Zmiana klimatu już tu jest

Śląsk. Kraina katastrof

zdjęcia Filip Springer
Jedno pokolenie miało tu szansę przeżyć powódź, pożar lasu, trąbę powietrzną i niszczącą suszę. Tu, na Śląsku, nie gdzieś daleko, za morzem. Przedstawiamy czwartą część cyklu Filipa Springera "Podróż do przyszłości".

Rzut oka na mapę i już człowieka kusi, by to napisać – że kraina katastrof zaczyna się w Utracie, a kończy gdzieś w Nędzy. Że to pomiędzy nimi rozpina się ten pas nieszczęść, ziemia przeklęta, której mieszkańcy w jednym tylko pokoleniu doświadczyli wszystkich klęsk naturalnych, jakie mogą się przytrafić na tej długości i szerokości geograficznej. Tylko wulkan nie wybuchł, trzęsienia ziemi też nie było (jeśli nie liczyć tych górniczych). Ale kilkaset pożarów lasu owszem, dwie wielkie powodzie, trąby powietrzne (dwie jednocześnie) i trwająca już kilka lat susza. 

Tak, kusi ta toponimiczna metafora. Rzetelność każe jednak z niej zrezygnować, polska kraina katastrof tak naprawdę rozpina się w trójkącie między Kędzierzynem-Koźlem, Raciborzem a Rudami. Właśnie tam wyruszam w czwartym odcinku mojej wyprawy w przyszłość. Tam już wiedzą, jak to będzie, gdy wszystko zacznie dziać się bardziej. Bo zgodnie z przewidywaniami klimatologów wraz z postępującą katastrofą klimatyczną przybędzie gwałtownych zjawisk pogodowych.

 


na dworcu w kędzierzynie-koźluczeka na mnie Michał Nowak, prawnik i miejski radny. Wsiadamy na rowery i ruszamy przez miasto. Jest koniec czerwca, największe upały na chwilę odpuściły, więc temperatura nie przekracza trzydziestu stopni. Jedziemy na rynek – jedno z nielicznych miejsc, które wystawały ponad poziom wody w czasie wielkiej powodzi w 1997 roku. Michał chodził wtedy do liceum, mieszkał z rodzicami w żółtej kamienicy przy rynku. Akurat planowali przeprowadzkę. Ojciec kupił ze wspólnikiem ziemię na Osiedlu Zachód, łącznie osiem działek. Część chcieli sprzedać z zyskiem, na jednej z nich Nowakowie mieli postawić dom.

Powódź zdewastowała Kędzierzyn-Koźle. Nowo otwarte miejskie wysypisko śmieci zapełniło się po niej w miesiąc. Wielka woda rozmyła też plany Nowaków. Przed jej nadejściem w ich domu codziennie dzwoniły telefony z ofertami kupna ziemi. Po powodzi ucichły. Na kilka lat. – Chodź, pokażę ci dlaczego – mówi Nowak i wsiada na rower. Osiedle Zachód to dwadzieścia czteropiętrowych bloków o przybrudzonych, pastelowych elewacjach. – Tam, tuż za nimi, stoi nasz dom i te działki ojca – wskazuje. – Wtedy, w czasie powodzi w 1997 roku, to było jedno wielkie jezioro. 

I każdy w Kędzierzynie-Koźlu to wiedział. 

– Ale przecież mówiło się, że to była powódź tysiąclecia, prawda? – przypomina radny. – Czyli jedna taka na tysiąc lat. Że jak przeszła, to już się długo nie powtórzy?

Wierzyli w to Nowakowie (na jednej z działek rozpoczęli budowę domu), w końcu uwierzyli też inni (pozostałe parcele udało się sprzedać). 

– I wtedy przyszła druga powódź, ta z 2010 roku – wspomina. – Zalało nam budowę, …

Zarejestruj się, by przez miesiąc czytać Pismo bez ograniczeń.

Liczba artykułów dostępnych w całości bez logowania się w naszym serwisie: 0 z 0

Kup prenumeratę

Reportaż ukazał się w listopadowym numerze miesięcznika "Pismo. Magazyn opinii" (11/2019) pod tytułem Kraina katastrof.

FreshMail.pl