie sprawdzana jest kreatywna umiejętność radzenia sobie z praktycznymi problemami, idzie nam już gorzej.

Co to oznacza?

W skrócie oznacza to, że szkoła opanowała umiejętność przekazywania wiedzy i dobrze sobie z tym radzi. A nawet za dobrze. Duża część polskich uczniów będzie wiedziała, jak się dokonuje wyboru sekretarza generalnego ONZ. Ale gdyby ci młodzi ludzie musieli założyć stowarzyszenie i podjąć jakąś konkretną działalność, to byliby bezradni. Amerykanie odpowiadają w ankietach, że dinozaury żyły w tym samym czasie, co ludzie. Jednak kiedy dochodzi do jakiejś tragedii, w jeden dzień powstaje kilka stowarzyszeń, które walczą o naprawę sytuacji albo o pomoc ofiarom.

Kształcimy świetnych uczniów i słabych obywateli.

To skrót myślowy, ale celny. Przeciętny polski uczeń potrafi świetnie umieścić partie polityczne na osi prawica – lewica. Zapytany, gdzie na tej osi są jego poglądy, najczęściej nie umie określić.

Przypominam, że miał pan bronić szkoły.

Trzymając się realiów sądowych, wiadomo, że oskarżony jest winny. Ale przyjąłem linię obrony, w której będę udowadniał, że nie do końca ponosi odpowiedzialność za swoje czyny. Paradoksalnie najlepszym dowodem potwierdzającym tę tezę są szkoły niepubliczne, w których te same dzieci, uczone właściwie z tych samych podręczników, na szkołę raczej nie narzekają. Polska szkoła ma wielki potencjał, którego po prostu nie wykorzystujemy, bo jest miejscem, gdzie krzyżuje się za dużo interesów różnych graczy.

Skoro szkoły społeczne są takie fajne, to dlaczego własne dziecko posłał pan do państwowej?

Bo nie chciałem znaleźć się w pułapce, w którą wpadają ci, którzy posłali dzieci do szkół społecznych. Jeśli raz tak zrobisz, to w zasadzie już nie możesz tego cofnąć. Aż do studiów będziesz skazany na szkołę prywatną. Chyba że dziecko dostanie się do jednego z kilku publicznych, elitarnych liceów. Przepaść pomiędzy szkołą prywatną a państwową jest tak duża, że te dwa systemy nie są ze sobą kompatybilne na właściwie żadnym poziomie. Proszę również nie zapominać, że rozmawia pan z socjologiem. Może jestem zawodowo skrzywiony, ale kontekst społeczny mojego dziecka ma dla mnie równie duże znaczenie, co jego sukcesy edukacyjne.

Poproszę o mniej uniwersytetu w zdaniach.

Chodzi mi o to, że rejonowa szkoła mojego syna jest pewnie gorsza od prywatnej, do której musiałbym go dowozić. Ale daje bonus społeczny. Nie wyrywa dziecka ze środowiska, w którym dorasta i się rozwija. Świat dziecka buduje się w pewnej przestrzeni i dobrze, żeby ta przestrzeń była oswojona i przyjazna, a jej elementem byli koledzy ze szkoły i z podwórka, gdzie toczy się życie młodego człowieka.

Jakiego podwórka? O zabawach na podwórku większość naszych latorośli dowiaduje się teraz, omawiając Dzieci z Bullerbyn.

Rzeczywistość, o której pan mówi, to zły sen dzieci z dużych miast, których zapracowani i często przymusowo nieobecni rodzice ciągle są bodźcowani kolejnymi doniesieniami o nieszczęściach i pedofilach. W interiorze życie ciągle jednak wygląda inaczej. Dzieci jeżdżą na rowerach, grają w gałę i chodzą z zadrapaniami. Dopóki rodzice z ambicjami zechcą posyłać dzieci do szkół rejonowych i oczekiwać czegoś więcej, …

Zarejestruj się, by przez miesiąc czytać Pismo bez ograniczeń.

Liczba artykułów dostępnych w całości bez logowania się w naszym serwisie: 0 z 0

Zarejestruj się

Pod wywiadem z Przemysławem Sadurą w lipcowym magazynie opublikowaliśmy wypracowanie niespełna 10-letniego Natana. Niezwykłe opowiadanie chłopca, które wywołało ogólnopolską debatę przeczytasz TUTAJ.

Czytaj także

FreshMail.pl