Od Redakcji

Jane Fonda dla Pisma: Trzymajmy się razem!

W sierpniowym wydaniu The Guardian ukazał się tekst Hadley Freeman zatytułowany „Bardzo rzadko czuję strach. Przeraża mnie może tylko emocjonalna bliskość”, którego bohaterką jest Jane Fonda. To portret aktorki (dwukrotnie nagrodzonej Oscarem), ale i aktywistki – te dwa słowa od lat współistnieją przy jej nazwisku. Razem z redaktorką Katarzyną Kazimierowską wiedziałyśmy, że opowieść o energii Fondy może być źródłem nadziei i poczucia sprawczości, którego potrzebujemy dziś może bardziej niż kiedykolwiek dotychczas. Zdecydowałyśmy o zamówieniu przedruku. Nad jego przekładem pracuje obecnie Jan Dzierzgowski.

Georges Biard, CC BY-SA 3.0, via Wikimedia Commons

Dlaczego Fonda? Najpełniejszą odpowiedź można znaleźć w filmie biograficznym (dostępnym na platformach streamingowych) Jane Fonda: In Five Acts w reżyserii Susan Lacy. W dokumencie aktorka mówi nie tylko o trudnym dzieciństwie, dorastaniu w cieniu sławy nieobecnego ojca, tęsknocie za niedostępną emocjonalnie, bo zmagającą się z problemami psychicznymi matką, czy początkach kariery filmowej. Dużo uwagi poświęca też swojej aktywności obywatelskiej: opowiada, skąd wzięło się jej poczucie odpowiedzialności za „coś więcej, za coś większego niż ja sama”, oraz o „wykorzystywaniu uprzywilejowanej pozycji białej, zamożnej kobiety do naświetlania problemów, o których nikt nie chce rozmawiać”.

Fonda włączała się w swoim życiu m.in. w działania na rzecz zakończenia wojny w Wietnamie (za zdjęcie z żołnierzami komunistycznej Północy, które zrobiono jej w 1972 w Hanoi, przepraszała wielokrotnie, choć swojego dawnego poparcia dla ruchu na rzecz pokoju nie wycofuje), w walkę o prawa pracownicze (strajkując z pracownicami sieci handlowych domagającymi się poprawienia warunków pracy) oraz o prawa rdzennych mieszkańców Ameryki, kiedy zabiegali o ochronę swoich terytoriów. Zwracała uwagę na molestowanie w miejscach pracy (m.in. współprodukowała film Od dziewiątej do piątej, w którym obok Dolly Parton i Lily Tomlin wciela się w sekretarkę) i molestowanie seksualne (którego sama doświadczyła). Wsparła ruch #metoo oraz Time’s Up. Spraw, w które się zaangażowała, było na przestrzeni dekad wiele.

Angażuje się zresztą do dziś. Jak pisze Freeman: „Po raz pierwszy aresztowano ją w 1970 roku; pół wieku później nadal protestuje, wciąż jest aresztowana i wyśmiewana przez prezydentów USA”. Tym razem naraża się dla Ziemi, biorąc udział w cotygodniowym strajku dla klimatu Fire Drill Fridays. Przed dwoma laty mówiła dla Le Soir: „Wielu ludzi sądzi, że kobietom władza nie pasuje – i to trzeba zmienić. Stanowimy połowę ludzkości, postrzegamy i przeżywamy różne sprawy inaczej: wojnę, ubóstwo, kwestie związane z klimatem… Jeśli w naszej kulturze nie zrobimy miejsca na narracje tworzone przez kobiety, to będzie strata dla wszystkich”.

To dlatego, kiedy 22 października „Trybunał Konstytucyjny” (niestety, w obecnych okolicznościach nie jestem w stanie zapisać nazwy tej instytucji bez cudzysłowu) ogłosił orzeczenie w sprawie ustawy o przerywaniu ciąży, de facto całkowicie pozbawiając kobiety prawa do jej terminacji, postanowiłam napisać do Fondy (jest aktywna w mediach społecznościowych i chętnie odpowiada na wiadomości przesyłane za pośrednictwem jej bloga). Napisałam jej o planowanym przedruku, ale również o decyzji „TK” i, przede wszystkim, o protestach, które trwają w całej Polsce (na aktualizowanej stale przez pisarkę Małgorzatę Halber i Monikę Zglinicką liście miejsc, w których odbywają się blokady, marsze i pikiety, jest już około trzystu miejscowości, z których relacje można obejrzeć). 

Chylę czoła przed polskimi kobietami i dobrymi mężczyznami, którzy wspierają je w protestach przeciwko odebraniu kobietom podstawowego prawa do kontrolowania własnego ciała.

Fonda odpowiedziała szybko: „Chylę czoła przed polskimi kobietami i dobrymi mężczyznami, którzy wspierają je w protestach przeciwko odebraniu kobietom podstawowego prawa do kontrolowania własnego ciała. Żaden rząd, żadna grupa mężczyzn nie ma prawa zmuszać kobiety do rodzenia. Rząd musi trzymać się z dala od decyzji kobiet dotyczących ich ciał. Ale patriarchat jest ranny. Wie, że siła kobiet rośnie i boi się jej. To jest kąsanie zranionej bestii. Niebezpieczne, ale skazane na porażkę. Bądźcie silne. Przesyłam miłość i wyrazy podziwu ze Stanów Zjednoczonych. Jesteśmy z Wami!”.

W kolejnej wiadomości, którą wymieniłyśmy, opisała reakcję na relacje z piątkowych protestów, publikowane m.in. w „New York Timesie”: „Magdaleno, prawdę mówiąc, widok kobiet wypełniających place i ulice w całej Polsce jest wsparciem również dla mnie”. Odniosła się do swojego niepokoju związanego z jutrzejszymi (odbywającymi się we wtorek 3 listopada) wyborami w Stanach Zjednoczonych: „Modlę się, aby nie było to konieczne, ale jeśli Trump przegra i zakwestionuje wynik, my też będziemy musiały wyjść na ulice. Trzymajmy się w tym trudnym czasie razem!”.

Trzy lata temu, tuż po inauguracji prezydentury Trumpa, Fonda szła na czele Marszu Kobiet w Los Angeles w geście protestu przeciw seksizmowi i rasizmowi nowo wybranego przywódcy. Już jutro okaże się, czy tym razem będzie mogła cieszyć się z wyniku wyborów, czy znów będzie musiała protestować. W niedzielnym wpisie przedwyborczym napisała na swoim blogu: „Czuję niepokój. W takich sytuacjach na ogół pomaga mi medytacja i ćwiczenia [w redakcji również ćwiczymy z Jane – jej filmy z treningami w lockdownie jak znalazł! Polecamy!], ale tym razem pomocne jest też myślenie o Nowym Zielonym Ładzie”. Dalej aktorka pisze, że zainspirowała ją do tego osiemnastoletnia aktywistka Abigail Leedy i opisuje dla czytelników i czytelniczek, dlaczego na dwa dni przed wyborami powinni dowiedzieć się jak najwięcej o tej ekonomiczno-społeczno-politycznej propozycji. Bo, jak pisze, trzeba wiedzieć jak najwięcej, by móc podjąć świadomą decyzję.