Wersja audio
W chłodne styczniowe popołudnie czekam przy stoliku w ciemnej, skromnie oświetlonej nowojorskiej restauracji. Kiedy do środka wchodzi M. Gessen, wstaję, by się przywitać, i mój wzrok zatrzymuje się na widocznej spod rozpiętej bluzy i kurtki koszulce z Nirvaną. Klasyk: czarny T-shirt z żółtą nazwą zespołu.
– Odziedziczyłom ją po moim najmłodszym synu. – Śmieje się Gessen i dodaje: – Wyobraź sobie, że chciał się jej pozbyć.
Gessen jest osobą trans, niebinarną, i używa zaimków they/them[co po polsku postanowiliśmy oddać za pomocą zaimka ono/jego i czasowników w rodzaju neutralnym – przyp. red.], a publicznie przedstawia się jako M. Gessen. Dla znajomych to nadal Masza i ja też tak się do niego zwracam.
Próbowaliśmy się spotkać już od kilku miesięcy, ale mimo że mieszkamy w tym samym mieście, okazało się to trudne. Głównie ze względu na częste podróże M. Od maja 2024 roku pracuje w dziale opinii dziennika „The New York Times”, a jego teksty dotyczą tego, co dzieje się w Ukrainie, Rosji, Izraelu, Gazie, czasem w Polsce – i oczywiście w Stanach Zjednoczonych. Do tego dochodzą liczne wystąpienia publiczne oraz praca na wydziale dziennikarstwa w Craig Newmark Graduate School of Journalism. Jest jedną z najbardziej opiniotwórczych osób nie tylko w Stanach, a komentowanie rzeczywistości politycznej to – jakkolwiek banalnie by to zabrzmiało – zajęcie czasochłonne.
Zanim jeszcze podejdziemy do baru, by zamówić lunch, radość ze spotkania zaczyna powoli opadać. Na szybko komentujemy wydarzenia ostatnich dni. A jest ich dużo. Ponad tydzień temu w Minneapolis została zastrzelona Renée Good; można powiedzieć, że miasto znalazło się pod okupacją agentów ICE (U.S. Immigration and Customs Enforcement), służby, której celem jest egzekwowanie prawa imigracyjnego i walka z tak zwaną nielegalną migracją. Do tego dochodzą działania ICE w innych miastach. Atmosfera strachu jest coraz bardziej wyczuwalna – jak zapach, który przestaje być tłem i staje się treścią.
– Jak idzie projekt o nadziei? – pytam z lekkim uśmiechem. Odpowiedź dostaję już przy stoliku.
– Projekt trochę się przekształcił – zaczyna M. ostrożnie i sięga po filiżankę z czarną kawą. – Próbowałom napisać książkę o projektach politycznych, które w jakiś sposób ucieleśniają nadzieję oraz są zakorzenione w historii polskich i czeskich dysydentów.
Pamiętam, jak kilka lat temu M. powiedziało mi, bym koniecznie przeczytał esej Równoległa polisczeskiego myśliciela i dysydenta Václava Bendy. Idea polis równoległej głosi, że ludzie żyjący w państwie totalitarnym, zamiast reformować panujący system, powinni tworzyć własne niezależne struktury – w gospodarce, kulturze, edukacji. Chodzi o to, by kreować autonomiczne przestrzenie, w których mogłoby toczyć się życie obywatelskie, stopniowo podważające monopol państwa.
Gessen dodało, że muszę też przeczytać książkę Korzenie antyautorytaryzmu profesorki Niny Witoszek. Autorka, historyczka kultury, ukazuje trwającą od 1968 roku aż po protesty Strajku Kobiet „rewolucję godności” na przykładzie działań małych grup humanistów, którzy są zaangażowani w empatyczną emancypację społeczną – takich jak wspomniani dysydenci. Witoszek pokazuje też, że w XXI wieku ich strategie antyautorytarnego oporu wciąż pozostają aktualne. To właśnie w książce tej autorki M. odnalazło potwierdzenie praktycznego zastosowania idei „równoległej …
Aby przeczytać ten artykuł, zaloguj się lub skorzystaj z oferty.
Dostęp do tego materiału mógłby kosztować 14,99 zł. My w tej cenie dajemy Ci miesięczną subskrypcję wszystkich naszych treści. Wypróbuj, możesz zrezygnować w każdej chwili.
Dostęp online
wersja audio i na czytniki,
dostęp do aplikacji i serwisu
14,99 / miesiąc
Prenumerata
co miesiąc papierowe wydanie,
dostęp online do aplikacji i serwisu
24,99 / miesiąc
