Reportaż

Opieka bez wytchnienia

Państwo zapewnia Dorocie czternaście dób darmowego wytchnienia. W zeszłym roku wykorzystała je na operację i rekonwalescencję.
rysunki Jagna Wróblewska

Noc. Budzi mnie dźwięk. Powietrze, które wydobywa się z krtani, drga. Słychać spazmatyczny oddech.

A może budzi mnie ruch? Ciało się napręża. Wystarczy najlżejsze drgnięcie. Kopnięcie. Skurcz.

Tak naprawdę po tylu latach budzę się automatycznie. I tak też działam. Sprawdzam, która z dziewczyn ma atak. Układam ją na boku. Wtedy nie udławi się śliną. Język nie zablokuje dróg oddechowych. Asia dużo waży, ciało nie poddaje się łatwo. Jest napięta, cała chodzi, gałki oczne wywracają się na drugą stronę. Czekam, aż drgawki ustaną. Aż ciało chociaż trochę zwiotczeje. Wtedy sprawdzam, czy opróżnił się pęcherz. Zaczynam przebieranie. Zwykle po ataku nie może wstać. Wycieram ją mokrym ręcznikiem, chusteczkami. Zmieniam pościel, żeby zasnęła w suchym.

Asia ma atak padaczki średnio raz na tydzień. Ula prawie co noc. Czasem nawet po kilkanaście częściowych napadów. Od lat śpię z Asią w łóżku. To znaczy: ona śpi na środku, rozłożona jak żaba. Ja kulę się z boku. Ula śpi w tym samym pokoju, oddzielnie.

Nie mogę nocować gdzie indziej. Po pierwsze – one nie chcą spać same. Po drugie – co będzie, jeśli z drugiego pokoju nie usłyszę rwanego oddechu? Nie zareaguję automatycznie na drgnięcie, kopnięcie, skurcz?

Czasem wydaje mi się to dziwne. Dwie dorosłe kobiety śpią razem. Blisko, jak matka z małym dzieckiem.

 


Ranek. Zwykle wstajemyo 5:30. Asię trzeba siłą wyciągać z łóżka. Walczę, żeby usiadła, dała się rozebrać z piżamy. Ula wstaje sama. Ubieram je, myję im buzie i zęby. Szykuję śniadanie. Dla Asi zawsze bułkę, najchętniej z żółtym serem. Dla Uli – ciemny chleb z twarożkiem, wędliną. Dla Asi zawsze kawusię z mleczkiem. Dla Uli kolę, ma zgodę neurologa. Potem lekarstwa – przeciwpadaczkowe dla obu. Dla Uli dodatkowo lek psychotropowy i suplementy. Ma jadłowstręt psychiczny, częste niedobory żywieniowe. Niestety, nie ma lekarstwa na niepełnosprawność intelektualną w stopniu znacznym. Obie ją mają.

Wszystko to muszę zrobić przed siódmą. Bus przyjeżdża punktualnie. Zabiera dziewczyny na zajęcia w środowiskowym domu samopomocy. Mają tam muzykoterapię, fizjoterapię, wychodzą na zakupy, gotują.

Zwykle to jest mój czas na wytchnienie. Jeśli nockę miałam z głowy, kładę się na dwie godziny. Potem sprzątam, zmieniam pościel. Muszę to robić codziennie, bo dziewczyny się ślinią. Ula zmienia bluzkę co najmniej dwa razy dziennie. Wstawiam pranie za praniem. Codziennie stoją suszarki. Pranie wisi nawet na drzwiach. O czternastej dziewczyny są już z powrotem. Nawet nie wiem, kiedy ten czas mija.

Dostęp online

Zapewnij sobie dostęp online do wszystkich tekstów, nagrań audio i wersji na czytniki.

Skorzystaj z oferty

Ale teraz nie ma wytchnienia. Jest pandemia. Bus nie przyjeżdża. Od marca 2020 roku właściwie nie ma zajęć. Dziewczyny są ze mną dzień i noc. Wstajemy nieco później – o 8:30. Nigdzie się nie spieszymy, więc zachęcam je, żeby zrobiły coś same. Żeby Asia złożyła kanapkę ze składników na stole. Żeby Ula wciągnęła na siebie spodnie. Żeby doświadczyły poczucia sprawczości. Wiadomo, że nigdy nie będą samodzielne. Ale może cokolwiek zapamiętają.

 


Słupca. Siedemdziesiąt kilometrówod Poznania. Przedwojenna kamienica w samym centrum. Na dole zakład dorabiania kluczy, w podwórzu warsztat ślusarski. Siedem mieszkań w klatce. Właściwie kamienica mogłaby się nazywać „Brak”. Brak wody (trzeba nosić w …

Chcesz przeczytać do końca? Wykup dostęp online

Liczba artykułów dostępnych w całości bez logowania się w naszym serwisie: 0 z 0

Wykup dostęp online

Artykuł ukazał się w marcowym numerze miesięcznika „Pismo. Magazyn opinii” (3/2021) pod tytułem Wytchnienie.

FreshMail.pl